Testuję Samsung Galaxy S26 Ultra. Nowy ekran prywatności i stary, dobrze znany smartfon


Testuję Samsung Galaxy S26 Ultra. Nowy ekran prywatności i stary, dobrze znany smartfon

Premiera flagowych smartfonów Samsunga to co roku jedno z najważniejszych wydarzeń branży mobilnej, bo podobnie jak z iPhone'ami Pro Max od Apple, mamy tu do czynienia z urządzeniami postrzeganymi jako te, które będą wyznaczać trendy na nadchodzące miesiące. Co jest o tyle zaskakujące, że najwięcej innowacji przynoszą przecież chińscy producenci, ale ugruntowana pozycja na rynku i zaufanie użytkowników robią swoją. I nie inaczej było tym razem, zwłaszcza kiedy okazało się, że Koreańczycy zamierzają wprowadzić do Galaxy S26 Ultra coś naprawdę świeżego i innowacyjnego. A mowa o ekranie wyposażonym w tryb prywatności, który pozwala chronić wyświetlane treści przed postronnymi osobami i to bez konieczności naklejania specjalnej folii prywatyzującej. 

Koreańczycy wprowadzili do Galaxy S26 Ultra coś naprawdę świeżego i innowacyjnego. A mowa o ekranie wyposażonym w tryb prywatności, który pozwala chronić wyświetlane treści przed postronnymi osobami i to bez konieczności naklejania specjalnej folii prywatyzującej. 

 realme GT 8 Pro - test flagowca, który chce wywrócić rynek do góry nogami

I co z tego, że próbuje w ten sposób przesłonić nam również brak innych znaczących zmian w urządzeniu, bo jak pisałam już przy okazji ostatnich recenzji, ten rok zapowiada się pod tym względem "wyjątkowo". I w przypadku Samsunga to w sumie trudno się dziwić, bo skoro użytkownicy wciąż chętnie sięgają po jego smartfony, płacąc coraz więcej za niemal to samo, a czasem nawet mniej, to po co wydawać fortunę na pracę nad czymś nowym i rewolucyjnym. No dobrze, może i trochę przesadzam, bo producent zdecydował się również na delikatne odświeżenie designu i… piekło zamarzło… przyspieszenie ładowania - nie jest może tak szybko, jak zdążyło nas przyzwyczaić Xiaomi czy realme, ale to i tak duży postęp. 

Specyfikacja Galaxy S26 Ultra
Wyświetlacz 6,9 cala, QHD+ (3120 x 1440 pikseli), Dynamic AMOLED 2X, 500 ppi, 120 Hz
Procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 "for Galaxy" (2x Oryon V2 Phoenix L 4.74 GHz, 6x Oryon V2 Phoenix M 3,63 GHz), GPU: Adreno 840
Pamięć wewnętrzna 12 GB RAM LPDDR5 + 256 GB na dane (UFS 4.X)
Pamięć zewnętrzna  nie
Aparat tylny 200 Mpx + 50 Mpx + 50 Mpx + 10 Mpx, PDAF, OIS
Aparat przedni 12 Mpx
Bateria 5000 mAh, szybkie ładowanie 60 W, bezprzewodowe ładowanie 25 W, ładowanie zwrotne 4,5 W
Połączenia Wi-Fi 7, 2,4/5/6, Bluetooth: 6,0 NFC, dualSIM, eSIM (2x 5G)
Czujniki czytnik linii papilarnych w ekranie, czujnik oświetlenia, czujnik zbliżeniowy
Złącza USB typu C (USB 3.2 Gen 1)
System operacyjny  Android 16, One UI 8.5
Wymiary 163.6 x 78.1 x 7.9 mm
Waga 214 g

