Przez niemal trzy dekady Nvidia była firmą, którą znali przede wszystkim gracze, to oni budowali jej reputację. Dziś segment centrów danych odpowiada już za 91,5% przychodów firmy, a gracze coraz głośniej mówią o tym, że czują się porzuceni. To zmiana priorytetów, która trwa od lat i teraz zaczyna być boleśnie odczuwalna.
Karty GeForce były wizytówką Nvidii. Dziś firma zarabia wielokrotnie więcej na układach dla centrów danych - jeden chip Blackwell kosztuje nawet 40 tysięcy dolarów, podczas gdy topowy RTX 5090 dla gracza to wydatek rzędu 1999 dolarów. Marże w segmencie obliczeniowym sięgają 69%, podczas gdy w segmencie konsumenckim wynoszą około 40%. Różnica jest wystarczająco duża, żeby zrozumieć, dlaczego Nvidia kieruje swoje zasoby właśnie tam.
Droższy sprzęt, mniejszy wybór nowych kart i niepewność co do kierunku, w którym zmierza technologia renderowania
Konkretnym problemem jest teraz pamięć. Nvidia podobno ograniczyła produkcję kart dla graczy nawet o 40%, bo brakuje pamięci DRAM potrzebnej do ich budowy. Wysokowydajne chipy AI korzystają z pamięci HBM, do produkcji której zużywa się czterokrotnie więcej krzemowych wafli niż przy tradycyjnej pamięci. W efekcie całe dostępne moce produkcyjne trafiają do segmentu AI, a gracze zostają z kurczącą się podażą i rosnącymi cenami. W efekcie ceny komputerów osobistych wzrosną w 2026 roku o 17%, a liczba sprzedanych sztuk spadnie o ponad 10%.
Co się dzieje z Nvidią?
Jeśli prognozy analityków się sprawdzą, rok 2026 będzie pierwszym od trzech dekad, w którym Nvidia nie wyda nowej generacji kart GeForce. Firma wprawdzie twierdzi, że stale pracuje nad technologiami dla graczy i realizuje dostawy kart RTX 50, ale kolejna premiera sprzętowa nie jest na horyzoncie.
Na marcowej konferencji GTC Jensen Huang ogłosił technologię DLSS 5. Poprzednie generacje były dobrze przyjmowane - pozwalały grać płynnie na słabszym sprzęcie, sztucznie podnosząc rozdzielczość i liczbę klatek. Tym razem jednak DLSS 5 ma wykorzystywać generatywną sztuczną inteligencję do zmieniania wyglądu postaci i środowisk w grach, co wywołało oburzenie. Na pokazie Nvidia prezentowała zmienione wersje bohaterów z takich tytułów jak Resident Evil Requiem, Starfield czy Hogwarts Legacy. Część graczy odebrała to jako naruszenie artystycznej integralności gier - szczególnie boleśnie w kontekście fali zwolnień i zamknięć studiów, jaka przetacza się przez branżę od miesięcy.
Huang odpowiedział na krytykę twierdząc, że deweloperzy nadal mają pełną kontrolę nad efektem końcowym. Branża czeka, żeby to sprawdzić w praktyce.
Nowy sprzęt drożeje, a Nvidia patrzy w inną stronę
Dla zwykłego gracza PC oznacza to kilka rzeczy naraz: droższy sprzęt, mniejszy wybór nowych kart i niepewność co do kierunku, w którym zmierza technologia renderowania. Nvidia GeForce Now - platforma streamingowa firmy - pozostaje według wielu obserwatorów najlepsza w swojej klasie i może być pewnym zabezpieczeniem dla tych, którzy nie chcą inwestować w nowy hardware. Bezpośredni rywal, AMD z kartami Radeon, zmaga się z dokładnie tymi samymi problemami z dostępnością pamięci, więc alternatywy nie są tu wyraźnie lepsze.
Marże w segmencie obliczeniowym sięgają 69%, podczas gdy w segmencie konsumenckim wynoszą około 40%.
Warto jednak po cichu liczyć, że Nvidia zaprezentuje nową generację kart jesienią (firma regularnie pokazuje sprzęt we wrześniu). Kluczowe będzie też to, jak zareaguje rynek na DLSS 5 po jego premierze i czy deweloperzy gier rzeczywiście będą mieli realną kontrolę nad generatywnym AI w swoich tytułach. Obecnie wygląda to wszystko "średnio, że tak powiem".
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
NVIDIA zapomina o graczach. Droższe karty graficzne, mniej nowości i AI to nowa rzeczywistość