Przewodnik po największych growych premierach roku 2017

Przewodnik po największych growych premierach roku 2017

Mass Effect: Andromeda

Developer / wydawca: BioWare / Electronic Arts

Premiera: 23 marca 2017

Platformy: PS4, Xbox One, PC

Gatunek: RPG sci-fi

Swego czasu to właśnie dla pierwszej odsłony Mass Effect kupiłem Xboksa 360  i skłamałbym, gdybym powiedział, że Mass Effect: Andromeda nie jest jednym z najbardziej wyczekiwanych RPG tego roku. Chociaż sposób wtajemniczania innych w niuanse produkcji stawiał początkowo wiele do życzenia, BioWare jakoś pozbierało do kupy swoją kampanię informacyjno-marketingową. Kanadyjscy deweloperzy niedawno uchylili nieco rąbka tajemnicy w kwestii fabuły, choć – co zrozumiałe – pozostawili przy tym więcej pytań niż odpowiedzi, bo naturalnie te znajdziemy w grze. Mass Effect: Andromeda jest w zamyśle zupełnie nową historią, a więc niewymagającą obeznania z oryginalną trylogią – aczkolwiek pojawią się tutaj pewne aluzje do wydarzeń, które miały wcześniej miejsce.

Dlatego też, jest to nie tylko nie lada kąsek dla długoletnich fanów serii, lecz również idealny punkt zaczepny dla osób, które nie miały wcześniej z nią styczności. Największą zmianą jest sposób rozwoju postaci – od teraz nie będziemy korzystać z predefiniowanych klas, które zamkną nas w obrębie danej specjalizacji, lecz będziemy inwestować w dowolne umiejętności. Po czasie, gdy zdobędziemy ich dostatecznie dużo, wtedy odblokują się nam specyficzne bonusy związane z daną ścieżką postaci. BioWare chce zachęcić nas do eksperymentowania, pozwalając resetować drzewka rozwoju bohatera w dowolnym momencie.

Oś rozgrywki w Andromedzie obraca się wokół eksploracji planet – aspekt ten miał już od pierwszej części Mass Effect ogromny potencjał, ale moim zdaniem nigdy go w pełni nie wykorzystano, a później z niego zrezygnowano. Żeby to urozmaicić, BioWare oddało do dyspozycji jetpacki, co dodaje starciom dynamiki. Zwiedzane przez nas światy mają bossów i wymagają powrotów, co powinno zachęcać graczy do regularnego odwiedzania najróżniejszych skrawków galaktyki. To właśnie ten element gry – otwarty świat i mechanika starć będą stanowić być albo nie być Andromedy, a o sferę fabularną czy kinematograficzną prezentację, z której zawsze seria była znana, byłbym spokojny.

Red Dead Redemption 2

Developer / wydawca: Rockstar Games / Take-Two Interactive

Premiera: trzeci / czwarty kwartał 2017

Platformy: PS4, Xbox One,

Gatunek: gra akcji TPP, sandbox

Pierwszą część Read Dead Redemption (tak – wiem, że wcześniej był jeszcze stosunkowo mało znany Revolver na PS2) skończyłem niezwykle późno – w 2014 roku. 5 lat wcześniej, gdy miałem z nią pierwszy kontakt – odbiłem się od niej, by dopiero pod koniec generacji, być w stanie uświadczyć geniuszu tego subwersywnego westernu Rockstar. Nie jestem zwolennikiem gier z otwartym światem – większość z nich oczarowuje mnie jedynie na krótkie chwile, by później popaść w sztampową rutynę odfajkowywania schematycznie rozmieszczonych na mapie znaczników. Red Dead Redemption jednak stanowiło chlubny wyjątek na tle innych przedstawicieli gatunku.

