Król powraca? Spoglądamy na alphe Battlefield V

Król powraca? Spoglądamy na alphe Battlefield V

Alphe ograniczono wyłącznie do prezentacji dwóch trybów, w tym jednego ponadczasowego klasyka stanowiącego wizytówkę serii odkąd najstarsi górale pamiętają. Chodzi o tryb Podboju, a także Wielką Operację — Upadek Norwegii. Pierwszej formy zabawy raczej nikomu przedstawiać nie trzeba, ale w skrócie — naszym celem jest zdobycie wyznaczonych flag nabijających drużynie punkty. Rozgrywka trwa około czterdziestu minut i może zakończyć się wcześniej, jeśli dana ekipa zrealizuje wymagane założenia. Ot, klasyka, na tym polu nie ma większej rewolucji. Oczywiście dodanie tej rozgrywki do testowego buildu raczej nie dziwi, wszak toczy się on na sporych rozmiarów mapie, dzięki czemu twórcy mają okazję zaprezentować najważniejsze elementy produkcji. Jeżeli chodzi o Wielką Operację, całość ograniczyła się do dwóch dni misji pozwalających wykonać Desant oraz Przełamanie. W tym trybie przyszło nam wcielić się w rolę spadochroniarzy, którzy lądując na bitewnym terenie, musieli zniszczyć wrogą artylerię, bądź ją obronić (wszystko zależy od tego, po jakiej stronie staniemy).

Obecna w grze mapa jest dość sporych rozmiarów, co pozwala przypuszczać, że została stworzona z myślą o Battle Royale.

Król powraca? Spoglądamy na alphe Battlefielda V

Dość intrygującym elementem jest tzw. funkcja budowania, która nieco przypomina rozwiązanie znane z Fortnite, co nasuwa oczywisty wniosek, że będzie ona ochoczo wykorzystywana także tutaj. W skrócie, bez względu na wybraną klasę postaci możemy praktycznie w dowolnej chwili stworzyć fortyfikację zabezpieczającą nas podczas wymiany ognia. Oczywiście strona atakująca będzie mogła ją kompletnie zniszczyć. Udostępniony we wczesnej fazie Narvik stanowi jedną z większych (o ile nie największą) mapę w grze. Co istotne, ten typowo górzysty port posiadający liczne budynki oraz inne dyskretniejsze miejsca zadowoli zarówno osoby lubiące kryć się po kątach, które ograniczają się do cichej likwidacji napotkanych oponentów, jak również zwolenników bezpośrednich starć. Przy okazji mamy też do czynienia z podniebną areną pojedynków dla samolotów. Ze względu na spore wymiary, odniosłem wrażenie, że Narvik zaprojektowano z myślę o nowym trybie Battle Royale. Setka osób spokojnie by się tam zmieściła. 

Na chwilę obecną balans broni pozostawia sporo do życzenia. Za to sama rozgrywka jest niezwykle płynna.

Niestety, pomimo najszczerszych chęci nie mogłem sprawdzić szerokiego arsenału broni, gdyż autorzy ograniczyli się do pokazania wyłącznie wyselekcjonowanych pukawek. I właśnie z balansem kilku z nich mam problem.Otóż pokonanie przeciwnika przy użyciu rozmaitej broni nie stanowi większej przeszkody. Pomijając fakt, że brakuje im jakiegokolwiek sensownego odrzutu, przez co likwidacja gościa biegnącego kilometr dalej jest dziecinnie prosta, to sam zgon następuje praktycznie po paru strzałach. Działa to też w drugą stronę. Nieraz zdarzyło mi się paść po dwóch ciosach, które nie trafiły mnie w krytyczne miejsca. Jednocześnie wielka szkoda, iż nie miałem szansy sprawdzenia nawet okrojonego rozwoju postaci (wszelkie funkcje są niedostępne). W takiej sytuacji zbieranie punktów raczej nie ma większego sensu. Właśnie. Nie należy zapominać o jednej z flagowych funkcji, czyli zadaniach specjalnych i wyzwaniach dziennych. Pierwsze to nic innego jak seria pomniejszych zleceń. Druga opcja ogranicza się do krótkich rozkazów polegających np. na likwidacji określonej liczby ludzi lub zniszczenia konkretnych pojazdów. W becie nie dostaliśmy za to żadnych nagród, aczkolwiek w ostatecznym wydaniu oczywiście zostaną dodane.

Król powraca? Spoglądamy na alphe Battlefielda V

Kluczowym aspektem przeszkadzającym mi w dawnych BF-ach i powodującym dłuższe rozstanie z tą serią był dość ciężki gameplay. W konkurencyjnym Call of Duty od zawsze wszystko funkcjonowało płynnie, szybko, a my dosłownie nie mieliśmy czasu na zbędne zastanawianie się oraz obmyślanie taktyki. Może dla wielu stanowiło to wadę, ponieważ w praktyce należało biec, licząc na szczęście albo refleks, ale jak najbardziej potrafiło przypaść do gustu. Nie sposób zestawić na tym tle obecną odsłonę Battlefielda, gdyż grałem w nią stosunkowo krótko, ale piątka przeszła pod rzeczonym względem nie rewolucyjną, lecz znaczną przemianę. Toczone walki bardzo często nie pozwalają na złapanie oddechu i po prostu są szybkie, dzięki czemu trudno było się zorientować, kiedy czas gry upłynął.

Komentarze do: Król powraca? Spoglądamy na alphe Battlefield V