OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety

OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety

Po uruchomieniu OnRush ujrzymy kolorowe, nowoczesne “menusy”, prowadzące nas wprost do świata wyścigów pełnych błota, skał i kraks. Projekty każdego ekranu, prezentacji wozów oraz postaci są zgodne z obecnymi trendami. Innymi słowy: wszystko jest duże, okraszone kontrastującymi, żywymi barwami, wesołe.Jak przystało na grę o zacięciu ekstremalnym, wszelkie ozdoby pojazdów, nowe ciuszki dla postaci czy ich zwycięskie gesty mają dużo “ziomalskich” naleciałości, co w tym konkretnym przypadku nie przeszkadza ani trochę. Podczas samych wyścigów oprawa graficzna też daje nam popalić trzymając stałe sześćdziesiąt klatek animacji na sekundę, przy ogromnym natężeniu akcji. Tyczy się to jednak wyłącznie Xboksa One X, PS4 i PS4 Pro, gdyż na bazowym Xboksie One twórcy nie osiągnęli podobnej płynności (choć podobno przyszłe patche powinny to poprawić). Mimo tego drobnego zgrzytu, uważam to za wielkie osiągnięcie.

Podczas samych wyścigów oprawa graficzna daje nam popalić trzymając stałe sześćdziesiąt klatek animacji na sekundę, przy ogromnym natężeniu akcji

Nie jest to jednak gra oparta na podziwianiu detali, dlatego docenienie kunsztu, z jakim wykonane są trasy, możliwe jest dopiero, gdy przyjrzymy się z boku, jak ściga się ktoś inny. Piękne, szerokie wąwozy, po których najczęściej się jeździ, wypełnione są przeszkodami. Wagony pociągowe, powykręcane skały, hopki, ogromne sosny, na które wpada się z pełnym impetem... projektanci naprawdę się natrudzili, by stworzyć wyjątkowe ”miejscówki”, a graficy Codemasters Evo doskonale oddali ich klimat. Oczywiście, nie goniono tutaj za fotorealizmem i nie powinniśmy OnRush porównywać do najpiękniejszych “ścigałek” na rynku, jednak solidność, z jaką wykonano każdy element gry, zasługuje na pochwałę. Bo może Project Cars czy Forza Motorsport wyglądają piękniej na screenshotach, ale w OnRush przez pół minuty dzieje się więcej niż tam przez cały wyścig. I w tym ogromnym zamieszaniu, pełnym wraków fruwających kilka metrów nad ziemią, przygrywa nam energetyczna, rockowa muzyka. Podobnie jak design gry, jest ona typowa dla takich pompujących adrenalinę do żył produkcji. Szybka, mocna, motywująca do tego, by znów wcisnąć turbo i gnać przed siebie. Dopasowano ją do gry wręcz idealnie, choć ze ścieżki dźwiękowej nie wybija się żaden kawałek. W rezultacie, po zakończeniu partyjki z OnRush, trudno zanucić choćby jeden utwór – tak bardzo wtapiają się one w ogólną otoczkę tego, co obserwujemy na ekranie. Reasumując: solidność i wysoki kunszt to cechy, z jakimi powinniśmy kojarzyć wykonanie OnRush.

Komentarze do: OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety