Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Główną zmianą w kolejnych odsłonach Forza Horizon, zasadniczo wpływającą nie tylko na kwestie wizualne, ale i samą rozgrywkę, jest przeniesienie miejsca akcji w zupełnie odmienny obszar świata. I tak, w pierwszej części było to Kolorado w USA, w drugiej Europa Południowa (konkretniej południowe rejony Francji i północne części Włoch), a ostatnio otrzymaliśmy przepiękną Australię. Wydawało się, że trudno będzie wymyślić tu coś oryginalnego, co jest w stanie przebić kontynent kangurów, ale spieszę donieść, że jednak się udało. Tym razem udajemy się do Wielkiej Brytanii i choć na pierwszy rzut oka wydawać może się to mało ekscytujące, to trzeba przyznać, że twórcy stanęli na wysokości zadania, by wydobyć z tego regionu wszystko, co najlepsze. Tak naprawdę zwiedzamy tu bowiem zabytkowe UK, jakiego już nie ma i możemy podziwiać jeziora, doliny, zamki i inne widoki, które zapierają dech w piersiach. Nie brakuje także najbardziej charakterystycznych miejsc tej części świata, zarówno w postaci punktów widokowych czy klasycznych zabytków (w tym np. wioska Ambleside, Biały Koń z Uffington czy pomnik Scotta w Edynburgu). Jeśli więc ktoś miał wątpliwości, czy do Wielkiej Brytanii warto udać się nie tylko w celach zarobkowych, ale i na zwiedzanie, to tu otrzymujemy skondensowaną dawkę tego kraju, która powinna go do tego przekonać. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że Playground Games to brytyjskie studio i myślę, że rząd Wielkiej Brytanii powinien dofinansować Forzę Horizon 4 jako świetny projekt promujący :)

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Oczywiście, zgodnie z tradycjami serii, oddano nam do dyspozycji bardzo duży otwarty świat, po którym możemy się dowolnie przemieszczać. Gra jest wręcz naładowana różnego rodzaju zawartością i nie sposób się przy niej nudzić - trzon stanowią wprawdzie wyścigi organizowane w ramach festiwalu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zboczyć z tego kursu i wziąć udział w zawodach ulicznych, przetestować okoliczne fotoradary, pomóc w nakręceniu filmu akcji, wcielając się w kaskadera czy udać się na wycieczkę po okolicy, aby nacieszyć się wszystkimi urokami otwartego świata. Mówiąc wprost, aktywności jest mnóstwo, twórcy starają się je mocno różnicować, byśmy ciągle odkrywali coś nowego, a wisienką (albo truskawką :P) na torcie są bardzo widowiskowe wyścigi specjalne, gdzie mierzymy się np. z pociągiem, grupą motocyklistów czy poduszkowcem. Do tego w nasze ręce oddano narzędzia, dzięki którym możemy lwią część eventów skroić na własną miarę, a za wszystko zdobywamy fanów, którzy są nam potrzebni, by awansować na wyższe szczeble festiwalu. Co więcej, zawody rozgrywać możemy solo, jak i z innymi graczami, zarówno z nimi rywalizując (powracają tez bardziej wymyślne tryby, jak Zainfekowani czy Król) , jak i współpracując.

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Czasem wystarczy jednak nawet zwykła jazda bez konkretnego celu, ale za to w bardzo konkretnym aucie i wbrew pozorom nie jest to wcale tak bezsensowne, jak się może wydawać. Niemal za wszystko jesteśmy bowiem nagradzani punktami doświadczenia (czysta jazda, drifting, koszenie przydrożnych obiektów itp.), a zdobywane przez nas poziomy wiążą się z możliwością wygrania dodatkowych kredytów lub aut oraz zdobycia nowych perków, np. pozwalających na większe premie za wygrane. Dla fanów wszelkiego rodzaju znajdziek w grach przygotowano zaś masę tablic rozwalenia czy zaginione „klasyki”, które musimy odszukać na mapie i następnie odrestaurować.

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Niestety przed premierą twórcy regularnie mieszali coś z serwerami, przez co nie do końca mogłem sprawdzić, jak wypada współdzielony świat gry, ale kiedy tylko funkcja ta działała, otrzymywaliśmy coś na wzór wyścigowego MMO. Jest to naprawdę duża zmiana, ponieważ bazujące na sztucznej inteligencji Drivatary (te imitują naszych znajomych) zastępowane są przez żywych graczy (w postaci swoistych duchów), co oczywiście prowadzi do ciekawszych i mniej przewidywalnych interakcji (np. postaci specjalnych wydarzeń Forzathon, gdzie gracze współpracują ze sobą, by nabić odpowiednią pulę punktów, kóre wydawać możemy na nagrody w specjalnym sklepie). Warto wyjaśnić, że na jednym serwerze bawić może się do 72 graczy jednocześnie, ale świat gry podzielony jest na sektory, gdzie występuje po 12 graczy. Tym samym zbliżając się do innych graczy, wchodzimy w ich sektor i możemy grać razem nimi - oczywiście odbywa się to bez żadnych loadingów, a przemierzając mapę płynnie zmieniamy te swoiste podświaty. Jeśli jednak granie z innymi żywymi ludźmi okaże się uciążliwie, bo niestety nie każdy potrafi się zachować w wirtualnym świecie, nic nie stoi na przeszkodzie, by grać offline, gdyż nie jest to produkcja wymagająca połączenia z siecią.

Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Forza Horizon 4. Cztery pory roku na miarę Vivaldiego?

 0