A co konkretnie oferuje nam jedna z najważniejszych premier 2026 roku? Samsung wyposażył Galaxy S26 Ultra w 6.9-calowy panel Dynamic AMOLED 2X o rozdzielczości 1440 x 3120 pikseli i odświeżaniu 120 Hz, 8-rdzeniowy układ Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 (jak zwykle w nieco podkręconej wersji "dla serii Galaxy") z grafiką Adreno 840, wspierany przez 12 GB pamięci RAM LPDDR5 i 256 GB/512 GB/1 TB szybkiej pamięci na dane UFS 4.0. Mamy też nieco jaśniejsze niż poprzednio 200 MP (f/1.4) obiektyw główny i 50 MP (f/2.9) teleobiektyw, a także 50 MP (f/1.9) obiektyw ultraszerokokątny, 10 MP (f/2.4) teleobiektyw i 12 MP (f/2.2) kamerkę przednią. Wspomniane szybkie ładowanie to tym razem 60W przewodowo, 25W bezprzewodowo i 4,5W zwrotnie, ale pojemność akumulatora pozostała bez zmian, czyli 5000 mAh. 

Samsung Galaxy S26 Ultra - wygląd i jakość wykonania

Samsung pozostał przy skromnym opakowaniu swojej flagowej serii, zarówno jeśli chodzi o jej stylistykę, jak i zawartość. I tak, mały antracytowy kartonik prezentuje uproszczony szkic Galaxy S26 Ultra, informację o braku ładowarki w zestawie, wersji pamięci czy kolorze urządzenia, a w środku poza telefonem zmieściły się tu tylko dokumentacja, przewód USB typu C do typu C i szpilka do otwierania tacki SIM. Tu bez niespodzianek, bo te czekają gdzie indziej - producent drugi rok z rzędu zdecydował się na zmiany stylistyczne samego smartfona. Przyznam szczerze, że ubiegłoroczne modyfikacje, zbliżające serię Ultra do pozostałych przedstawicieli serii Galaxy, bardzo mi się spodobały, bo taka nowoczesna odsłona zdecydowanie pasowała do urządzenia, a do tego znacząco poprawiła ergonomię jego użytkowania.

W tym roku mam jednak mieszane uczucia, bo chociaż obiektywy zatopione bezpośrednio w pleckach były problematyczne w utrzymaniu czystości na co dzień, to dołożenie wyspy wcale nie rozwiązuje tego problemu, a do tego psuje efekt wizualny. I jeszcze można byłoby to zrozumieć, gdyby smartfon "przytył", a producent chciał uniknąć zbyt wystających obiektywów, ale tegoroczna wersja smartfona może i jest większa i szersza niż poprzednia, ale zdecydowanie smuklejsza, bo mierzy 163.6 x 78.1 x 7.9 mm (waży przy tym 214 gramów). W połączeniu z mocniejszym zakrzywieniem narożników sprawia to, że smartfon świetnie leży w dłoni i nie ma w zwyczaju się z niej wyślizgiwać. Ergonomia kuleje za to, kiedy położymy go płasko na stole… wróć… kiedy położymy go na stole, bo płasko nie będzie i nie mam mowy, żeby używać go w takiej formie, jeśli nie kupimy sobie jakiegoś odpowiedniego etui (nie będzie jednak potrzebne, by uchronić nas przed odciskami palców, bo Galaxy S26 Ultra po prostu ich nie zbiera). 

Na to można jednak machnąć ręką, zdecydowanie mniej przyjemna jest jednak informacja, że idąc śladem swojego największego rywala, Samsung zrezygnował z tytanowej ramki i musi nam wystarczyć aluminiowa. Reszta ochrony wygląda podobnie jak ostatnio, ekran chroni szkło Corning Gorilla w wersji Armor 2, plecki szkło Corning Gorilla Victus 2, a mamy też certyfikat IP68 potwierdzający odporność na wodę (ale standardowo słona i basenowa odpadają) i pył - tu już chyba czas na zmiany, bo chińscy producenci zaczęli jakiś czas temu oferować znacznie więcej. Na koniec jeszcze rzut oka na rozkład elementów na ramce - lewa strona jest pusta, u góry znajdziemy dwa mikrofony, z prawej przyciski zasilania i regulacji głośności (przyjemnie responsywne), a na dole tackę na karty SIM (dualSIM/SIM+eSIM/Dual eSIM), kolejny mikrofon, gniazdo USB typu C (USB 3.2 Gen 1), głośnik multimedialny oraz slot na rysik S Pen. 

