TP-Link chce uciec przed banem i przekonuje, że jest amerykańską firmą. Kto im uwierzy?


TP-Link chce uciec przed banem i przekonuje, że jest amerykańską firmą. Kto im uwierzy?

Największy producent routerów na świecie (ale i w Stanach Zjednoczonych) ma w ostatnim czasie spore problemy w USA. W związku z tym TP-Link ponownie spotkał się z przedstawicielami Federal Communications Commission, próbując przekonać, że powinien zostać wyłączony z nowych przepisów ograniczających sprzedaż zagranicznego sprzętu sieciowego.

Podczas rozmów z urzędnikami FCC przedstawiciele TP-Link podkreślali, że spółka  funkcjonuje jako amerykański podmiot z siedzibą w Irvine w Kalifornii. Firma wskazuje też na swoją silną pozycję rynkową, gdyż odpowiada za ponad jedną trzecią sprzedaży routerów dla klientów indywidualnych w USA, a jej produkty cieszą się opinią wydajnych i przystępnych cenowo. Problem w tym, że dla władz USA to może być niewystarczające.

TP-Link ponownie spotkał się z przedstawicielami Federal Communications Commission, próbując przekonać, że powinien zostać wyłączony z nowych przepisów ograniczających sprzedaż zagranicznego sprzętu sieciowego.

Bezpieczeństwo narodowe na pierwszym planie

Obawy wobec TP-Link pojawiły się już w 2024 roku, kiedy amerykańskie resorty handlu, obrony i sprawiedliwości rozpoczęły dochodzenia dotyczące potencjalnych zagrożeń. Kluczowe znaczenie mają powiązania firmy z Chinami oraz kwestie bezpieczeństwa infrastruktury sieciowej. Dodatkowo, prokurator generalny Teksasu Ken Paxton wytoczył firmie proces, zarzucając, że jej urządzenia mogły zostać wykorzystane przez grupy hakerskie wspierane przez państwo chińskie.

tp-link archer be230

Restrukturyzacja nie przekonała regulatorów

TP-Link próbuje ratować sytuację poprzez zmiany organizacyjne. W 2024 roku powstała TP-Link Systems Inc., która ma oddzielać działalność amerykańską od chińskiej, zarówno pod względem zarządzania, jak i łańcucha dostaw. Mimo tego ruchu wątpliwości nie zniknęły. Amerykańscy regulatorzy wciąż analizują, czy rozdział jest faktyczny, czy jedynie formalny.

Firma liczy na uzyskanie specjalnego wyłączenia z nowych regulacji, podobnie jak wcześniej zrobiły to Netgear i Adtran. Ewentualna zgoda pozwoliłaby TP-Link kontynuować sprzedaż przez określony czas. Na razie FCC dopuszcza aktualizacje oprogramowania dla już sprzedanych urządzeń i ten okres przejściowy ma potrwać do marca 2027 roku.

Co to oznacza dla użytkowników?

Dla konsumentów sytuacja jest niepewna. Ewentualny zakaz mógłby ograniczyć dostępność popularnych i tanich routerów, co przełożyłoby się na wyższe ceny sprzętu sieciowego. Z drugiej strony, regulatorzy podkreślają, że bezpieczeństwo infrastruktury cyfrowej ma dziś kluczowe znaczenie. Najbliższe miesiące pokażą, czy TP-Link zdoła przekonać amerykańskie władze. Nie da się bowiem ukryć, że rynek amerykański to duży kawałek tortu, o który chce zawalczyć każdy z istotnych producentów sprzętu sieciowego. 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

TP-Link chce uciec przed banem i przekonuje, że jest amerykańską firmą. Kto im uwierzy?
 0