Recenzja Days Gone – motor kontra zombie

Recenzja Days Gone – motor kontra zombie

Będę szczery: nie spodziewałem się wiele po Days Gone. To, czym przywitała mnie gra pod względem swej oprawy, okazało się jednak miłym zaskoczeniem. Same postaci czy też projekty budynków to sztampa, obserwowana od lat w tekstach kultury poświęconych apokalipsie żywych trupów w USA, jednak samo wykonanie tej sztampy wywołuje tylko pozytywne wrażenia. Days Gone momentami genialnie bawi się konwencją, oświetleniem i budową klimatu poprzez pokazanie nam przepięknych, opustoszałych krajobrazów. Ponieważ terenem zabawy jest Oregon, to lasów, rzek, strumyków, wzgórz i wyłaniających się zza krzaków niedźwiedzi tu nie brakuje. W odróżnieniu od niezaskakującej rozgrywki, podziwianie świata gry daje masę przyjemności. Wchodzenie do kolejnych domów, zwiedzanie obozów, odkrywanie schronów, pędzenie na motocyklu po drogach – wszystkie te chwile mają klimat przez duże K. Gdy dodamy do tego zarówno mega sugestywne głosy otoczenia, jak i bardzo udaną, pełną Americany muzykę, to otrzymamy tytuł, do którego aż chce się wracać. Na pewno trzeba zaznaczyć, że budowa świata i jego plastyczność wyciągają ocenę Days Gone mocno do góry. Jako osoba raczej niewrażliwa na taką stylistykę, muszę przyznać, że graficy i projektanci środowiska odwalili kawał solidnej roboty.

Niestety podczas szybkiej jazdy na motocyklu klatki gubią się jak dziecko w supermarkecie.

Days Gone - recenzja

Żeby nie było zbyt pięknie, muszę też wspomnieć o animacji. Gra potrafi mocno rwać się w losowych momentach, wykazując spore braki w optymalizacji. Jest to tym dziwniejsze, że tytuł stworzono na Unreal Engine 4, który raczej nie sprawia problemów developerom AAA. Sytuacje te są jednak na tyle częste, że nie da się ich przemilczeć. Niestety podczas szybkiej jazdy na motocyklu klatki gubią się jak dziecko w supermarkecie. I choć jest to gra, w której raczej nie psuje to zabawy, to jednak burzy ogólne wrażenie z obcowania z czymś, co wyprodukowano za duże pieniądze, przez developerów najwyższej klasy. Wpadki zdarzają się także podczas dialogów, które czasami odpalają się w nieodpowiednich momentach. Komentarze Deacona podczas eksploatacji świata bywają zupełnie oderwane od sytuacji, stanowiąc kolejny przykład tego, jak trudno zbudować grę z otwartym światem. Ogarnięcie całej tej zawartości, zoptymalizowanie jej i wypchanie zróżnicowaną treścią nieco przerosło Bend Studio. Klamrą, która zamyka to stwierdzenie, jest przejście do tematu loadingów. Ładowanie się gry między niektórymi misjami i scenkami przerywnikowymi dobitnie pokazuje, że gra była spinana w dużej panice, byle ją wypchnąć. Przypominam bowiem, że data jej premiery była już przesuwana kilka razy i gdyby nie wyszła teraz, to byłby to wizerunkowy koszmar. I można tylko zgadywać, czy uda się zatuszować ten problem aktualizacjami.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Days Gone – motor kontra zombie

 0