Przez mocniej zaokrąglone narożniki można go teraz "źle" umieścić w slocie, tzn. pasuje na oba sposoby, ale tylko na jeden ładnie licuje z obudową. Poza tym, nic nie zmieniło się względem ubiegłego roku - wciąż dostajemy rysik pozbawiony modułu Bluetooth, więc możemy zapomnieć o gestach powietrznych, zdalnym przełączaniu slajdów w trybie DeX, sterowaniu muzyką czy spuście migawki. 

Samsung Galaxy S26 Ultra - ekran

Gdyby nie Privacy Display, można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że Samsung zdecydował się na dokładnie taki sam wyświetlacz, jak w ubiegłym roku. Bo Galaxy S26 Ultra oferuje 6,9-calowy Dynamic AMOLED 2X o proporcjach 19,5:9, który oferuje rozdzielczość QHD+ (1440×3120 pikseli), zagęszczenie pikseli na poziomie 500 ppi i odświeżanie adaptacyjne 120 Hz. Niestety ponownie dostajemy panel 8-bitowy, a nie 10-bitowy jak u wielu konkurentów, co przekłada się na wyświetlane kolory, a do tego typowo dla Samsunga zabrakło tu wsparcia dla Dolby Vision (jest HDR10 i HDR10+, a także Android Ultra HDR, czyli standard obrazu pozwalający przechowywać więcej informacji o intensywności światła, co skutkuje m.in. bardziej intensywnymi kolorami).

Nie zmienia to jednak faktu, że podczas codziennego użytkowania trudno się tu do czegokolwiek przyczepić, zwłaszcza że Koreańczycy na różne sposoby nadrabiają pewne niedostatki sprzętowe. Powłoka antyrefleksyjna na ekranie sprawdza się świetnie i to już nie pierwszy raz, kiedy wyświetlacz Samsunga lepiej radzi sobie w nasłonecznionym środowisku niż panele konkurencji, który charakteryzują się teoretycznie wyższą jasnością. Co więcej, Samsung wprowadził dwa rozwiązania poprawiające doznania wizualne, a mianowicie ProScaler poprawiający detale, co przekłada się na wyraźniejszy obraz oraz silnik Digital Natural Image (mDNIe) wpływający na kolory i gradację. Owszem, od tak doświadczonego producenta wyświetlaczy można oczekiwać zdecydowanie więcej, ale może następnym razem.

A jeśli chodzi o wspomnianą już wcześniej jasność wyświetlacza, wiele osób obawiało się, że wprowadzony tryb prywatności może negatywnie wpłynąć na tę kwestię, nawet jeśli opcja ta będzie wyłączona (tak jest zresztą domyślnie). Ale nie wydaje się, żeby było to problem, bo jak wynika z naszych pomiarów w trybie manualnym wyciągamy 382 nity i 597 nitów nitów przy włączonej opcji Większa jasność, a w trybie automatycznym 1273 nity. Po włączeniu trybu prywatności wyniki te spadają praktycznie o połowę, i tak w trybie manualnym z dodatkową jasnością udało nam się wyciągnąć 268 nitów (i kilka mniej, rj. 260, po włączeniu opcji maksymalnej ochrony prywatności). Panel charakteryzuje się też odpowiednio niską jasnością minimalną, dzięki której możemy z niego komfortowo korzystać również w ciemnościach (schodzi do 0,77 nita), a jasność automatyczna trafnie i sprawnie dostosowuje ustawienia do panujących warunków. Przypominam tylko, że pomiary przeprowadzamy dla całego ekranu przy oświetleniu żarówką studyjną o mocy 85 W, generującą strumień świetlny 5000 lumenów.

