Dishonored 2 - recenzja gry

Dishonored 2 - recenzja gry

Część pierwsza Dishonored bardzo mi się podobała, jednak w końcowej „ćwiartce” gry gdzieś trochę uszła para z gry i czułem się bardziej zobligowany aniżeli zachęcony aby skończyć grę.  Mimo wszystko, nawet przy wyczerpaniu pomysłów w kwestii mechaniki i designu poziomów, moje odczucia były bardzo pozytywne. Na szczególną uwagę zasługiwał folklor tego dość oryginalnego świata przedstawionego gry.

Twórcy gry postanowili wyrzucić koncept „niemego bohatera” przez okno – Emily i Corvo odzywają się w trakcie rozgrywki, a co więcej, nawet sposób trzymania i przekładania broni czy przedmiotów w ręku nakreśla ich charakter i zadziorność. W moim odczuciu, Emily Kaldwin jest najlepiej zagraną i napisaną postacią kobiecą w tej generacji obok Amandy Ripley z Alien: Isolation.

Dishonored 2 pomimo bogactwa fabularnego uniwersum w genialny sposób wprowadza nas do gry, niezależnie od tego, czy jest to nasza pierwsza styczność z tą serią lub – jak w moim przypadku – w pierwsze Dishonored graliśmy bardzo dawno temu i niewiele już pamiętamy konkretów. Maniacy tego uniwersum z kolei poczują się na pewno wniebowzięci sposobem, w jakim wszystkie postaci i wątki zostały ze sobą przeplecione. Stworzyć grę, która jednocześnie jest skierowana do tych trzech typów odbiorców, a jednocześnie stara się opowiedzieć nową historię przeplatając niekiedy stare wątki – jest niezwykle trudno. Niemniej jednak Arkane Studios stanęła na wysokości zadania.

Dishonored 2 - screenshot z rozgrywki (2)

Ekspozycja jest tutaj krótka, gra nie odrywa nas od kontroli na zbyt długo i w przeciągu praktycznie minuty po pierwszym ważnym fabularnie wydarzeniu, zaczynamy sterować protagonistą, lub – po raz pierwszy w serii – protagonistką. Oprócz Corvo Attano, znanego z poprzedniego Dishonored, możemy także wcielić się w dorosłą Emily Kaldwin (także znaną z jedynki). Co prawda ich ścieżki fabularne nie różnią się zbytnio od siebie, ale ich umiejętności specjalne już tak. I ten właśnie aspekt zachęca do kilkukrotnego przejścia gry – zwłaszcza, że istnieje kilka różnych zakończeń, a pewne pośrednie ścieżki wyborów w poszczególnych misjach wzajemnie się wykluczają i mają inne konsekwencje.

Dishonored jako seria od zawsze zdawała sobie sprawę z zaangażowania gracza i jedynie w minimalny sposób odrywa nas od rozgrywki, głównie w formie rysowanych scenek przerywnikowych (a’la Wiedźmin) pomiędzy misjami, które przeważnie zamykają się w zaledwie minucie. Okazjonalnie trafiamiy do Pustki, gdzie spotykamy się z tajemniczym Odmieńcem, od którego zyskujemy wiedzę na temat głębszego sensu wydarzeń, lecz w przeważającej części są to wizyty interaktywne.

Dishonored 2 - screenshot z rozgrywki (3)

Tempo rozgrywki jest fantastycznie rozłożone, już w otwierających fragmentach, gdy fabuła buduje wydarzenia wiodące do wyboru postaci czujemy się maksymalnie napompowani i gotowi do natychmiastowej akcji. Mmniej jest tutaj co prawda fabularnych NPCów niż w poprzedniczce i zrezygnowano także z centralnej bazy wypadowej na lądzie na rzecz bardziej minimalistycznego statku. W jedynce mogliśmy także  eksplorować otoczenie pub Hounds Pit przy użyciu coraz większego arsenału magicznych mocy, jak również przyjmować misje poboczne od naszych sprzymierzeńców. Mimo, że nie uświadczymy tego w dwójce, to dzięki temu też sama kampania jest znacznie bardziej zwarta i jeszcze lepiej wyreżyserowana.

Dishonored 2 podtrzymuje system niskiego i wysokiego chaosu, uwarunkowanego naszymi wyborami i sposobem grania. Nasze decyzje przekładają się na to, jak traktuje nas otoczający świat, jak również otwierają nowe tropy fabularne, które wiodą nas do różnych, sprzecznych ze sobą decyzji. Czasami decyzje bywają trudne – stajemy w obliczu dylematów moralnych, gdzie mierzymy się z decyzją wymierzenia sprawiedliwości własnoręcznie, dając się porwać emocjom lub dochodzac do wniosku, że lepiej będzie zachować się w sposób bardziej altruistyczny, nawet jeśli nie wydaje się on być poetycką sprawiedliwością.

Dishonored 2 - screenshot z rozgrywki (4)

Najnowsza część Dishonored to ostatecznie gra w której cierpliwość i przenikliwość popłaca – począwszy od podsłuchiwania rozmów różnych postaci, które dostarczają nam alternatywnych rozwiązań zadań po sytuacje w których przegapienie pewnych notatek czy innych ważnych przedmiotów spowoduje nieodkrycie przez nas całej prawdy. Niekiedy, szczególnie w pomniejszych sytuacjach trudno odczytać, która decyzja będzie dla nas lepsza i na tym polega cały urok gry.

Jakub Krawczyński
Jakub Krawczyński Redaktor

Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Zgłoś autorowi błąd na stronie

Komentarze


Ładuję...