Test TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2. Król opłacalności na 2026 rok?

Testy i recenzje Smart Home Obserwuj nas w Google

Test TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2. Król opłacalności na 2026 rok?

W przypadku pierwszego Tapo RV30 Max Plus producentowi udało się stworzyć robota, który miał jeden bardzo konkretny argument. Niewielkie pieniądze wystarczały, aby otrzymać urządzenie z LiDAR-em, mopowaniem i stacją automatycznie opróżniającą pojemnik na kurz. Nie był to jednak sprzęt z wysokiej półki czy niepozbawiony wad, ale na tyle dobrze wyceniony, że zdobył u nas ocenę Opłacalność, więc w swoim segmencie wówczas można powiedzieć, że brylował.

Ocena i opinia

TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2

7.0/ 10
Siła ssania (Pa)13 kPA
Typ nawigacji (LiDAR/VSLAM)LiDAR
Stacja (Opróżnianie/Mycie)Z workiem na kurz
Typ mopaSzmatka z mikrofibry
Czas pracy (min)170
Zalety
  • Cena
  • LiDAR
  • Kompaktowa stacja opróżniająca zbiornik na kurz
  • Dobre, podstawowe odkurzanie
  • Aplikacja Tapo ma wszystko w języku polskim
  • Łatwość konserwacji
Wady
  • Podstawowe mopowanie
  • Podstawowe omijanie przeszkód

W 2026 roku sytuacja jest jednak zupełnie inna niż jeszcze w marcu roku 2025 (wtedy pojawił się test wersji pierwszej), bo w kontekście robotów sprzątających coś, co było jeszcze nie tak dawno temu uznawane za świetną zaletę, dzisiaj okazuje się być po prostu standardem, bo konkurenci nie mieli innego wyboru, jak również podnieść poprzeczkę opłacalności. Jak zatem sprawdzi się najnowsza wersja robota od TP-Link? Sprawdziliśmy to.

Specyfikacja

Tapo RV30 Max Plus Gen 2 to robot odkurzający i mopujący, który został wyposażony w stację automatycznie opróżniającą pojemnik na kurz. Największą zmianą względem poprzednika jest moc ssania. Pierwsza generacja oferowała 5300 Pa, podczas gdy nowy model ma osiągać 13 000 Pa. To jednak nie liczba Pa jest tutaj dla mnie najciekawsza. Znacznie bardziej praktyczną zmianą jest nowa konstrukcja szczotki głównej. Robot nie tylko zbiera włosy i sierść, ale ma również automatycznie usuwać je ze szczotki w stacji dokującej. System wykorzystuje mechanizm tnący, który rozdziela zaplątane włosy, a następnie pozwala odprowadzić je do worka na kurz. W teorii eliminuje to jedną z najbardziej irytujących czynności związanych z użytkowaniem robotów sprzątających z niskiej półki cenowej, szczególnie w przypadku mieszkań i domów ze zwierzakami.

Na pokładzie znalazł się również nowej generacji dToF LiDAR. Robot może dzięki niemu tworzyć mapy pomieszczeń i planować trasę sprzątania, a w pamięci przechowywać mapy dla kilku poziomów. Producent deklaruje obsługę konfiguracji 3+1, czyli trzech pełnych map pięter oraz dodatkowej mapy.

Stacja bazowa jest do bólu prosta, a niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest kompaktowość. W dobie tych wszystkich dominujących przestrzeń behemotów 200 w 1, jest to powiew świeżości, choć okraszony wieloma cięciami. W stacji można bowiem opróżniać wyłącznie zbiornik na kurz. Nie ma wymiany wody, nie ma mycia mopów, nie ma suszenia, nie ma niczego. To zresztą pokazuje, jak pozycjonowany jest ten robot względem konkurencji. TP-Link nie starał się na siłę pokazać funkcji, które są dla tego robota bez sensu, na szczęście mówi to wprost i nie obiecuje rzeczy, do których ten robot nie został przystosowany. A tą rzeczą jest mopowanie, o którym porozmawiamy nieco później.

