Far Cry 5 – Recenzja gry i test wydajności kart graficznych

Far Cry 5 – Recenzja gry i test wydajności kart graficznych

Akcję, jak już zdążyłem wspomnieć, umiejscowiono w fikcyjnym hrabstwie Hope, w amerykańskim stanie Montana. Fabuła tym razem skupia się na tajemniczej, wyjętej spod prawa religijnej sekcie, zwanej Bramami Edenu, której przewodzi fanatyczny Joseph Seed, zwany potocznie Ojcem. Nam natomiast przychodzi kierować poczynaniami lokalnego policjanta bądź policjantki, których celem jest sukcesywna redukcja ogromnych wpływów wspomnianego kultu oraz ostateczne zniszczenie go, w celu wyzwolenia zastraszonych mieszkańców okolicy z rąk oprawców. Cóż, prawdę mówiąc, zaserwowana historia należy do jednego z najgorszych elementów całej układanki. O ile Far Cry 3 oferował istny rollercoaster emocji, a dowódca grupy piratów, Vaas, w roli antagonisty zdefiniował nie tylko ekstremalny poziom szaleństwa, ale pokazał również, jak powinno projektować się tych złych chłopaków do bicia, o tyle tegoroczny Seed jest niczym podręcznikowy czarny charakter, z filmu klasy B. Jest zły, bo takim kreuje go narracja, jednak nie budzi przy tym większych emocji, przez co można byłoby zastąpić go dowolnym, innym jegomościem. I zdziwiłbym się, gdyby ktokolwiek w ogóle odczuł taką roszadę.

Nowy Far Cry nie tylko nie przeniósł słynnej definicji szaleństwa na wyższy poziom, ale w wielu aspektach umniejszył jego znaczenie.

We wielokrotnie przytaczanym przeze mnie Far Cry'u 3, do grona interesujących pod wieloma względami postaci szło zaliczyć też samego głównego bohatera, niebędącego Arnoldem Schwarzeneggerem miotającym na prawo i lewo kulami, a zwyczajnym, przestraszonym chłopakiem, znajdującym się w niewłaściwym czasie oraz miejscu, który, na dodatek, zasad walki uczył się praktycznie od podstaw. Tym razem otrzymujemy zaś potężnego herosa, gotowego poświęcić swe życie w imię wyższych celów. Ponownie, czuć niesamowite pokłady sztampy, rodem z kiepskiego kina akcji. A pamiętajmy, że potencjał drzemiący w głównym nemezis, Josephie, także w dużym stopniu zmarnowano. Historia małomiasteczkowego policjanta zwalczającego lokalną sektę miała pewien potencjał, ale ten został całkowicie zadeptany przez płytkie i nadzwyczaj szablonowe podejście do kreacji. Finalnie, po jednej stronie otrzymujemy gościa, który przejmuje kolejne ziemie, opowiadając ckliwe bajeczki dla naiwnych, a po drugiej - taki nowoczesny klon Rambo, przy czym ewentualni współpracownicy bohaterów pierwszoplanowych są równie nudni i przewidywalni. Summa summarum, nie sposób zapamiętać kogokolwiek z tej całej śmietanki. Dosłownie.

Poza podstawowymi wątkami fabularnymi, tytułowa produkcja oferuje także szereg aktywności pobocznych, które, na całe szczęście, zrealizowano znacznie lepiej aniżeli samą opowieść. Zadania dodatkowe, choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się schematyczne, to jednak potrafiły przykuć moją uwagę na parę ładnych godzin. Zlecenia dostajemy od różnych grup społecznych, często zamieszanych w zwalczanie jednostek wroga. Musimy więc przejmować liczne posterunki kultu, niszczyć ich pojazdy z towarem, albo zwyczajnie eliminować nieprzyjaciół. Cała zabawa jest o tyle istotna, że pozwala podnieść poziom wkurzenia "opiekuna" danego regionu hrabstwa, doprowadzając do jego ostatecznej konfrontacji z głównym bohaterem. I jest to o tyle ważne, gdyż bez tego nie popchniemy fabuły do przodu (skasowanie współpracowników odblokowuje drogę do samego Ojca). O ile w przykładowym Assassin's Creed: Origins zmuszanie do robienia niektórych pobocznych zleceń, z racji ich bardzo umiarkowanej dynamiki, mocno mnie irytowało, tak tutaj nie przeszkadza w najmniejszym stopniu. Niemniej jasnym jest zarazem, że wiele aktywności pobocznych to typowe zabiegi przedłużające rozgrywkę, co, technicznie rzecz biorąc, jest pójściem na łatwiznę.

Miałkość fabularną starają się naprawić inne elementy rozgrywki

Postać rozwijamy w specjalnym menu talentów, które niestety zostały potraktowane zbyt po macoszemu. Liczba samych talentów na tle konkurencji jest zaledwie poprawna i ogranicza się do absolutnych podstaw, takich jak zwiększona regeneracja punktów zdrowia, dodanie linki z hakiem czy spadochronu. Ostatnie rzeczy, moim zdaniem, mogłyby spokojnie stanowić nagrodę za wykonanie określonych czynności, choćby ukończenie nauki latania, lecz niestety nikt ze studia nie pomyślał o implementacji takowych detali. Reasumując, dużo bardziej podobały mi się rozwiązania zastosowane w ostatnim Assassynie. Ale ulepszanie postaci to nie jedyny mankament Far Cry'a 5. Kolejnym, może nawet bardziej rażącym, jest połączenie apteczki z automatyczną regeneracją zdrowia. Doprawdy nie szło zdecydować się na jedno rozwiązanie? Na plus zaliczę, że nie jesteśmy zmuszeni do działania w kompletną pojedynkę, ponieważ uwalniając z rąk zbirów niewinnych ludzi, tworzymy sobie małą armię wyspecjalizowanych wojowników, których możemy w dowolnym momencie wezwać. Tak wiem, nie jest to nowość w tej serii, ale jednak.

Dość ciekawie przemyślano opcję zdobywania broni, nie tylko po pokonanych oponentach, lecz także w sklepiku. Kupimy w nim nie tylko nowe rodzaje pukawek (ich ilość potrafi przyprawić o zawrót głowy), ale także różnego rodzaju gadżety, takie jak ubrania dla postaci. Oczywiście na kilometr czuć tutaj znienawidzony przez wielu system pay-to-win, ale w grze skupionej wokół rozgrywki jednoosobowej nie ma on większego znaczenia. No, i wreszcie na coś musimy wydawać tę wirtualną mamonę, zarobioną za wykonane zadania. Z racji wypierania przez rozgrywkę wieloosobową tytułów dla pojedynczego gracza, sztuczną inteligencję NPC-ków wykonuje się przeważnie na kolanie. Jednak w tym przypadku programiści znacząco przyłożyli się do powierzonej im roboty, czego efektem jest wysoki poziom - nie tylko trudności, ale samego AI przeciwników. Potrafią oni stosować klasyczne sztuczki, czyli chowanie się za wszelkimi dostępnymi osłonami, ale jednocześnie skutecznie flankować nas, czy wręcz zaskakiwać od tyłu. Wprawdzie przeciwnikom zdarzają się czasem głupawe błędy, pokroju samodzielnego wejścia na linię ognia, ale w ogólnym rozrachunku zachowują się oni dość rozsądnie i, co ważne, realistycznie. Za ten aspekt twórców zdecydowanie należy pochwalić.

Komentarze do: Far Cry 5 – Recenzja gry i test wydajności kart graficznych