Podczas gdy konsole często zażarcie walczą o utrzymanie stałych 60 fps w grach, pecetowi gracze są już mocno przyzwyczajeni do rozgrywki w znacznie wyższym framerate. Nie mamy większych problemów z kupnem monitorów 144, 240, 360 czy nawet 500 Hz, a popularyzacja takich technologii jak frame generator (zwłaszcza MFG) pozwala wykorzystać możliwości takich paneli. Nie będę tu twierdził, że każdemu potrzeba monitora 240+ Hz, ale powiedzmy sobie, że obecnie te 144, czy 160 Hz stanowią już pewien standard.
Przejście z 60 na 120+ fps może nie było tak spektakularne, ale zadziałała tu doskonale znana zasada, że błyskawicznie przyzwyczajamy się do komfortu, a powrót do dawnych ustawień bywa szokiem - czego mogłem sam doświadczyć. Pierwsze przejście na 120+ Hz zwykle powoduje lekkie wzruszenie ramion i stwierdzenie, że faktycznie jest trochę płynniej, natomiast powrót po dłuższym użytkowaniu bywa bolesny. Wydawałoby się, że to nic takiego, ale sam byłem zaskoczony, jak bardzo przyzwyczaiłem się do obrazu o wysokim odświeżaniu.
Monitory 144 Hz można dziś kupić w mega atrakcyjnych cenach - iiyama G-Master GB2741HSU-B1 Black Hawk
Wyjaśnię, że nie przestawiałem swojego monitora na odświeżanie 60 Hz, tylko po prostu pewnego dnia stwierdziłem, że mam ochotę pograć wygodnie z padem przed telewizorem, czego już dawno nie robiłem. Jakiś czas temu poświęciłem wygodę na rzecz monitora z HDR i wysokim odświeżaniu, ale pewnego dnia lenistwo wróciło ze zdwojoną siłą. Mój telewizor to nic specjalnego - stary panel 60 Hz bez żadnych dodatkowych wodotrysków i technologii. Pominę tu oczywiście kwestię jakości obrazu, bo nie o to nam dzisiaj chodzi.
Powrót do przeszłości, czyli rozgrywka na 60-hercowym wyświetlaczu
To co na początku ujrzałem na ekranie wołało o pomstę do nieba i wcale nie przesadzam. W moim starym TV można zapomnieć o takich technologiach jak Adaptive Sync, więc zaskoczył mnie przeraźliwy tearing - który za dawnych lat zauważałem raczej okazjonalnie, chociaż ewidentnie tam był. Po prostu dawniej godziliśmy się z takimi nieprzyjemnymi efektami.
Płynność obrazu również była tragiczna, pomimo generowania przez kartę około 100 klatek na sekundę. Działając na takim sprzęcie jedynym ratunkiem wydaje się być włączenie synchronizacji pionowej, która zgodnie z oczekiwaniami ograniczyła liczbę klatek do 60. Tearing w zasadzie zniknął, ale zaskoczył mnie potworny input-lag, którego tu w ogóle nie powinno być. Pomogła dopiero dodatkowa opcja w ustawieniach gry ograniczająca liczbę klatek na sekundę do 60 - być może to wina samej gry (a testowałem to w Clair Obscur: Expedition 33).
Po tych krótkich manipulacjach pozbyłem się tearingu i uzyskałem maksymalną płynność dostępną na tym wyświetlaczu. I co? Prosze państwa, naprawdę szału nie było. Te 60 klatek na sekundę, które dawniej było dla nas synonimem doskonałej płynności, dziś - mówiąc kolokwialnie - niczego nie urywa. Wiadomo, że różnica nie jest taka, jakbyśmy się cofnęli z grania w 60 klatkach na sekundę do 30, ale mimo wszystko jej skala jest zaskakująco duża. W ogóle nie miałem poczucia płynności, chociaż fani retro powinni być zadowoleni, bo odczucie grania jak za dawnych lat wróciło i… było średnie.
Co ciekawe, po paru godzinach rozgrywki przyzwyczaiłem się do 60 Hz i prawie wszystko wróciło do "normy". Znów miałem wrażenie, że ruch w grze jest płynny, chociaż uczucie dyskomfortu nie zniknęło całkowicie i oczywiście wciąż widziałem, że nie jest tak gładko jak przy 120+ Hz.
iiyama G-Master GB2741HSU-B1 Black Hawk
Nie widzę obecnie żadnego powodu, żeby grać na panelach o odświeżaniu 60 Hz, zwłaszcza, że monitory o wysokim odświeżaniu są obecnie bardzo tanie. Żeby daleko nie szukać IIYAMA G-Master Black Hawk G2441HSU-B1 (FHD 144 Hz) kosztuje zaledwie nieco powyżej 400 zł, IIYAMA G-Master GB2771QSU-B1 Red Eagle (QHD 200 Hz) nieco ponad 750 zł.
60 FPS / 60 Hz to dziś już prawdziwe retro
Przejście na wyższe odświeżanie dało nam płynność, którą dziś uznajemy za standard, a dodatkowo rozwój technologii VRR takich jak FreeSync / G-Sync znacznie poprawił płynność wyświetlanego obrazu. Oczywiście często osiągnięcie wysokiego framerate nie byłoby możliwe bez technologii zaawansowanego skalowania i generowania dodatkowych klatek w grach, czyli np. NVIDIA DLSS 4.5, Intel XeSS 3, czy AMD FSR Redstone (dawniej FSR 4). Te wszystkie zmiany w sumie dały ostatecznie efekt, którego dziś nie doceniamy - chyba, że na próbę cofniemy się do 60 Hz.
Jeśli przyzwyczaiłeś się do obrazu 120+ Hz, to do paneli 60 Hz nie ma już powrotu. Standardy w wyświetlaniu obrazu w grach zmieniły się diametralnie - smartfony od dawna (no, może nie iPhone) oferują wyświetlacze 120 Hz i wszyscy zgadzają się co do tego, że nawet scrollowanie feeda na social mediach jest w takim przypadku dużo przyjemniejsze. Oczywiście wielu użytkowników wciąż używa 60 Hz na co dzień, nawet jeśli ich ekrany obsługują wyższą rozdzielczość. Przecież wszystkie tryby oszczędzania energii wymuszają zmniejszenie odświeżania ekranu zarówno w przypadku laptopów, jak i smartfonów. Jeśli jednak przez cały czas pracujesz na wysokim odświeżaniu (np. w przypadku desktopów) to… nie wracaj do 60 Hz.
Przypomnijmy, że właściciele monitorów o wysokim odświeżaniu mogą włączyć do akcji technologię DRR (Dynamiczne odświeżanie), która to jest wbudowana w Windows. Obniża ona częstotliwość pracy monitora w czasie przerw gdy nie korzystasz z komputera, a wysokie odświeżanie wraca do akcji razem z tobą. Pozwala więc to oszczędzić ciut energii, nie rezygnując z komfortu pracy, czy rozgrywki.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Wróciłem na chwilę do 60 Hz i łapię się za głowę. To my tak żyliśmy?