Wszyscy kochają Mass Effect - największy problem EA

Wszyscy kochają Mass Effect - największy problem EA

Wszyscy kochają Mass Effect - największy problem EA

Mass Effect: Legendary Edition to wydawnictwo, na które czekaliśmy zdecydowanie zbyt długo. Fenomenalny rozmach, z jakim BioWare opowiedziało historię ziemskiego komandosa próbującego ratować kosmiczne rasy przed zagładą, to jedno z najbardziej pamiętnych wirtualnych wydarzeń ostatnich lat. To znaczy, wydaje się, że „ostatnich”, a przecież to historia z okresu 2007 - 2012. Czyli od prawie 15. lat żyjemy tym, że była taka space opera, że działo się tam tyle rzeczy, że rasy wymierały, romanse rozkwitały, że Misja Samobójcza… a dookoła co się działo? Zabrzmi to przygnębiająco, ale z rzeczy, które warto zaznaczyć, wydarzyło się jedynie jej ponowne spakowanie i wydanie na kolejnych platformach. I ledwo wyrobiono się z tym na koniec życia generacji konsol PS4 i XOne, których w momencie zakończenia trylogii nie widzieliśmy jeszcze nawet na zdjęciach. Na szczęście wciąż najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy i kompilowanie kolejnych Remasterów to opłacalny biznes. W świecie książek czy filmów aż tyle się na nich nie zarobi - i to może być coś, co utrzyma Mass Effect na powierzchni.

Top 10 największych serii gier
 

Hardware, software, Bioware  

Obecny krajobraz prezentuje się następująco: z BioWare odeszli założyciele i ojcowie sukcesu studia, oraz człowiek, który odpowiadał za napisanie podstawy wszystkiego, co stworzyło wielkość ME1. Firma przeszła w ręce Electronic Arts. Powołano też do życia cykl Dragon Age, który miał być odbiciem Mass Effect, tylko w świecie klasycznego fantasy. Pod względem sprzedażowym wszystko się dobrze spinało, a kolejne gry angażowały miliony graczy, unikając większych afer aż do czasu zakończenia Mass Effect 3, które wywołało takie poruszenie, że pospiesznie zmieniano je aktualizacją. Skończyło się na tym, że jedyne co trzyma sens w trylogii to fanowska teoria indoktrynacji.

Gdy skończył się rozpęd, jaki nadały BioWare w wielu miejscach przełomowe konsole PS3 i X360, skończył się czas prosperity. Tworzone jako tytuł cross-generacyjny Dragon Age: Inquisition jeszcze jakoś sobie poradziło - mając to szczęście, że udało się mu ukazać w świecie przed Wiedźminem 3 (tak, to było tak dawno). A co działo się pomiędzy Dragon Age Inquisition (2014), a teraz? Nic, poza Mass Effect: Andromeda (2017). Gra, która miała wyznaczyć nowy kierunek dla serii i pokazać, że istnieje życie po Shepardzie, stała się chłopcem do bicia ze względu na liczbę wpadek i niedopracowanych elementów. Nie ma już nawet powodu, by rozdrapywać tę ranę - fani tak bardzo chcą o niej zapomnieć - EA zresztą też. To jeden z niewielu przypadków gdy obie strony są zgodne. Cancel Culture w pełni. 

 

To gdzie ten problem, Shepard?

Wbrew temu ile osób się cieszy, że znów wyruszy na kosmiczną eskapadę wraz z Mass Effect: Legendary Edition, marka jest ogromnym problemem Electronic Arts. Po tym jak się raz pozna coś dobrego, trudno z tego zrezygnować. Gracze chcą kolejnej takiej trylogii, chcą ponownie przeżyć te same rewelacje, irracjonalnie wierząc, że jest to możliwe. Jest to ich prawo, bo branża gier to branża spełniania snów. Tylko że EA nie tylko nie ma jak ponownie dostarczyć czegoś podobnego (niby kim?), to jeszcze zwyczajnie nie da się wyliczyć nowego zestawu trzech gier na podobny sukces. Bo mimo wszystkich zalet oryginalnych Mass Effectów i czystej chęci osiągnięcia sukcesu, jaka towarzyszy producentom każdej gry - nawet BioWare nie mogło się spodziewać, że zaprojektuje fenomen, o którym tylu graczy będzie tak długo myśleć, mówić, pisać i powtarzać w kółko przez kolejne lata. To działa jak z internetowymi viralami - polegają na tym, że nie da się ich przewidzieć, po prostu wybuchają. Najczęściej tam, gdzie się tego nie spodziewamy.

Gdy zdamy sobie sprawę z tego jak dużą pustkę stworzyło zakończenie historii Sheparda i, że nie ma kto podjąć rękawic w temacie, można poczuć się tym przygniecionym. Bo nie dość, że EA nie ma teamu, który może podjąć wyzwanie zrobienia kolejnej takiej trylogii - połączonej fabularnie, wyborami graczy i stworzoną przez nich postacią - to jeszcze nie zapowiada się, by jakieś inne studio chciało zająć tę wolną przestrzeń. Niby Bungie chciało robić wielką kosmiczną sagę na 10 lat i wszyscy wiemy, jak potoczyły się losy (bardzo dobrego - żeby nie było) Destiny.

I tak właśnie miłość, jaką darzony jest Mass Effect stała się największym problemem EA. Bo reszta kłopotliwych spraw firmy została albo wygaszona (Medal of Honor, SSX, Burnout), albo zmieniona w pasmo kontynuacji generujących ogromne przychody (Madden, Fifa, Battlefield, Need for Speed, Sims), a temat ME wciąż wraca i trzeba, umieć się z nim obchodzić. A tu traktowanie marki jak kolejnego tasiemca akurat nie działa i pojawia się zgrzyt. Nie ma jak tego zakopać, nie ma jak kontynuować.

Może zapowiedziana jakiś czas temu nowa odsłona sobie z tym poradzi i przywróci nadzieje? Zadanie będzie trudne, ale brak prób w tym wypadku jest gorszy od prób nieudanych. To ja wracam na Eden Prime i staram się być dobrej myśli.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Wszyscy kochają Mass Effect - największy problem EA

 0