Recenzja dodatku Spider-Man: Turf Wars – głową w mur

Recenzja dodatku Spider-Man: Turf Wars – głową w mur

Drugi ma zawsze trudniej niż ten pierwszy, przynajmniej w świecie gier wideo, co udowadnia także Turf Wars. Nowy dodatek do świetnego Spider-Mana przedstawia nam środkową część historii o tym, jak mafijne rodziny starają się przejąć kontrolę nad Nowym Jorkiem po tym, jak Pajęczak wsadził do więzienia Kingpina. I mimo iż dalej gra się bardzo przyjemnie, a fabuła pcha nas przed siebie siłą rozpędu, to trudno dopatrzeć się w Turf Wars uroku, jaki niósł ze sobą pierwszy DLC The Heist. Nieobecność Black Cat i skupienie się na powstrzymaniu nowego superłotra – Hammerheada, odebrało całej historii nieprzewidywalność.

Turf Wars

Dostaliśmy za to klasyczną opowieść o superbohaterze, który musi swoje wojaże pogodzić z tym, jak postępuje policja. Komisarz Yuri Watanabe, z którą Spider-Man tak dobrze współpracował w podstawowej części gry, tym razem bierze się mocniej do akcji. Złapanie Hammerheada, polującego na bossów nowojorskiego półświatka, ma być akcją popisową mundurowych. Niestety, gdy już udaje się go namierzyć, sprawy przybierają zły obrót. Doprowadza to do odwrócenia się Watanabe od Pajęczaka i ruszenia na policyjną wendettę, która kończy się (jak zwykle) zawieszeniem akcji w najbardziej emocjonującym momencie. I tak jak w The Heist Black Cat okazała się kimś, kto może zakręcić życiem Spider-Mana, wymknąć się jego schematom i finalnie go oszukać, tak tutaj postaci nie wykazują się żadnym skomplikowaniem. Komisarz Yuri po prostu broni prawa, a Hammerhead po prostu je łamie, posługując się swą brutalną siłą i niezniszczalną czaszką. Spider-Man ma za to kolejną misję polegającą na dorwaniu potężnego łotra, którego motywacji do działania nie mamy okazji poznać...

Czy chciałbym czegoś więcej? Na pewno, ale to, co otrzymałem, też mi wystarczy, bo po tym, co razem przeszliśmy, zamaskowany Peter Parker to mój dobry kumpel.

Recenzja dodatku Spider-Man: Turf Wars – głową w mur

Uderz mnie najmocniej jak potrafisz

Dzięki Turf Wars zyskamy nowe-stare misje poboczne polegające na wyzwaniach sprawnościowych i czasowych. Pojawi się tu także nowy typ przeciwników z tarczami i jeszcze bardziej wymagające wyzwania związane z walką i przejmowaniem mafijnych magazynów. Ten wypełniacz, którym można sobie wydłużyć zabawę przy fabule zaprojektowanej na niecałe dwie godziny grania, to na pewno dobry dodatek. Mimo słabszej i krótszej historii niż ostatnio otrzymujemy jednak okazję, by znowu być Spider-Manem! I to zawsze będzie dominującą zaletą. Gra Insomniac Games ma tak przyjemny system sterowania, tak intuicyjną walkę i tak fajne dialogi bohaterów, że trudno krytykować Turf Wars za to, że idzie bardziej w stronę starszych komiksów Marvela niż nowej, bardzo filmowej wizji developerów. Czy chciałbym czegoś więcej? Na pewno, ale to, co otrzymałem, też mi wystarczy, bo po tym, co razem przeszliśmy, zamaskowany Peter Parker to mój dobry kumpel.

Turf Wars, jak na środkową część trylogii DLC przystało, nie zamyka żadnych wątków. Finał opowieści The City That Never Sleeps, który obejrzymy w grudniu, powinien być jednak wisienką na torcie, która zbuduje nam pamiętne zakończenie. Trochę bujania się na pajęczynie, pościgów, skradania i walki, które tu otrzymaliśmy, szybko zapewne wyparują Wam z pamięci. Dostajemy tu po prostu wydłużenie czasu spędzonego z ulubionym bohaterem, a na więcej trzeba będzie poczekać do drugiej części gry, która na pewno jest już przygotowywana, bo Spider-Man nie tylko zebrał świetne recenzje, ale i rewelacyjnie się sprzedał.

Komentarze do: Recenzja dodatku Spider-Man: Turf Wars – głową w mur