A co znajdziemy w ustawieniach? Zwyczajowo dla Samsunga możliwość m.in. wyboru między trybem jasnym i ciemnym (ręcznie lub według harmonogramu), włączenia trybu większej jasności (jeśli nie korzystamy z jasności adaptacyjnej), wyboru między adaptacyjnym odświeżaniem do 120 Hz i standardowym do 60 Hz, zmiany rozdzielczości (HD+ 1560x720, FHD+ 2340x1080 lub QHD+ 3120x1440), skorzystania z ochrony wzroku (adaptacyjnie lub z własnym harmonogramem i ustawieniami), adaptacyjnego tonu koloru (dostosowuje kolor i balans bieli do oświetlenia otoczenia), wyboru trybu ekranu między Żywym (z opcją zmiany balansu bieli - 5 predefiniowanych trybów i ustawienia suwaków RGB) a Naturalnym, zmiany stylu i rozmiaru czcionki oraz powiększenia ekranu. 

Tym razem doszły też opcje ukryte pod nazwą Ekran zapewniający prywatność, gdzie znajdziemy opcje: włączenia trybu prywatności; warunki włączenia (w tym wybór konkretnych aplikacji chronionych w ten sposób, automatycznego włączenia trybu po wykryciu wzorów, haseł czy kodów PIN wpisywanych na ekranie blokady, w folderze Mój sejf czy Ustawieniach - wsparcie dla aplikacji firm trzecich ma pojawić się z czasem oraz automatycznej ochrony wyskakujących powiadomień ze wszystkich aplikacji) oraz maksymalną ochronę prywatności, która jeszcze mocniej utrudnia "podglądanie" ekranu. To jednak mniej istotne, bo zdecydowanie ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy to faktycznie się sprawdza i było nam potrzebne. 

Mówiąc krótko, jak najbardziej - aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie zdecydował się na taką opcję, bo korzystanie z urządzeń mobilnych wśród ludzi, np. w biurze czy środkach komunikacji, bywa krępujące. Kto choć raz próbował pracować na laptopie w pociągu, ten wie, o czym mowa, a przecież nie chodzi tylko o nasze prywatność i komfort, ale i ochronę wrażliwych danych, np. firmy czy klientów. Warto jednak pamiętać, że po włączeniu tego trybu ekran jest ciemniejszy (bo tak to działa, a po szczegóły odsyłam na stronę producenta) i zachowuje się inaczej niż zwykle - wystarczy delikatny ruch, żeby zaczęła się pojawiać specyficzna poświata, co na dłuższą metę może być męczące. Dlatego osobiście nie wyobrażam sobie korzystania z takiego rozwiązania na stałe, szczególnie z "maksymalnej prywatności" (a warto pamiętać, że dopiero ten tryb naprawdę "wyłącza podglądanie"), ale w formie opcji do włączenia ekran prywatności jest naprawdę przydatny. 

Na koniec tej przydługiej sekcji wyświetlacza dodam jeszcze tylko, że ponownie dostajemy też  niezawodny ultradźwiękowy zawsze aktywny czytnik linii papilarnych, który nie dość, że jest położony w bardzo wygodnym miejscu, gdzie naturalnie przykładamy palec, to jeszcze błyskawicznie rozpoznaje odcisk palca i odblokowuje telefon.

