OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety

OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety

Evolution Studios, znane dziś jako Codemasters Evo, to ekipa od lat tworząca dla nas udane, emocjonujące wyścigi. Najpierw seria WRC na PlayStation 2, potem Motorstorm na PS3, a na końcu Driveclub na PS4 – wszystkie te tytuły udowodniły, że są to ludzie, którzy doskonale wiedzą, jak należy zrobić grę o wykręcaniu jak najlepszych czasów na trasie. Ich nowy tytuł – OnRush – bawi się jednak konwencją, nie wymagając od nas wyprzedzenia wszystkich samochodów i opanowania każdej szykany. W OnRush mamy po prostu wciskać gaz i dobrze się bawić. Brzmi zachęcająco?

Ostra jazda

Jeżeli podoba się Wam “madmaksowa” idea wielkiego pościgu, pełnego wybuchających pojazdów, taranujących się i zajeżdżających sobie drogę, to jesteście w dobrym miejscu. Tylko postapokaliptyczny klimat zamieńcie na dużą dawkę “ziomalskości”, napędzanej kolorowymi karoseriami, czapkami z daszkiem i hektolitrami napojów energetycznych. OnRush to nie jest gra, w której ścigamy się do mety, by walczyć o wielkość i chwałę – tutaj jesteśmy jednym z sześciu kierowców, którzy wspólnie muszą pokonać inną szóstkę. I tak, każda trasa zamienia się w wielki pojedynek na zdobywanie punktów, ku chwale swojej drużyny. Mimo iż zamiast postaci dostajemy tu mocno podkręcone wozy terenowe, inspiracje Overwatch są bardzo widoczne. Codemasters Evo chciało zmienić gatunek hero shooter, w którym liczy się przede wszystkim cel zespołowy, w grę wyścigową. Zadanie to karkołomne, dlatego też trudno się dziwić, że nie wszystko się udało... zacznijmy jednak od pozytywów.

W OnRush mamy po prostu wciskać gaz i dobrze się bawić. Brzmi zachęcająco?

OnRush - recenzja

OnRush działa niesamowicie płynnie, trzymając stałe sześćdziesiąt klatek animacji na sekundę, przy ogromnym natężeniu akcji. Samochody i motory, którymi wyruszamy na trasę, nie są licencjonowane, jednak w niczym to nie przeszkadza. Ich kształty i projekty od razu uświadamiają nam, że są to wózki stworzone do katowania silnika na górskich wertepach pełnych błota, drzew i kamieni. Szerokie trasy mieszczą równocześnie aż dwadzieścia cztery pojazdy, gdyż poza dwoma walczącymi drużynami pojawiają się też “mobki” – sterowane przez sztuczną inteligencję auta i motory. Jaki jest ich cel? Dać się staranować, bo wykonanie każdej takiej akcji nabija nam pasek turbo. Korzystając z niego nie tylko znacznie zwiększamy prędkość, ale i nabijamy wskaźnik umiejętności specjalnej. Odpalając ją możemy z automatu taranować wrogów, zwiększyć prędkość naszej drużyny, itd. A ponieważ na koniec rundy liczy się nie ilość zdemolowanych wrogów czy miejsce w wyścigu, a punkty, to w swych zasadach OnRush przypomina bardziej mieszankę strzelaniny i moby niż wyścigi. Warto też podkreślić, że jest to gra wydana równocześnie na PS4 i Xboksa One (na którego podstawowej wersji wypada technicznie najsłabiej). To pierwszy taki przypadek w historii Codemasters Evo, złożonego z ludzi, którzy do tej pory dostarczali gry tylko na platformy Sony. Dla posiadaczy sprzętów z rodziny Xboksa powinien być to zatem szczególnie ciekawy tytuł.

Komentarze do: OnRush – recenzja wyścigu bez linii mety