Streaming zabije granie, które znamy – nie wiemy tylko kiedy

Streaming zabije granie, które znamy – nie wiemy tylko kiedy

Terabajty danych w wydychanym powietrzu

Jakiekolwiek wątpliwości co do tego czy streaming stanie się głównym sposobem na granie wypada odłożyć na bok. Biorąc pod uwagę wygodny dla potentatów model dystrybucji (abonament), wyeliminowanie konieczności posiadania drogiego sprzętu i to, że otrzymujemy natychmiastowy dostęp do wszystkiego na co mamy ochotę – rysuje się nam obraz wielkiego zwycięstwa. Ortodoksów, którzy będą woleć nabywać gry w tradycyjny sposób i trzymać je na swych półkach i dyskach nie zabraknie, jednak siła ich głosu zostanie stłumiona. Streaming stanie się główną częścią dochodów wielkich firm i jego promocja będzie zagłuszać konkurencyjne metody pozyskiwania dostępu do gier. W tym momencie przejdźmy do kwestii z tytułu wpisu: streaming zabije granie, które znamy. I prawdopodobnie nie będzie to dobra zmiana. Dlaczego? Pędzę z wyjaśnieniami.

Zarabianie na grach streamowanych będzie się różnić od tradycyjnej monetyzacji. Widać to już teraz po tytułach czysto online'owych, które po kilku miesiącach braku ruchu potrafią mieć wyłączane serwery. Takie gry jak Evolve, Law Breakers czy The Witcher Battle Arena (wiedźmińska moba) zostały pogrzebane chwilę po premierze. Jeżeli gry do streamowania będziemy kupować za konkretną sumę i przypisywać do swojego konta na stałe to, sytuacja wydaje się opanowana. Co jednak jeżeli za mało osób kupi grę i chwilę potem przestanie być dostępna? Takie rzeczy jak znikanie tytułów z dystrybucji cyfrowej przecież już się dzieją. Mając je na dysku możemy do nich jednak wrócić, w przypadku streamingu wtyczka wyciągana jest na dobre. Pamiętajmy, że w takich zakupach istnieje słowo-wytrych „licencja”. Nie kupujemy bowiem właściwej gry, a prawo dostępu do niej. Gdy jakiś sklep, firma, albo usługa padają to razem z nimi znikają nasze cyfrowe dobra, nieważne ile za nie zapłaciliśmy.

Kto będzie nam robił śliczne i oryginalne gry do skończenia w dwa-trzy wieczory, kiedy niemal całą pulę ze stołu będą zgarniać następcy Fortnite'a?

Hellblade

Prawdziwy problem będą sprawiać gry wściekle popularne, nie te niepopularne. Bo biorąc pod uwagę subskrypcyjny model jaki obecnie przoduje przy streamingu najwięcej zarobią najpopularniejsze produkcje (logika). Właściciel usługi rozdzielać będzie wpływy z abonamentu grom według ich popularności. W takim układzie multiplayerowe molochy, które wciągają ludzi na setki godzin staną się dla dużych firm najsłuszniejszym kierunkiem. Kto będzie nam robił śliczne i oryginalne gry do skończenia w dwa-trzy wieczory, kiedy niemal całą pulę ze stołu będą zgarniać następcy Fortnite'a? Następny Hellblade, Shadow of the Colossus, Firewatch, Return of the Obra Dinn w takim świecie mogą już nie powstać. Zamiast nich pojawią się gry, których głównym zadaniem będzie nie opowiadanie zwięzłej historii, a przykuwanie nas na stałe do pada.
 

Pokaż / Dodaj komentarze do: Streaming zabije granie, które znamy – nie wiemy tylko kiedy

 0