G2A proponuje mediom publikację "bezstronnego" artykułu

G2A proponuje mediom publikację "bezstronnego" artykułu

Polski sklep G2A zajmujący się pośrednictwem w sprzedaży kluczy do gier od tygodnia znajduje się na cenzurowanym, wydawcy i deweloperzy znów zaczęli wyrażać swoje opnie na jego temat, sugerując graczom, by lepiej już ściągnęli pirata niż kupowali gry z tej strony, sugerując tym samym ich wątpliwe pochodzenie. Po tym jak firma ponownie próbowała się tłumaczyć, że prowadzi swój biznes zupełnie leganie i zgodnie z zasadami, spłynęło na nią jeszcze więcej krytyki, a powstała nawet petycja zapoczątkowana przez wydawcę No More Robots, który nawoływał, by G2A zaprzestało sprzedaży kluczy do gier indie. Dział PR sklepu zapewne dwoi się i troi w ostatnim czasie, a przy okazji zaliczył kolejną dużą wpadkę, która na pewno nie poprawi wizerunku firmy. Jeden z pracowników G2A rozesłał bowiem po mediach „ciekawą” propozycję, której treść, jak nietrudno się domyślić, trafiła właśnie do sieci.

Jeden z pracowników G2A rozesłał bowiem po mediach „ciekawą” propozycję, której treść  trafiła właśnie do sieci.

Redaktor Indie Games Plus, Thomas Faust, opublikował na Twitterze mail, jaki otrzymał od G2A, gdzie przedstawiciel firmy prosi o możliwość zamieszczenia napisanego przez sklep artykułu, w którym tłumaczy, że sprzedaż skradzionych kluczy jest praktycznie niemożliwa. Co ciekawe, autor maila twierdzi, że napisany przez nich artykuł jest „bezstronny”, a co wydaje się w tej całej sprawie najbardziej kontrowersyjne, chce on, by tekst został opublikowany jako normalny artykuł i nie został oznaczony jako sponsorowany. „Jest to tylko transparentna ocena problemu odsprzedaży kradzionych kluczy” - czytamy z mailu. Warto podkreślić, że tego typu artykuły według art. 36 Prawa Prasowego „muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego”, a tego typu przepisy obowiązują nie tylko w Polsce, ale większości krajów.

G2A odniosło się do zarzutu twórców i zaproponowało rozwiązanie problemu

Co ciekawe, G2A nie zaprzeczyło i nie próbowało bronić całej sprawy, ale zamiast tego zrzuciło winę na pracownika, który rozesłał maile. „Te e-maile zostały rozesłane przez pracownika bez naszej autoryzacji” - czytamy w komunikacie wydanym przez firmę. Tłumaczenie to wydaje się jednak mocno pokrętne, szczególnie w obliczu wiarygodności jaką cieszy się G2A. Sklep przyznał, że wiadomość o przytaczanej treści wysłana została łącznie do 10 mediów, a pracownik, który to zrobił, ponieść ma „surowe konsekwencje”, ponieważ tego typu praktyki są „absolutnie nieakceptowalne”. Nie da się ukryć, że w tej sprawie G2A mogło łatwo wskazać kozła ofiarnego, ale za każdym razem, kiedy firma próbuje się bronić lub poprawiać swój wizerunek, popełnia gafę, która tylko pogarsza sytuację.

Pokaż / Dodaj komentarze do: G2A proponuje mediom publikację "bezstronnego" artykułu

 0