Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Wszystkie starania twórców spełzłyby jednak na niczym, gdyby nie model jazdy, który sprawia dużo frajdy z prowadzenia auta. W tym aspekcie nie odnotujemy znaczących zmian, ponieważ całość, tak jak ostatnio, bazuje na silniku znanym z serii Forza Motorsport, który został poddany liftingowi, dzięki czemu bardziej pasuje do mniej poważnego charakteru rozgrywki (tu nic nie stoi na przeszkodzie, by do wyścigu przełajowego po bezdrożach zaprzęgnąć Lamborghini Centenario). I w sumie trudno się temu dziwić, bo gracze od początku istnienia serii doceniają ten złoty środek pomiędzy symulacyjnym podejściem a beztroskim arcade w stylu Need for Speeda (czy innych ścigałek, gdzie nie zdejmujemy stopy z gazu). Co typowe dla obu serii Forza, poziom trudności jest tu jednak bardzo elastyczny i możemy samodzielnie skonfigurować zarówno umiejętności rywali, jak i wszelkiego rodzaju asysty. Jeśli więc lubicie wyzwania i zrezygnujecie chociaż z części wspomagaczy, to zapomnijcie o pokonywaniu wszystkich zakrętów wślizgiem czy odbijaniu się od band i przeciwników (o ile włączymy uszkodzenia, bo w innym przypadku trącanie rywali to wciąż skuteczna taktyka). Zapanowanie nad najpotężniejszymi maszynami potrafi być nie lada wyzwaniem, nawet jeśli same pojazdy wybaczają dużo więcej niż w klasycznej Forzie i nie musimy tak często sięgać po opcję cofania czasu. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie, a mianowicie wyczuwalny handicap, który sprawia, że przeciwnicy nieco zbyt szybko doganiają nas na prostej i my też szybciej dochodzimy do nich pod koniec wyścigu.

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Oczywiście zmiana pory roku ma też przełożenie na odczucia w trakcie jazdy po różnych nawierzchniach. Inaczej prowadzi się auto po suchej letniej szosie, inaczej po mokrej jesiennej drodze, a śnieg i lód (swoją drogą ten typ nawierzchni zadebiutował już w bardzo udanym dodatku do Forzy Horizon 3) to jeszcze inna bajka. Trzeba jednak pamiętać, że jest to bardziej zręcznościowy niż symulacyjny cykl, dlatego też różnice nie są tak drastyczne jak mogłoby się wydawać, co wynika z faktu, że w przypadku serii Horizon mocno ograniczono wpływ powierzchni na charakterystykę prowadzenia. Niemniej wciąż dostarcza on mnóstwo satysfakcji, ponieważ twórcom udało się uchwycić ducha ekstremalnego ścigania, choćby za sprawą genialnego oddania poczucia prędkości. Jest więc bardzo przyjemnie, a jeśli chcemy to również wymagająco.

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Komentarze do: Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?