Najlepsze gry do kooperacji ostatnich lat – Top 10

Najlepsze gry do kooperacji ostatnich lat – Top 10

7. Destiny (1 & 2)

Wielka obietnica, jaką Bungie złożyło graczom, chyba nie zostanie spełniona. Stworzenie legendy walczącej o przetrwanie i odrodzenie ludzkości w postaci trzech gier, które ukażą się na przełomie dziesięciu lat, mimo wszystko się nie udało. Tak czy inaczej, Destiny uzależnia, jest wielkim przebojem i ma jedną z największych, najwierniejszych społeczności. Gdzie kryje się tajemnica tego sukcesu? Przede wszystkim w strzelaniu. Nie ma lepszego strzelania w tego typu grach. Każda broń jest na swój sposób mordercza, każdy mecz można obrócić na swoją stronę jedną akcją, a wspólne podboje wrogiego kosmosu łączą wyzwanie, tajemnicę i tonę zabawy. Gra została idealnie podzielona na różne strefy, które rzucają nam pod nogi nowe wyzwania. Podstawą jest tu jednak świat, w którym nawet podczas samotnych przygód możemy mijać się z innymi graczami i dołączać do ich wypraw. Sednem zabawy są wspólne wyprawy na wysokopoziomowych bossów, których poprzedzają logiczne zagadki i labirynty, upodobniające Destiny bardziej do gry MMO niż do standardowej strzelaniny. Jedynym problemem może okazać się wysoki próg wejścia, jeżeli jednak zaczynamy wspólnie z kolegą/koleżanką, to problem praktycznie nie istnieje. Wspieranie się w ciężkich bojach i wspólne podejmowanie wyzwań dają niesamowitą frajdę – tym bardziej, że zdobywanie najcenniejszych skarbów w Destiny wymaga sporo czasu. Wybierając się na tę wyprawę samotnie sporo tracimy, dlatego warto podejmować kolejne wyzwania ze znajomymi. Prostota i głębia sprawiają, że to zdecydowanie najlepszy tytuł do zabawy na długie miesiące.

6. Gears of War (seria)

Nieważne jaką odsłonę Gears of War się wybierze, nawet jeżeli sięgniemy po te najstarsze, zabawa jest gwarantowana. Te niezbyt długie, ale niesamowicie intensywne kampanie nadają się wręcz idealnie do tego, by ogrywać je wspólnie zamiast w pojedynkę. To, że od samego początku projektowano serię GoW pod taki typ rozgrywki, tylko pomaga w czerpaniu przyjemności z wyżynania szarańczy. Wzajemne osłanianie się, docieranie do kolejnych punktów krytycznych i niezapomniane pojedynki z falami wrogów zostają w pamięci jeszcze długo po obejrzeniu końcowych napisów. Chyba trudno znaleźć inny tytuł, który tak dobrze nadaje się na wspólny weekend z naszym growym przyjacielem. Co prawda na prowadzenie wysuwają się tu głównie pierwsze trzy gry z trylogii, które mają już swoje lata (choć ich po nich nie widać), jednak Gears of War: Judgement i Gears of War 4 wcale nie zaniżają poziomu pod względem grywalności. Obecnie mamy też dobry moment na zaznajomienie się z serią, bo za kilka miesięcy powinna ukazać się jej piąta odsłona. Reasumując, jeżeli szukacie gry skończonej, z konkretną kampanią fabularną, a nie wiecznego zapętlenia w świecie udającym MMO, to jest to cykl, który absolutnie trzeba poznać.

5. Halo (seria)

Skomplikowana sprawa z tym całym Halo. Seria, która była na totalnym szczycie i nie miała prawa upaść, jednak upadła... ale nie trzeba się tym smucić, bo wracanie do niej po to, by przechodzić kampanię w trybie kooperacji wciąż jest uzależniająco przyjemne. Nawet w ostatnim Halo 5: Guardians, o którym fani starają się zapomnieć. U podstaw widać zatem spore podobieństwo do stylu w jakim gramy w Gears of War, ale Halo to zupełnie inna para kaloszy. Seria stawia na bitwy w bardziej otwartych przestrzeniach, na większe przywiązanie do wykorzystywanej przez siebie broni oraz onieśmiela inteligencją komputerowych przeciwników. Tylko tutaj flankowanie jest tak mocno uzależnione od sytuacji na polu bitwy. To, co w innych tytułach zarządzane jest konkretnym skryptem, w Halo zmienia się w prawdziwe pojedynki do ostatniej kropli krwi. Oponenci potrafią się grupować, rozbiegać, zachodzić nas od różnych stron, a nawet uciekać do silniejszych ziomków, jeżeli tylko czują, że walka idzie nie po ich myśli. Każda partyjka jest niczym zupełnie nowy scenariusz, który zdecydowanie warto przeżyć. Zwłaszcza w najnowszej edycji Master Chief Collection, która nie tylko perfekcyjnie odświeża całą serię, ale i pozwala na rozgrywanie tylko konkretnych poziomów z różnych odsłon cyklu. Możemy sobie dzięki temu nie tylko ułożyć „playlistę” ulubionych momentów Halo, ale i aktywnie je przeżywać.

4. Far Cry (5, New Dawn)

Tak, Far Cry. Kooperacja w serii pojawiła się już w trzeciej części cyklu jako osobna kampania, jednak dopiero w Far Cry 5, a zwłaszcza w New Dawn, nabrała sensu. Trochę trudno wyjaśnić, czemu daje ona tyle frajdy, ale pewnie dlatego, że jest to gra... trochę głupia. Z jednej strony rozmach i ilość aktywnych systemów sprawiają, że Far Cry jest serią z najwyższej półki. Z drugiej jednak strony uproszeń, zabawnych błędów i momentów, w których wyłączamy logiczne myślenie, jest tu tyle, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się tym bawić. Far Cry to piaskownica, w której to gracz ma największą łopatkę i wiaderko i siłą da się sforsować każdą przeszkodę – choćby wysyłając w bój gigantycznego, oswojonego dzika (takie atrakcje zwiera New Dawn). Głównym elementem serii jest jednak zdobywanie posterunków przeciwników, czynność tę należy powtarzać wielokrotnie i potrafi nudzić – przynajmniej w pojedynkę. Jeżeli jednak połączymy się ze znajomym, wsiądziemy na quady i wspólnie ruszymy obrzucać wrogów koktajlami Mołotowa z najbliższej górki, to nagle stanie się to najbardziej zabawna i relaksująca rzecz na świecie. W takich warunkach można bez przerwy odbijać bazy, zdobywać za to kolejne nagrody i surowce, wzmacniać broń, postać itd. Dzięki Far Cry można docenić to, że w kooperacji praktycznie wszystko nabiera nowego smaku i nawet tak powtarzalna, zjadająca swój ogon seria, potrafi zmienić się w źródło nieskończonych śmiechów. Bo to, że tu wszystko jest tak niedoskonałe, działa tylko na plus.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Najlepsze gry do kooperacji ostatnich lat – Top 10

 0