 

Funkcje i aplikacja

W przypadku ekosystemu i funkcji robotów Tapo, jest dobrze i znajdziemy tu wszystko, czego potrzeba do sprawnego zarządzania i kontroli. Możemy tworzyć mapy, dzielić i łączyć pomieszczenia, ustawiać wirtualne ściany oraz wyznaczać strefy, których robot ma nie odwiedzać. Możliwe jest również sprzątanie konkretnego pomieszczenia albo wybranego fragmentu podłogi.

Nie zabrakło harmonogramów, automatycznego powrotu do stacji, wznowienia sprzątania po naładowaniu oraz możliwości personalizowania parametrów pracy. Robot może również automatycznie zwiększać moc ssania po wykryciu dywanu. W przypadku mopowania można natomiast ustawić sposób postępowania z dywanami, tak aby urządzenie ich nie moczyło, choć tutaj konstrukcja nie pozwala na co bardziej fikuśne metody „unoszenia” modułu, bo po prostu nie został w niego wyposażony.

Tapo RV30 Max Plus Gen 2 obsługuje również sterowanie głosowe przez Amazon Alexa i Google Home, jeśli zdecydujemy się na bezpośrednią integrację. Zresztą, w taki sam sposób można traktować cały ekosystem Tapo, od robotów po inteligentne gniazdka.

Względem poprzednika w appce pojawiła się opcja cięcia zaplątanych włosów, dzięki wspomnianej wcześniej nowe szczotce. Tutaj można wybrać albo niską częstotliwość (po każdych trzech cyklach sprzątania), albo rekomendowany przez nas „Standardowy”, gdzie system robi to po każdym sprzątaniu.

Nie rozumiem tylko, dlaczego w appce nie można wybrać języka polskiego w systemie głosowym samego robota. Można pobrać pakiety niemieckie, angielskie, hiszpańskie, francuskie, włoskie i nawet węgierskie czy rosyjskie. Są również azjatyckie, ale polskiego nie ma. Szkoda.

Jak odkurza?

Tapo RV30 Max Plus Gen 2 oferuje maksymalną moc ssania na poziomie 13 000 Pa, podczas gdy poprzednik kończył na 5300 Pa. Oferuje przy tym możliwość dostosowania do różnego rodzaju trybów, w tym Cichy, Standardowy, Turbo i Max. Samo 13 000 Pa oczywiście nie gwarantuje, że robot nagle zacznie sprzątać lepiej od znacznie droższych konstrukcji, czy nawet w porównaniu do poprzednika, bo wszystko zależy od rodzaju zabrudzeń czy specyfiki powierzchni, którą sprząta. W hi-endowych czy nawet konstrukcjach ze „średniej półki”, roboty przekraczają moc ssania rzędu 20 kPa, a na dodatek oferują dwie, a nie jedną szczotkę główną. Tutaj dodatkowo szczotka boczna nie jest wysuwana poza obręb robota oraz robot ma ją tylko jedną, więc do łączeń ściana/podłoga musi dojeżdżać wyłącznie z jednej strony. Tak czy owak, zamiata na tyle dobrze, że nie trzeba się tym martwić.

W przypadku standardowych testów na panelach i płytkach RV30 Max Plus Gen 2 poradził sobie dobrze już na ustawieniu Cichym. Zresztą, radzi sobie podobnie jak poprzednik i zdecydowana większość robotów, bo po prostu nie jest to dla nich żaden trudny test. Zbiera sierść kocura, żwirek, mąkę i ryż tylko od czasu do czasu „odrzucając” je na boki ze względu na specyfikę bocznej szczotki. Na ustawieniu maksymalnym poradził sobie z mąką nawet przy fugach na płytkach, choć one mają szczelinę niewielką, bo zaledwie ok. 2 mm.

 

Jak mopuje?

I tu dochodzimy do natury samego robota RV30 Max Plus Gen 2. Względem poprzednika nie zmieniło się nic, a zatem nie jest to robot do mopowania. Jest co prawda wyposażony w taką funkcję, ale możecie zapomnieć o jakości znanej z konkurencyjnych modeli z modułami rotującymi czy różnego rodzaju rolkami. Ta jedna szmatka z mikrofibry jest na stałe przymocowana do robota, nie wibruje, nie wysuwa się, a wodę pobiera z wbudowanego zbiornika o pojemności zaledwie 300 ml.

Jak można było się spodziewać, nie poradził sobie z naszym standardowym testem z kawą i to niezależnie od tego, ile razy został do plam wysyłany i jak dużą wilgotnością dysponował. Pomogliśmy zresztą najpierw mocząc szmatkę pod kranem, bo w taki sposób te kilka lat temu się je obsługiwało. Świat jednak poszedł do przodu i dzisiaj nikt nie powinien takiego systemu brać pod uwagę, jeśli zależy mu również na mopowaniu.

Omijanie przeszkód

LiDAR w robocie sprzątającym trudno już traktować jako szczególny luksus. W przypadku Tapo RV30 Max Plus Gen 2 producent poszedł jednak krok dalej i zastosował nowej generacji dToF LiDAR. Robot dzięki niemu mapuje przestrzeń i planuje przejazdy bez konieczności korzystania z kamery, która ze względu na specyfikę jest jednak trochę ryzykowna patrząc przez pryzmat prywatności, choć to dzięki niej robot jest w stanie „ej ajem” wykryć i zmapować poszczególne rzeczy na podłodze.

Nie oznacza to jednak, że robot potrafi rozpoznać wszystko, co znajdzie się na podłodze. Tutaj trzeba pamiętać o istotnej różnicy pomiędzy LiDAR-em a kamerą wyposażoną w system rozpoznawania obiektów. RV30 Max Plus Gen 2 może bardzo dobrze orientować się w przestrzeni i omijać meble, ale drobne przedmioty leżące na podłodze nadal mogą stanowić problem. Jeżeli więc w domu regularnie na podłodze pojawiają się kable, skarpetki czy zabawki, przed uruchomieniem robota nadal warto zrobić szybki obchód mieszkania. To nie jest wada charakterystyczna wyłącznie dla Tapo, ale trzeba o niej pamiętać, szczególnie że producent mocno skupia się na możliwościach systemu nawigacji. Zresztą, zobaczcie sami, jak system sprawuje się w praktycznym teście omijania przeszkód.

Opinia i ocena

I na koniec konkluzje. Nieco ponad rok temu, w trakcie testowania pierwszej wersji RV30 Max Plus w podsumowaniu recenzji napisaliśmy, że 1299 zł za robota ze stacją bazową i czujnikiem LiDAR to opłacalny wybór, nawet kiedy zestawiliśmy go ze zwykłym RV30 (bez Max Plus). Dzisiaj taka cena by absolutnie nie przeszła, bo rynek zdążył już nasycić się urządzeniami zdecydowanie lepszymi (w tej kwocie), takimi które jeszcze nie tak dawno temu kosztowały grubo powyżej 2000 zł.

RV30 Max Plus Gen 2 wyceniony został z głową, bo można go kupić już za 799 zł. Konkuruje zatem nie ze samym sobą sprzed ponad roku, ale z najtańszymi robotami na rynku, które w większości nie oferują nawet stacji opróżniającej kurz ze zbiornika w robocie. I to właśnie z tego względu, ponownie zresztą, robot TP-Linka zdobywa odznaczenie Opłacalność. Pamiętajcie tylko, że to nie jest sprzęt do mopowania, tylko podstawowego odkurzania z bardzo kompaktową stacją opróżniającą zbiornik na nieczystości. Tyle i w tej cenie aż tyle.

Ocena TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2

TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - Opinia

  TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - Zalety:

  • Cena
  • LiDAR
  • Kompaktowa stacja opróżniająca zbiornik na kurz
  • Dobre, podstawowe odkurzanie
  • Aplikacja Tapo ma wszystko w języku polskim
  • Łatwość konserwacji

  TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - Wady

  • Podstawowe mopowanie
  • Podstawowe omijanie przeszkód
  • Brak języka polskiego w systemie głosowym

Cena na dzień publikacji: 799 zł (kup w Media Expert)

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Test TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2. Król opłacalności na 2026 rok?
 0