Recenzja Devil May Cry 5. Powrót w piekielnie seksownym stylu

Recenzja Devil May Cry 5. Powrót w piekielnie seksownym stylu

Diabelnie piękne

Jak na razie głównie zachwalam Devil May Cry 5, a może Capcomowi powinęła się noga w zakresie oprawy audiowizualnej? Nic z tych rzeczy, ponieważ nowy Devil to przepiękna gra, nie tylko w zakresie projektów, ale także czysto technicznego wykonania. Japończycy ponownie sięgnęli po swój autorski silnik RE Engine, który znamy już z Resident Evil 7 i  remake’u Resident Evil 2. Pomimo faktu, że tym razem otrzymujemy zgoła odmienną, zdecydowanie bardziej dynamiczną grę, to jednak technologia ta ponownie spisała się świetnie, dostarczając nam niezwykle pieczołowicie oddane modele postaci, które wyglądają wręcz fotorealistycznie (szczególnie, jeśli porównamy je ze stylem poprzedników). Do tego zachwycają wszelkie tekstury ubrań, czy to skórzane elementy, czy też materiałowe, które także świetnie reagują na fizykę. Byłem też pod dużym wrażeniem poziomu destrukcji otoczenia, gdzie twórcy zadbali o naprawdę dużą liczbę elementów, które możemy rozwalić - kapitalne wrażenie zrobił na mnie poziom w bibliotece, gdzie mogliśmy zniszczyć większość regałów na książki, a deski walały się po podłodze. Bardzo dobrze wypadła również implementacja wolumetrycznego światła, a płynne i bardzo miękkie animacje to czysta przyjemność dla oka (poprzednio animacje były wyraźnie sztywniejsze i bardziej szarpane, ale odbiło się to nieco na responsywności w DMC 5). Nie zapomniano też o HDR, który wdrożono bardzo poprawnie.

Recenzja Devil May Cry 5. Powrót w piekielnie seksownym stylu

Devil May Cry 5 to po prostu bardzo ładna gra, która na dodatek przeważnie nie ma większych problemów z utrzymaniem 60 kl./s na konsolach, a przynajmniej na Xbox One X, gdzie gra działa w rekonstruowanej rozdzielczości 4K. Spadki poniżej tego poziomu w czasie rozgrywki zdarzają się rzadko i nie wpływają zasadniczo na przyjemność z gry, ale w przerywnikach wyraźnie widać większe skoki. W samych superlatywach wypowiedzieć mogę się zaś na temat oprawy dźwiękowej, głównie za sprawą ścieżki muzycznej, gdzie tradycyjnie dla serii otrzymujemy połączenie ostrego gitarowego grania z elektroniką. Każda z postaci ma nawet własny motyw przewodni, który nakręca nas podczas walk, ponieważ im lepiej sobie radzimy, tym głośniej nam przygrywa. Pozostałe dźwięki i dubbing to również w pełni profesjonalna robota.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Devil May Cry 5. Powrót w piekielnie seksownym stylu

 0