Samsung Galaxy S26 Ultra - wydajność

Za wydajność Samsunga Galaxy S26 Ultra odpowiada jak zawsze najwydajniejszy aktualnie androidowy układ na rynku, a mianowicie 8-rdzeniowy Snapdragon 8 Elite Gen 5. Ten produkowany jest w 3 nm procesie technologicznym i wyposażony we własne rdzenie Qualcomm o nazwie Oryon, które charakteryzują się zdecydowanie wyższą częstotliwością taktowania niż rdzenie ARM Cortex. Snapdragon 8 Elite Gen 5 oferuje 2 rdzenie Oryon Prime 4610 Mhz i 6 rdzeni Oryon Performance 3630 MHz, a także grafikę Adreno 840, ale do flagowca Koreańczyków trafiła zwyczajowo specjalnie przygotowana podkręcona wersja, która charakteryzuje się jeszcze wyższą częstotliwością taktowania rdzeni Oryon Prime, a mianowicie 4.74 GHz. Do tego Samsung zdecydował się na 12 GB pamięci RAM LPDDR5X i 256 GB/512 GB/1 TB pamięci na dane USF4.0. Układ zapewnia też wszystkie niezbędne opcje łączności, tj. 5G, Bluetooth 6.0, trzyzakresowe Wi-Fi 7, NFC czy nawigacja GPS, BDS, GLONASS, Galileo i QZSS. 

Jak to śmiga, zapytacie? Topowy Snapdragon zapewnia topowe wyniki, ale jak zwykle potrzebuje topowego chłodzenia, co widzieliśmy już choćby przy teście realme GT 8 Pro, które pokazały, że Chińczycy nie do końca sobie z tym poradzili… no cóż, Samsung też nie, chociaż chwali się nową konstrukcją komory parowej Vapor Chamber, która rozpraszać ma ciepło szybciej i wydajniej niż kiedykolwiek wcześniej. A mówiąc precyzyjniej, poradził, ale bardzo agresywnym throttlingiem termicznym, bo podczas CPU Throttling Test wydajność Galaxy S26 Ultra spadła do 58%. Ba, pierwszy spadek do nieco ponad 60% układ zaliczył już po 2 min i chociaż zdołał się z niego podnieść, to chwilę później była już tylko równia pochyła. A temperatury i tak pozostały dość wysokie, bo może temperatura baterii i CPU w spoczynku to odpowiednio 23,6 i 27,1 stopnia, ale przy ok. 70% benchmarku AnTuTu obudowa urządzenia nagrzewa się do 42,3 stopnia, by po jego zakończeniu temperatura baterii wyniosła 42,9 stopnia, a CPU 56 stopni. 

Samsung Galaxy S26 Ultra - możliwości fotograficzne

W zeszłym roku w zakresie możliwości fotograficznych Samsung zwracał uwagę głównie na silnik ProVisual Engine nowej generacji, wspierany przez "potężny procesor, który umożliwia uchwycenie, oglądanie i edycję zdjęć oraz wideo, zapewniając najlepsze dotychczasowe doświadczenia z aparatem i edycją" oraz obiektyw ultraszerokokątny z opcją robienia zdjęć makro. Najpewniej dlatego, że pozostałe obiektywy to dobrze znane użytkownikom seriii Galaxy jednostki, obecne w modelach Ultra (i nie tylko) od kilku generacji. A jak jest w tym roku? Tym razem producent przekonuje, że Galaxy S26 Ultra "wyznacza nowy standard w dziedzinie Nightografii dzięki szerszym otworom przysłony i redukcji szumów", bo… w gruncie rzeczy ponownie sprzedaje nam to samo. 

Bo chociaż za sprawą wyspy moduł aparatów na tylnym panelu Samsunga Galaxy S26 Ultra może i wygląda nieco inaczej niż poprzednio, to zawiera cztery niemal identyczne obiektywy jak poprzednia generacja - różnice sprowadzają się głównie do jasności przysłony obiektywu głównego i teleobiektywu (ten nie jest już również jednostką peryskopową, ale ALOP - All Lenses On Prism, o której pisaliśmy już w newsach, np. TUTAJ). I tak główna jednostka bazuje na 200 MP sensorze Samsung ISOCELL HP2 (S5KHP2) z przysłoną o świetle f/1.4, pikselami w rozmiarze 0.6 µm-2.4 µm i wsparciem wielokierunkowego PDAF i OIS. Do tego otrzymujemy dwa teleobiektywy, 10 MP z trzykrotnym zoomem optycznym (f/2.4, 67 mm, 1,12 µm, PDAF, OIS) oraz 50 MP z pięciokrotnym zoomem optycznym (f/2.9, 111 mm, 0,7 µm, PDAF, OIS), a także obiektyw ultraszerokokątny Samsung ISOCELL JN3 (S5KJN3) z polem widzenia 120 stopni, przysłoną f/1.9,pikselami 0.7µm-1.4µm i PDAF. Na froncie Koreańczycy ponownie sięgnęli po 12 MP sensor Samsung ISOCELL 3LU (f/2.2, 1.12 µm, dual pixel PDAF).