John Marston, postać równie szorstka, co przenikliwie błyskotliwa, był jednym z najciekawszych protagonistów poprzedniej generacji. Jego osobowość, będąca zbitką wielu sprzeczności, miała w sobie fascynującą moc, jaką rzadko są w stanie wykrzesać postaci umieszczone w medium gier komputerowych. Przemierzanie pustkowi jako samotny „badass” na koniu było niezrównanym uczuciem, w odróżnieniu od „bylejakizmu” miejskich sandboksów i klonów GTA. Bardzo łatwo przedobrzyć w tym gatunku – wsadzić do gry zbyt wiele questów, aby na siłę ją tylko wydłużyć. Moim zdaniem zawartości w grze Rockstar było w sam raz, przez co nigdy nie miałem wrażenia, że to, co przyjemne zmienia się w symulator natręctw. W RDR każde zadanie miało mocny rys fabularny – graliśmy nie tylko aby wypełnić cel misji, ale przy okazji autorzy wynagradzali nas niezwykle bogatą historią. Produkcja Rockstar traktuje o odnajdowaniu własnej tożsamości, pogodzeniu się z przeszłością i próbie zdefiniowana siebie na nowo, a także o nieuchronności losu.  Przeszłość Marstona była dość zawiła i wiele jej aspektów zostało przed graczem ukryte, co tylko potęgowało chęć jej zgłębiania.

Niestety, poza lakonicznym trailerem, twórcy sequelu przygód John Marstona poskąpili materiałów promocyjnych – pewnikiem zademonstrują je na E3 2017. Czego jednak można spodziewać się po kontynuacji Red Dead Redemption? Na pewno dojrzałej fabuły i unikatowej, artystycznej wizji Rockstar, która przełoży się na niesamowitą immersję, klimat i świetnie skonstruowane misje. Należy też oczekiwać, że deweloperzy po raz kolejny zademonstrują swoją techniczną maestrię – wszak w kwestii animacji, sterowania czy jazdy konno już pierwowzór z 2010 roku bił na głowę skądinąd uważanego za rodzime arcydzieło – Wiedźmina 3. Tytuł ten ukaże się wyłącznie na Xbox One i PlayStation 4, a w okolicach premiery gry (trzeci / czwarty kwartał) powinno już zadebiutować Project Scorpio. Należy zatem spodziewać się tego, że zarówno najnowsza konsola Microsoftu, jak i PS4 Pro wydobędą ze świata gry pełnię piękna.

Prey

Premiera: 5 maja 2017

Platformy: PS4, Xbox One, PC

Gatunek: FPS / RPG

Po Dishonored 2 Arkane Studios ustawiło sobie poprzeczkę na niezwykle wysokim poziomie. Francuscy deweloperzy dali się już poznać jako twórcy dojrzałych opowieści, które wkraczają do głównego nurtu, ale jednak stanowią wysublimowaną alternatywę. Tym razem swoich umiejętności będą dowodzić w klimacie horroru science-fiction, który ma nawiązywać do jednej z najbardziej udanych i wpływowych hybryd RPG i FPS wszechczasów – System Shocka. Co ciekawe, wiele członków Arkane to byli pracownicy Irrational Games, a więc spoczywa na ich barkach pewien bagaż odpowiedzialności za szerzenie ducha protoplasty. Nic dziwnego, że do stworzenia fabuły zaangażowano legendarnego scenarzystę Chris Avellone, autora historii do takich produkcji, jak Fallout 2, Planescape: Torment, Icewind Dale 1 i 2 czy też Star Wars: Knights of the Old Republic 2 i Neverwinter Nights 2.

Prey jedynie z tytułu nawiązuje do sławetnie przekładanej (pozdrowienia od Duke Nukem Forever i Max Payne) gry z 2006 roku, która w obrębie gatunku FPS eksperymentowała z grawitacją oraz chodzeniem po sufitach i ścianach. Co ciekawe, jej prototyp z 1998 zawierał pomysły, jakie później (bardziej niż) ewidentnie Valve skopiowało przy okazji Portala.

Prey różni się konstrukcją od dwóch części Dishonored, które w dyskretny sposób maskowały fakt podzielenia świata na poziomy. Tutaj nie ma takiego rozgraniczenia – od razu do dyspozycji oddana została nam cała stacja kosmiczna, Talos-1, którą można eksplorować w konwencji zwanej „Metroidvanią”. Znaczy to, że pewne rejony będą wymagały zdobycia specjalnych umiejętności bądź ekwipunku, zanim będzie mogli je w pełni zgłębić. Nasza wędrówka po instalacji kosmicznej (oraz w przestrzeni kosmicznej) nie będzie jednak spacerkiem – zainfekowały ją bowiem obce (niestety słowo to, jak to zwykle bywa, oznacza zarazem „złowrogie”) formy życia. Mają one dość niecodzienne skłonność, tudzież zboczenie – lubią upodabniać się do pospolitych przedmiotów. Żeby było ciekawiej, my także możemy się odwdzięczyć tym samym. Jest to skutek uboczny pracy nad modyfikacją genetyczną, która przy okazji nieco pomieszała nam w głowie.

