Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

W dniu wczorajszym, tj. 21.06.2018, w warszawskim klubie XOXO odbyła się zamknięta impreza NVIDII, poświęcona niemalże w całości nadchodzącym monitorom nowej generacji, z modułem G-SYNC HDR. Tym samym dziennikarze z całej Polski mogli po raz pierwszy ujrzeć w akcji panele Acer Predator XB272-HDR oraz ASUS ROG SWIFT PG27UQ, czyli jedyne seryjnie produkowane wyświetlacze 4K HDR, które są odświeżane z częstotliwością aż 144 Hz, i to dynamicznie. Oczywiście nie mogło zabraknąć tam ITHardware.pl, a właściwie mojej osoby, bo, jak zapewne wiecie, to właśnie mnie przypadło opiekować się działem monitorów. I cóż, muszę przyznać, że dawno nie byłem pod takim wrażeniem, widząc jakikolwiek monitor, choć, nie da się ukryć, jest to dopiero początek drogi G-SYNC HDR jako potencjalnie wiodącego standardu, a firmę NVIDIA i jej partnerów czeka jeszcze sporo pracy. Przy czym decydującą rolę odegrają zwłaszcza autorzy gier, bo na chwilę obecną największy problem stanowi niedobór treści pozwalających wykorzystać cały potencjał hardware'u, a co za tym idzie brakuje argumentów, by sięgnąć do kieszeni po iście bajońską sumę 11 tys. zł (tyle mniej więcej będą kosztować zaprezentowane monitory). No dobrze, ale jak to faktycznie jest z tymi monitorami przyszłości? Już odpowiadam.

Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

Ogólnie rzecz biorąc, firma NVIDIA sądzi, że G-SYNC stanowi wyznacznik dobrego monitora dla gracza. I jest tak nie tylko z uwagi na możliwość dynamicznej synchronizacji, która eliminuje artefakty obrazu, jak rozdarcia, ale także certyfikację każdego panelu, gwarantującą, zdaniem producenta, najwyższą jakość. Zieloni poniekąd słusznie punktują, że konkurencyjny Adaptive-Sync nie wnosi żadnych obostrzeń w kontekście specyfikacji. W ten sposób wiele monitorów teoretycznie dynamiczną synchronizację oferuje, ale w praktyce jej implementacja może okazać się niemalże bezużyteczna, bo na przykład działa tylko w przedziale od 48 do 60 kl./s. Z tym że o ile kiedyś G-SYNC był tworem niejako jednorodnym, bo po prostu świadczył o wyposażeniu wyświetlacza w funkcję dynamicznej synchronizacji, o tyle teraz następuje jego swoisty rozłam. Oczywiście trzon idei pozostaje niezmienny, ale dokonuje się wyraźna kategoryzacja paneli z G-SYNC. Na rynku, obok znanych już monitorów w różnych formatach i rozmiarach, pojawią się także wielkoformatowe (około 65 cali) wyświetlacze Big Format Gaming Display aka BFGD i technologicznie dopieszczone G-SYNC HDR, które to, jak sama nazwa wskazuje, zaoferują użytkownikom szeroki zakres dynamiczny. Niestety podczas wczorajszej imprezy BFGD wystąpił tylko na wyświetlonym z projektora slajdzie, więc o tej kategorii nic z autopsji stwierdzić nie mogę.

Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

Za to fizycznie pojawiły się monitory z G-SYNC HDR, a mianowicie, jak już zdążyłem wspomnieć, Acer Predator XB272-HDR oraz ASUS ROG SWIFT PG27UQ. Obie konstrukcje bazują na tej samej matrycy IPS, produkowanej w zakładach AU Optronics. Mają przez to, jednakowo, po 27 cali, rozdzielczość natywną 4K i odświeżanie 144 Hz, uzyskiwane przy podłączeniu pojedynczym kablem DisplayPort 1.4. Z tego względu do ich napędzenia niezbędna jest karta graficzna GeForce serii 10, bo starsze modele nie są po prostu w stanie zapewnić odpowiedniej przepustowości dla przesyłu sygnału wideo. Z tym że nawet przepustowość DP 1.4 nie jest do końca wystarczająca, ponieważ w trybie HDR przy odświeżaniu przekraczającym 98 Hz chrominancja musi zostać obniżona do 4:2:2. Oznacza to, że sygnały różnicowe koloru są próbkowane dwa razy rzadziej niż sygnały luminancji (jasności), a kolor sąsiednich pikseli zostaje uśredniony. Jako iż takie próbkowanie wciąż daje bardzo dobre efekty, korzystają z niego choćby wysokiej klasy kamery Panasonic DVCPRO HD. Wyjątek stanowią sytuacje, w których na ekranie pojawiają się obok siebie elementy bardzo kontrastujące ze sobą, jak czarne litery na białym tle. Wówczas dochodzi do widocznego rozmycia. Tym niemniej oprogramowanie NVIDII automatycznie przełącza w pulpicie chrominancję na 4:4:4, obniżając zarazem częstotliwość odświeżania. Stąd problem z czytelnością czcionek w pulpicie może wystąpić tylko wtedy, gdy użytkownik manualnie zablokuje odświeżanie na przekraczającej dopuszczalny zasięg wartości - to rzuca nowe światło na zarzuty pod adresem G-SYNC HDR.

Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

A co z jakością obrazu, w odniesieniu do dotychczasowych monitorów? Nie jest tajemnicą, że HDR z natury gwarantuje dużo szerszy zakres barw, wszak jego docelowy gamut DCI-P3 jest 25% większy od wiodącego standardu sRGB, a regulowane strefowo podświetlenie o szczytowej jasności 1000 cd/m2 zapewnia dużo więcej detali w światłach. Jest to coś, o czym wie dosłownie każdy, kto choćby raz obcował z odpowiednio wysokiej klasy ekranem HDR. Ciężko mi jednak bezgranicznie zachwycać się nowościami. Otóż do porównania, podczas przeprowadzonej prezentacji, NVIDIA wykorzystała monitory Acer Predator XB271HK oraz ASUS MG28UQ. Nie są to bynajmniej najlepsze gamingowe monitory SDR o rozdzielczości 4K. Pierwszy z nich bazuje na dość nieudanej matrycy AHVA od AU Optronics, M270QAN01, przez co charakteryzuje się problemami ze stabilnością kontrastu, liniowością i natarczywym efektem IPS-glow (link do testu AOC AGON AG271UG, innego monitora z tym panelem). Drugi to z kolei stosunkowo niedroga TN-ka, na dodatek z Adaptive-Sync. Tym samym nie są to monitory, które ja osobiście komukolwiek bym zarekomendował, a to z kolei sprawia, że z ostatecznymi wnioskami muszę się wstrzymać do czasu testów, które, nawiasem mówiąc, obiecuję przeprowadzić w najbliższym możliwym czasie. Co oczywiste, nie jest to równoznaczne z jakąkolwiek krytyką pierwszych modeli w standardzie G-SYNC HDR. Potrzebne jest jednak więcej materiału porównawczego, by cokolwiek wyrokować.

Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące

No właśnie, konieczność zdobycia większej ilości materiału to spory problem, nie tylko w kontekście hardware'u, ale także oprogramowania. Na dzień dzisiejszy gry dla komputerów osobistych, kompatybilne z HDR, policzyć można dosłownie na palcach jednej ręki. NVIDIA na prezentację zabrała wyłącznie Final Fantasy XV oraz Destiny 2, wspominając dodatkowo o Mass Effect: Andromeda, Resident Evil VII oraz polskim Shadow Warrior 2. Mało. Wprawdzie producent jest święcie przekonany, że wprowadzenie monitorów G-SYNC HDR przełoży się na zwiększoną aktywność ze strony programistów gier, którzy wydadzą stosowne aktualizacje czy nowe tytuły, przygotowane od podstaw z myślą o szerokim zakresie dynamiki, ale konkretnych deklaracji zabrakło. I to brak tychże stanowi, w mojej opinii, najbardziej istotny mankament. Jestem w stanie uwierzyć, że bolączki wieku dziecięcego zostaną naprawione przez oprogramowanie układowe, ze szczególnym naciskiem na całkowite wyeliminowanie lekkiego opóźnienia towarzyszącego regulacji stref podświetlenia. Ale warstwie sprzętowej, która, co by nie mówić, prezentuje się imponująco, zawsze musi towarzyszyć odpowiednio rozwinięta sfera programowa. Inaczej każdy, nawet najlepszy, produkt pozostanie tylko ciekawostką. Czas pokaże, czy NVIDIA podoła wyzwaniu, a mnie na ten moment pozostaje tylko podziękować za zaproszenie i naprawdę dobrze zrealizowaną imprezę. Teraz niecierpliwie wyczekuję, notabene obiecanego mi, sampla testowego ;)

Komentarze do: Widzieliśmy monitory G-SYNC HDR (4K, 144 Hz) – są imponujące