Tyle że ponownie trudno się czepiać, że Koreańczycy wybierają bezpieczną opcję, skoro zastosowane obiektywy na co dzień sprawdzają się świetnie i pozwalają wykonać fotografie satysfakcjonujące większość użytkowników, niezależnie od warunków oświetleniowych. A że duża w tym zasługa AI, no cóż, Samsung potrafi z niej korzystać jak mało kto i to nie tylko w przypadku zdjęć. Pytanie tylko, jak długo jeszcze to wystarczy, by mówić o smartfonach z serii Ultra jako jednych z najlepszych fotograficznych rozwiązań na rynku.

 

Jeśli chodzi o wideo, urządzenie pozwala nagrywać z maksymalną rozdzielczością 8K w 30 klatkach (dla obiektywu głównego, ultraszerokokątnego i teleobiektywu 5x zoom), ale zdecydowanie częściej będziemy sięgać po 4K w 60 czy 30 klatkach, które są dostępne dla wszystkich jednostek, więc możemy się między nimi swobodnie przełączać podczas nagrywania. Ba, Samsung dołożył nawet łatwy do włączenia suwak przybliżania, by zoomowanie było płynniejsze niż zwykle, a w Galerii czeka m.in. opcja odtwarzania w zwolnionym tempie po przytrzymaniu filmu, a także ciekawa opcja AI pozwalająca na dostosowanie głośności niechcianych dźwięków, np. wiatru, mowy, z gotowego już filmu. Jest też pewna nowość, a przynajmniej dla Samsunga, bo konkurencja oferuje ją już od pewnego czasu, a mianowicie stabilizacja Super Steady z blokadą poziomą, która utrzymuje poziomą linię horyzontu, nawet jeśli urządzenie jest przechylane.

Samsung Galaxy S26 Ultra - oprogramowanie i bateria

Software

Samsung Galaxy S26 Ultra pracuje pod kontrolą Androida 16 z nakładką interfejsu użytkownika One UI 8.5, a producent obiecuje 7 lat aktualizacji obejmujących nowe wersje systemu i łatki bezpieczeństwa. Jak to u Koreańczyków najczęściej bywa, poza aplikacjami własnymi producenta nie uświadczymy tu zbyt wiele bloatware'u, a jeśli już to w postaci Facebooka, Spotify czy Outlooka, z których i tak korzysta wielu z nas. Software z miejsca wydaje się znajomy, bo wiele elementów pozostało bez zmian, ale nowa wersja OS od Samsunga doczekała się większych możliwości personalizacji (ekran główny i ekran blokady oferują większą swobodą dostosowywania elementów do własnych upodobań, podobnie jak panel szybkich ustawień) i jeszcze głębszej integracji z AI. 

Z najważniejszych nowości dostajemy bezpośrednią pocztę głosową, która przy nieodbieraniu przez nas połączenia przez wybrany czas (5, 10, 15 sekund lub ustawienie własne) pozwala rozmówcy nagrać wiadomość, która może zostać poddana transkrypcji lub podsumowana dla nas przez AI. Mamy też opcję Przeglądania połączeń, czyli możemy pozwolić asystentowi połączeń odbierać połączenia i pytać rozmówcę, kim jest i dlaczego dzwoni. W tym samym czasie może możemy oglądać treść rozmowy na ekranie i zdecydować, czy chcemy jednak odebrać (również w formie połączenia tekstowego), czy może zostawić to AI.  

