Recenzja Anthem, czyli dlaczego warto spróbować

Recenzja Anthem, czyli dlaczego warto spróbować

Anthem było bez wątpienia jedną z najbardziej wyczekiwanych gier tego roku i już od pierwszej prezentacji w czerwcu 2017 roku, nowa produkcja BioWare wzbudzała ogromne emocje oraz nadzieję na odkupienie kultowego kanadyjskiego studia, które w ostatnich latach nie miało najlepszej passy. Deweloper, który niegdyś słynął z rewelacyjnych RPG-ów, takich jak Baldur’s Gate, Neverwinter Night, Jade Empire, Star Wars: Knights of the Old Republic czy wreszcie serii Mass Effect oraz Dragon Age, wyraźnie bowiem obniżył loty w przypadku swoich ostatnich produkcji. Choć jeszcze Dragon Age: Inkwizycja początkowo się bronił i zbierał bardzo dobre oceny, to jednak po premierze Wiedźmina 3 widać było jak na dłoni, że seria ewidentnie nie wyznacza już trendów w grach fabularnych w klimatach fantasy, a Mass Effect: Andromeda od samego początku okazało się klapą i bardzo dużym rozczarowaniem w oczach fanów oryginalnej trylogii. BioWare w obu przypadkach zatraciło gdzieś pewną magię, którą nasycone były ich poprzednie produkcje, w związku z czym bardzo duże nadzieje pokładane były właśnie w Anthem, które przygotowywane było przez studio już od 2012 roku. I słusznie, ponieważ tajemnicą poliszynela jest fakt, że Andromeda to dzieło zespołu B (ekipa z Montrealu, a nie z Edmonton) uznanego dewelopera, a główne talenty skoncentrowane miały być właśnie na Anthem, które stanowić miało nowe otwarcie dla Kanadyjczyków. Jeśli mieliście okazję zapoznać się już z pierwszymi opiniami na temat gry, to zapewne zorientowaliście się, że te przeważnie wskazują na wielkie rozczarowanie, ja tymczasem postaram się Was przekonać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i wbrew pozorom nowe dzieło BioWare kryje duży potencjał, który wciąż ma szansę się zmaterializować.

Nowa produkcja BioWare  od początku wzbudzała ogromne emocje oraz nadzieję na odkupienie kultowego kanadyjskiego studia, które w ostatnich latach nie miało najlepszej passy.

Deweloper, który w swoim czasie do mistrzostwa opanował tworzenie gier RPG, w przypadku Anthem zdecydował się na bardzo odważny ruch, wychodzący poza strefę komfortu, ale dzięki temu studio mogło wyjść z szuflady twórców specjalizujących się jedynie w jednym gatunku. Ich najnowsza produkcja to bowiem swoisty loot shooter, czyli strzelanka z elementami MMO w stylu Destiny czy The Division, gdzie liczy się przede wszystkim kolekcjonowanie nowego lootu w ramach kooperacyjnych aktywności. Możemy liczyć na angażujący, ale i satysfakcjonujący pod względem nagradzania gracza system walki, choć złośliwi mówią, że EA po prostu zapragnęło mieć własną odpowiedź na produkcje Activision oraz Ubisoftu, czyli grę typu usługa, którą można monetyzować przez bardzo długi czas. Nie da się jednak ukryć, że tego typu tytuły cieszą się sporym zainteresowaniem, więc trudno się dziwić, że „Elektronicy” dali zlecenie na tego typu produkcję, choć już wybór studia jest raczej mało oczywisty. BioWare dotychczas nie miało bowiem za wiele doświadczenia z shooterami (co prawda rozgrywka w Mass Effect w dużej mierze opierała się na strzelaniu, ale to nie to samo), ale z drugiej strony ekipa z Edmonton jak mało kto zna się na kreowaniu nowych immersyjnych światów, a właśnie ten element stanowić miał jedną z głównych atrakcji Anthem. Pomimo pewnych obaw, można było jednak liczyć na nietuzinkową grę osadzoną w bardzo oryginalnym uniwersum, z ciekawą fabułą, przepiękną oprawą oraz emocjonującą walką.

Stworzenie zupełnie nowego świata nie należy do łatwych zadań, ale jak już wspomniałem BioWare ma do tego rękę i widać to także po Anthem. Twórcom udało się bowiem wykreować intrygujące uniwersum z niebanalnym settingiem i bardzo rozbudowanym lorem, co sprawia, że wydaje się ono bardzo prawdziwe. Producent zadbał o najmniejsze szczegóły, od bogatej historii, przez przedstawienie fauny i flory, po ciekawe postaci, które od zawsze stanowiły mocną stronę produkcji tego studia. Trzeba jednak pamiętać, że Anthem nie jest RPG w stylu Mass Effecta, gdzie spędzamy dużo czasu na strzelaniu, ale kooperacyjnym loot shooterem, który jedynie zapożycza elementy z RPG-ów. Tym samym nie można oczekiwać po Anthem tak mocnego skoncentrowania się na elementach fabularnych, jak w poprzednich grach BioWare i jeśli ktoś liczy na rozbudowane dialogi, trudne wybory moralne czy głęboką, wielowątkową historię napędzającą całą grę, to niewątpliwie może poczuć się rozczarowany. Generalnie odnoszę wrażenie, że duża część krytyki tego tytułu wynika po prostu z niezrozumienia jego podstawowych założeń i sugerowania się dotychczasowym dorobkiem BioWare, choć i deweloper nie jest tu bez winy, ponieważ dość oględnie tłumaczył przed premierą, czym jest jego nowe dzieło. Z czym tak naprawdę mamy więc do czynienia? Przekonajmy się…

 

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Anthem, czyli dlaczego warto spróbować

 0