Poza możliwością skakania jako kubek do kawy czy banan, w grze pojawią się całkiem interesujące bronie, jak na przykład GLOO Cannon, który pozwala na zamrażanie wrogów, gaszenie pożarów, tymczasowe zatrzymywanie wyładowań elektrycznych czy też tworzenie stwardniałych grudek, po których można skakać. No, ale ciekawy oręż to nie wszystko – głębi gry powinno dodać jednak także drzewko rozwoju umiejętności postaci, złożone z trzech gałęzi, które skłaniają do specjalizacji. Każda z nich pomoże rozwiązać dany problem w zupełnie inny sposób. Wydaje się zatem, że duch System Shocka został zatem zachowany.  O ile w kwestii gameplayu, byłbym całkowicie spokojny, to jednak Arkane ma sporo do udowodnienia w kwestii technicznej, przy nienajlepszym porcie Dishonored 2 na PC i lekkiej ilości czkawki w konsolowych wersjach. Tym razem jednak ich produkcję zasila silnik CryEngine, a wszystkie prezentowane fragmenty rozgrywki wyglądały niezwykle płynne, więc miejmy nadzieję, że produkt finalny nie będzie od nich odbiegał.

Star Wars: Battlefront 2

Premiera: czwarty kwartał 2017

Platformy: PS4, Xbox One, PC

Gatunek: FPS

Wiele osób było rozczarowanych tym, co oferowała poprzednia odsłona Battlefront – pozbawiona trybu dla pojedynczego gracza, z niewielką liczbą map, horrendalnie drogimi przepustkami sezonowymi i DLC, o niezwykle uproszczonym gameplayu już nie wspominając. Nic dziwnego, że EA zdecydowało się szybko przecenić swoją produkcję, którą najwidoczniej naprędce kazało zmontować studiu DICE tak, by szwedzcy deweloperzy zdążyli przed premierą Przebudzenia Mocy. W rezultacie otrzymaliśmy grę o dość spartańskim szkielecie rozgrywki, płytką dość monotonną i ewidentnie wydaną przedwcześnie. O ile tryb singleplayer w wydanym rok później Battlefield 1 mógł przypaść do gustu bądź nie (ja zaliczam się do tego drugiego obozu), to jednak szwedzcy deweloperzy wyciągnęli wnioski z fiaska sieciowej strzelaniny w uniwersum Gwiezdnych Wojen.

O sequelu Battlefronta z 2015 roku wiadomo na razie tylko to, że uświadczymy w nim tym razem trybu fabularnego i kampanii dla pojedynczego gracza…Ciekawe tylko, czy będzie równie bezowocna, co ta z Battlefield 1, która – poza stylowo wyreżyserowanymi wstawkami przerywnikowymi – pełniła w zasadzie rolę gloryfikowanego tutoriala do multiplayera. W końcu marka Star Wars ma tyle fenomenalnych przedstawicieli w growym uniwersum, od Dark Forces, przez Jedi Knight i Rogue Squadron, na Knights of the Old Republic i Republic Commando skończywszy. Wszak wydawałoby się, że Gwiezdne Wojny do czegoś zobowiązują.

Jeśli DICE zadba teraz o dostępną na premierę gry zawartość i wprowadzi pełnoprawną kampanię, która wybije się poza coś więcej, niż tylko poza pseudo-fabularyzowane rundki po mapach z multiplayera, to fani gatunku, jak i gwiezdnej sagi będą mogli czuć się niezwykle ukontentowani. Poprzednia cześć Battlefronta pomimo umiarkowanie ciepłego przyjęcia, była bestsellerem. Jeśli jej twórcy wyciągną stosowne wnioski, możemy oczekiwać kompletnej produkcji, która nie tylko zainteresuje niedzielnych graczy i fanów Star Wars, ale także przywróci należytą estymę marce, która przed dekadą była równie szanowana, co Battlefield.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Przewodnik po największych growych premierach roku 2017

 0