Jest też ulepszona funkcja Now Brief dostarczająca bardziej spersonalizowane informacje oraz nowa funkcja Now Nudge, która ma za zadanie ułatwiać nam życie, dostarczając sugestie w czasie rzeczywistym - rozumie kontekst, więc analizując wszystko, co widzi na ekranie, może pozwolić na łatwe planowanie spotkań, organizację zajęć czy odszukiwanie potrzebnych plików. Brzmi jak oddawanie jeszcze więcej prywatności? Zdecydowanie, ale to do nas należy decyzja, czy taki układ nam pasuje (możemy też nieco uspokoić swoje obawy, decydując się na przetwarzanie danych tylko na urządzenie, a nie w chmurze).

Jest też inteligentniejszy Bixby, który rozumie teraz język naturalny i zapamiętuje kontekst, dzięki czemu może lepiej odpowiadać na pytania i prowadzić swobodne rozmowy, a fani mobilnej fotografii docenią również Asystenta Zdjęć, który pozwala na szybkie i łatwe modyfikowanie zdjęć - za pomocą prostych podpowiedzi lub obrazu referencyjnego możemy zmieniać fotki, m.in. dodając czy usuwając z nich niechciane elementy. Więcej o One UI 8.5 na oficjalnej stronie producenta - TUTAJ.

Bateria

Pod maską Galaxy S26 Ultra znalazł się ponownie - trudno już nawet zliczyć od jak wielu generacji - akumulator o pojemności 5000 mAh, który zapewnia podobny czas pracy jak w ubiegłym roku, czyli serce boli, jak po pełnym naładowaniu i kilkunastu fotkach w ciągu 20 min ubywa 5 proc. Na szczęście tym razem na szybsze zmieniały się za to dostępne opcje ładowania, i tak dostajemy przewodowe 60 W (PD3.0 PPS), bezprzewodowe 25 W i zwrotne 4,5 W. W porównaniu z naprawdę szybką w tym zakresie konkurencją, szybkie ładowanie Koreańczyków wciąż wypada dość blado, ale w końcu jest lepiej. Jeśli mamy odpowiednią ładowarkę, to po ok. 30 minutach ładowania możemy cieszyć się podobno wynikiem 75% naładowania. Podobno, bo my taką nie dysponujemy, a producent nie dostarczył jej do testów - z naszą typową 60W PD3.0 ładowanie do 75% trwa zatem 45 min.

Czas ładowania:

  • 15 min - 25%
  • 30 min - 49%
  • 45 min - 74%
  • 60 min - 90%
  • 70 min - 100%

Samsung Galaxy S26 Ultra - ocena i opinia

Samsung po raz kolejny podszedł do serii Ultra dokładnie w ten sam sposób, tzn. postawił na dopieszczenie sprawdzonej formuły, zamiast silić się na rewolucję, a żeby zamknąć usta krytykom zaskoczył ekranem prywatności. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że to wystarczy, by nakręcić sprzedaż do poziomów, o jakich pozostali producenci mogą tylko pomarzyć, chociaż ceny za smartfony Koreańczyków za chwilę staną się tak samo legendarne jak te Apple. Ale użytkownikom zdaje się nie przeszkadzać fakt, że konkurencja w niższej cenie często oferuje więcej - rozwiązania Samsunga są lubiane, cenione i uchodzą za "pewniaki". I patrząc na Galaxy S26 Ultra trudno się temu dziwić, bo nowość producenta oferuje praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od smartfona. 

Chociaż ceny za smartfony Koreańczyków za chwilę staną się tak samo legendarne jak te Apple, to użytkownikom zdaje się to nie przeszkadzać fakt. Konkurencja w niższej cenie często oferuje więcej, ale rozwiązania Samsunga są lubiane, cenione i uchodzą za "pewniaki".

