Returnal - recenzja gry. Piekielnie trudny i wciągający cykl

Returnal - recenzja gry. Piekielnie trudny i wciągający cykl

Porządny zastrzyk adrenaliny

Chociaż sama walka wypada na tyle przyjemnie, że Returnal obroniłoby się chyba też bez dobrze poprowadzonej fabuły i ciekawego świata. Przez większość czasu korzystamy z broni palnej. Na początek musimy się zadowolić nędznym pistoletem, ale przy odrobinie szczęścia (tak, na szczęście w Returnal też trzeba liczyć) już wkrótce zdobywamy lepszą giwerę (jedna z nich przypomina strzelbę, z innej prowadzimy ostrzał niczym z karabinu). Wkrótce po rozpoczęciu przygody zdobywamy także broń do walki w zwarciu, przypominającą czerwony miecz świetlny. Potrzebujemy jej, by dostać się w niektóre miejsca, ale niejednokrotnie przydaje nam się także podczas starć. Warto nauczyć się ją wykorzystywać. Jak najszybciej musimy opanować też sztukę zrywów, które pozwalają skakać dalej, ale przede wszystkim uniknąć wrogiego ostrzału. Jeśli nie będziemy robić z niej użytku, nasz kombinezon ulegnie zniszczeniu i zginiemy. Znów. Ale trafień lepiej unikać także ze względu na zastosowaną w Returnal mechanikę adrenaliny. Po zgładzeniu trzech kolejnych wrogów wskakujemy na kolejny poziom i zostaje nam przyznane tymczasowe ulepszenie. Poziomów jest w sumie pięć. Na tym najwyższym jesteśmy już odczuwalnie wzmocnieni. Ale wystarczy, że jeden raz oberwiemy i wszystkie korzyści przepadają.

Returnal nie byłby tak dobry, gdyby nie liczebność i różnorodność wrogów. Już w pierwszym biomie (o nich za chwilę) napotykamy blisko dziesięć typów przeciwników, spośród których każdy atakuje nas w inny sposób i wymaga odmiennego podejścia. Co prawda, w Returnal prawie wszystko, co zdobywamy, przepada na dobre po śmierci, ale pomimo tego przy każdym kolejnym podejściu czujemy, że stajemy się coraz mocniejsi. Po prostu uczymy się, jak walczyć z poszczególnymi grupami stworów i jak radzić sobie w określonych sekcjach (te czasem się powtarzają), dzięki czemu idzie nam coraz lepiej i lepiej. Aż w końcu trafiamy na bossa, który pokazuje nam nasze miejsce w szeregu. To zupełnie odmienne doświadczenie. Poziom trudności w tych starciach sięga zenitu. Gdy uda nam się w końcu pokonać bossa, przez nasze ciało przechodzi fala endorfin. Ale zanim do tego dojdzie, często rzucamy padem i klniemy pod nosem.

Poziom trudności w Returnal jest naprawdę wysoki. Już samo to, że z czasem nie ulepszamy trwale naszej postaci, tylko musimy liczyć wyłącznie na szczęście (trochę) i na swoje umiejętności (przede wszystkim), powoduje, że większość niedzielnych graczy zrezygnuje z dalszej zabawy już w pierwszej lokacji. Ostrzegam, jeśli nie mieliście dotychczas do czynienia z grami pokroju Dark Souls czy Bloodborne ani z żadną produkcją typu roguelike, możecie być zaskoczeni. Ale jeśli przetrwacie najgorsze (a zawsze najgorsze są jak wiadomo początki) i przyzwyczaicie się do stylu rozgrywki oraz częstych zgonów, gwarantuję, że w końcu zaczniecie czerpać dużo satysfakcji z pokonywania kolejnych trudności.

 

Pokaż / Dodaj komentarze do: Returnal - recenzja gry. Piekielnie trudny i wciągający cykl

 0