Recenzja Ghost of Tsushima – skacz jak ninja, tnij jak samuraj

Recenzja Ghost of Tsushima – skacz jak ninja, tnij jak samuraj

Grafika - stary staw

Ghost of Tsushima ma trochę pecha – ukazuje się tuż po The Last of Us Part II, które totalnie przegięło w temacie szczegółowości grafiki, animacji, fizyki i przywiązania do detali. Postapokaliptyczny horror Naughty Dog stoi jednak na krańcu skali ciężkości gatunkowej. To było trudne, ciężkie doświadczenie, a gra o samuraju przemierzającym cudownie zarośniętą Japonię urzeka niemal od samego początku. Cyfrowa przygoda jest tu podkręcona na 200%. Trawa, krzewy i pola pełne kwiatów powodują, że mimowolnie zatrzymujemy się co kilka metrów, by po prostu popatrzeć na wirtualne cuda, które składają się w obraz najpiękniejszej Japonii, jaką można tylko przedstawić. Gra jest wyładowana górzystymi terenami porośniętymi drzewami, z których spadają tysiące liści. Wiatr gna te liście w każdą możliwą stronę, stając się głównym sojusznikiem naszego bohatera. Jin jak przystało na samuraja jest bardzo wyciszony i skupiony na obserwacji otoczenia, na obcowaniu z naturą. Podczas przemierzania mapy nie mamy więc ekranu zawalonego mapą i ohydnymi ikonami (patrzę na ciebie Wiedźminie 3), nie prowadzi nas nigdzie strzałka czy też magiczny ślad widoczny w „trybie detektywa”. Te wszystkie grzechy stylistyczne popełniane przez inne gry z otwartym światem załatwia tutaj wiatr. Wystarczy spojrzeć, w którą stronę wieje, jak uginają się drzewa, dokąd zmierzają liście i już wiemy, gdzie jest nasz cel. A gdyby nie było to wystarczająco czytelne, wystarczy musnąć touchpad i pojawi się większy podmuch, który na pewno nakieruje nas we właściwe miejsce. Bardziej naturalnie się już nie da.

Stałe zmiany pogody, oświetlenia, zachmurzenia i pory dnia tworzą niesamowity spektakl. W tej grze nie ma chwili, by coś się nie ruszało. Ptaki, dzikie jelenie, roślinność, wędrowcy, lisy.

Ghost of Tsushima - recenzja

Gra jest tak potężnie wystylizowana, że można ją uznać za pocztówkę i wielki feudalny cukiereczek. Stałe zmiany pogody, oświetlenia, zachmurzenia i pory dnia tworzą niesamowity spektakl. W tej grze nie ma chwili, by coś się nie ruszało. Ptaki, dzikie jelenie, roślinność, wędrowcy, lisy. Początkowo można się poczuć przeładowanym ilością bodźców występujących na ekranie. Całe szczęście szybko przyzwyczajamy się do tej skondensowanej opowieści o obronie wyspy Cuszima. Wypada też wspomnieć o możliwości gry w trybie kina samurajskiego, który jest sygnowany przez Instytut Kurosawy (legendarnego reżysera filmów o samurajach). Gra jest wtedy czarno-biała, ale nie tylko za sprawą zwykłego filtra. Obraz zyskuje także „ślady” taśmy filmowej, efekty się wyostrzają, a cała komunikacja najważniejszych punktów gry odbywa się na jeszcze większym kontraście. Zdarza się określać niektóre gry jako filmowe – Ghost of Tsushima w trybie kinowym nadaje temu określeniu zupełnie nowe znaczenie. Czegoś takiego nikt jeszcze nie zrobił... i jest tylko jeden problem: gra wygląda tak ślicznie w swych żywych kolorach, że trudno na dłużej niż kilka minut przełączać się na jej czarno-białą wersję. Najlepiej chyba ukończyć ją dwa razy.

Ghost of Tsushima - recenzja

Ogólne wrażenia z obcowania z Ghost of Tsushima są zdecydowanie pozytywne, choć niejednorodne. Często zdarzają się momenty, kiedy gra zapiera dech w piersiach - gdy wchodzimy do bajecznego sadu, odnajdujemy wspaniałe klify na brzegu morza czy też przemierzamy nocą skąpany w mgle las bambusowy. Są też chwile mocno nierówne, gdy pewne budowle zaczynają się powtarzać, a twarze i modele postaci wyglądają jakby były kilka lat starsze niż reszta gry. Przy tak cudnym projekcie środowiska, w którym tyle się dzieje (i na bardzo dużej mapie) wybacza się jednak tego typu niedociągnięcia. Kiedy mgła poranka spowija pole ryżowe, które przed chwilą zalaliśmy krwią Mongołów (a siebie upapraliśmy błotem, w którym robiliśmy fikołki) i zauważamy na pobliskim szczycie kapliczkę zwierzęcego bóstwa, to trudno się nie zakochać we wszechogarniającym uczuciu kompletności tej gry. Takich zen momentów będziemy tu doświadczać co chwilę. Dla osób wrażliwych na „widoczki” czas spędzony z Ghost of Tsushima będzie jednym wielkim robieniem screenshotów. Tym bardziej, że tryb fotograficzny pozwala w każdym momencie zmieniać porę dnia, siłę wiatru, efekty cząsteczkowe itd. Takich rzeczy nie wolno sobie odmawiać.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Ghost of Tsushima – skacz jak ninja, tnij jak samuraj

 0