  Test Google Pixel 10a, czyli znowu dostajemy więcej tego samego

Atrakcyjna stylistyka, materiały świetnej jakości, przyjemny dla oka i responsywny wyświetlacz, wyposażony w świetny czujnik linii papilarnych, a teraz również tryb prywatności pozwalający uniknąć wścibskich spojrzeń. Pod maską czeka najwydajniejszy androidowy układ na rynku, oferujący najnowsze opcje łączności i wspomagany przez szybką pamięć RAM i na dane, możliwości fotograficzne nie zawodzą nawet w trudnych warunkach oświetleniowych, nikt inny nie oferuje aż tylu przydatnych możliwości AI, a producent gwarantuje też 7-letnie wsparcie dla systemu. Czy można chcieć więcej? Tak i to zdecydowanie więcej, bo chociaż Galaxy S26 Ultra to wciąż smartfon, który chętnie zobaczyłabym jako swój nowy telefon, to już najwyższy czas na pewne zmiany i poprawki. 

I tak, akumulator 5000 mAh nawet z "szybkim" ładowaniem 60W wygląda naprawdę blado na tle konkurencji, która sięga już po rozwiązania przekraczające 7000 mAh i 120W. Zastosowany procesor to faktycznie topowa jednostka, ale cierpi z powodu poważnego throttlingu termicznego, więc nie ma co liczyć, że zbyt długo utrzyma swoją najwyższą wydajność. Samsung zrezygnował też z tytanowej ramki na rzecz aluminiowej i pozostał przy ochronie przed wodą i pyłem na poziomie IP68, a konkurencja oferuje często IP69K. Mało? Na ekran może i patrzy się przyjemnie, ale ile można przymykać oko na to, że jest 8-bitowy i oferuje przyciemnianie PWM o niskiej częstotliwości 480 Hz, kiedy nawet średniaki realme, jak 16 Pro+ (recenzję przeczytacie w najbliższy wtorek), mają 10-bitową głębię kolorów i przyciemnianie PWM 4608 Hz. Do tego rysik S-Pen pozostaje pozbawiony łączności Bluetooth, a do tego w tym roku można go źle włożyć do slotu. No ale może za rok...

Samsung Galaxy S26 Ultra

 

Samsung Galaxy S26 Ultra - opinia:

 Samsung Galaxy S26 Ultra - zalety:

  • atrakcyjna stylistyka, smukła konstrukcja i dobra ergonomia jak na tak duży smartfon
  • materiały wysokiej jakości (aluminiowa ramka, szkło Gorilla Armor 2 i Victus 2) i IP68
  • AMOLED z dobrą widocznością w słońcu dzięki powłoce antyrefleksyjnej
  • praktyczny tryb Privacy Display, który skutecznie ogranicza podglądanie ekranu przez osoby postronne
  • szybka pamięć RAM i wewnętrzna
  • topowa wydajność
  • możliwości foto/wideo (w tym stabilizacja z blokadą poziomu)
  • Android 16 z nakładką One UI 8.15 z AI i 7-letnim wsparciem
  • bogate opcje łączności
  • ultrasoniczny czytnik linii papilarnych
  • w końcu szybsze ładowanie przewodowe 60W

 Samsung Galaxy S26 Ultra - wady:

  • niewielkie zmiany względem poprzedniej generacji 
  • brak 10-bitowego panelu, wsparcia dla Dolby Vision, przyciemnianie PWM niskiej częstotliwości
  • agresywny throttling przy długotrwałym obciążeniu
  • bateria nadal 5000 mAh 
  • szybkie ładowanie wciąż wolniejsze niż u wielu chińskich konkurentów
  • powrót do aluminiowej ramki
  • rysik S Pen nadal bez funkcji Bluetooth

 

*Cena (na dzień publikacji): od 6499 zł (12/256 GB)

Gwarancja: 24 miesiące

 

Sprzęt do testów dostarczyła firma:

 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Testuję Samsung Galaxy S26 Ultra. Nowy ekran prywatności i stary, dobrze znany smartfon
 0