Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji

Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji

Motoryzacyjne déjà vu, ale nie do końca...

Zabawę, w sposób typowy dla gier skupiających się na rozgrywce wieloosobowej, zaczynamy od wyboru postaci, równocześnie przyjmując jednak potężny podmuch bylejakości na odsłoniętą twarz. Twórcy przygotowali kilku bohaterów, spośród których każdy dysponuje unikatowym wyglądem i jakimś buńczucznym mottem, ale bez solidnej dawki, mówiąc eufemistycznie, środków psychoaktywnych nie ma szans na utożsamienie się z kimkolwiek z tej radosnej gromadki. I nie chodzi tu nawet o kiepskie wykonanie modeli, chociaż to swoją drogą też, a bardziej o ich kompletny brak wyrazu. Bohaterowie, mający docelowo zostać awatarami gracza w sieci, prezentują się jak banda przypadkowych przechodniów, wyłapanych w pobliskim centrum handlowym, którym ktoś na dodatek kazał wymyślić idealny aforyzm dla kierowcy wyścigowego - coś w stylu tych konkursów na najlepsze hasło reklamowe promujące jakiś jogurt czy odkurzacz. Mało tego, wybrana persona na ekranie pojawiać się będzie niezwykle rzadko, głównie podczas przerywników poprzedzających rozgrywane zawody, a sam wybór awatara nie ma żadnego wpływu na przebieg rozgrywki, więc równie dobrze tej mechaniki mogłoby po prostu nie być, a jeśli już to zdecydowanie chętniej widziałbym tutaj nawet prościutki do bólu kreator - to faktycznie mogłoby pozwolić graczom na wyróżnienie się w sieci.

The Crew 2 – Recenzja gry

Mogłoby się wydawać, że po niezbyt obiecującym początku może być już tylko lepiej, ale wtedy wspomniany w poprzednim akapicie podmuch bylejakości staje się wichrem arogancji. Kiedy tylko przejdziemy do właściwiej rozgrywki po raz pierwszy, następuje swoiste déjà vu. The Crew 2 wita nas renderowaną w czasie rzeczywistym scenką, która niejako racjonalizuje i uzasadnia dalsze wydarzenia. Dowiadujemy się z niej m.in. o istnieniu kwater, pełniących rolę baz wypadowych, gdzie zakupimy nowe auta czy przejrzymy rankingi, a także telewizyjnym(?) systemie LIVE, który jest czymś na kształt podmiotu narracji. Teraz zmieńcie terminy: "kwatera" na "miasteczko", "system LIVE" na "festiwal Horizon". I nagle wszystko staje się jasne. Ponoć jak się inspirować, to najlepszymi, jednak produkcja Ivory Tower, moim zdaniem, granice inspiracji przekracza. Rozwiązania z serii Forza Horizon najzwyczajniej w świecie przekopiowano, nakrywając je tylko, nieudolnie, nieco innym płaszczykiem, stworzonym poniekąd na modłę poprzednich gier wspomnianego studia. Przykładowo, odwiedziny kwatery nie są równoznaczne z rozwinięciem klasycznego menu, lecz pieszym buszowaniem po kolejnych jej zakamarkach, z których każdy skrywa jakąś funkcję, np. sklep z samochodami. Bardzo podobnie wyglądało to już w Test Drive Unlimited 2. Jedyną nowością jest przypisanie każdej kwaterze mistrza. Jest to taki kierowca-kozak, który dysponuje niezgorszym samochodem, a my możemy mu ów pojazd odebrać, wygrywając wyścig bezpośredni, po uprzednim uzbieraniu odpowiedniej liczby punktów. Tak wiem, to również gdzieś już było, ale przynajmniej autorzy zadbali o czynnik motywujący do konsekwentnego działania.

The Crew 2 – Recenzja gry

Pierwsze zawody, podobnie jak w wielu innych grach tego typu, są swoistym samouczkiem. Zasiadamy w nich, kolejno, za kierownicą lub sterami samochodu, łodzi motorowej i samolotu akrobacyjnego. Wtedy też zostajemy zapoznani z modelem sterowania poszczególnymi pojazdami. I cóż, jest on, jaki jest - prosty, żeby nie powiedzieć prostacki, choć ma to swoje mocne strony. Samochody prowadzi się bardzo podobnie jak w klasycznych Need for Speed: Underground 2 czy Most Wanted. Oznacza to, że wejście na pełnym gazie w zakręt i przejechanie tegoż dosłownie po bandzie jest najzupełniej możliwe. Zniszczenia przy tym ograniczają się wyłącznie do zarysowań karoserii i lekkich wgnieceń, podczas kolizji samochody zachowują się jak kule bilardowe, a samo zjawisko tarcia o elementy otoczenia niespecjalnie pojazdy spowalnia. Bardziej widoczne zmiany przynosi dopiero wyjazd w teren, aczkolwiek w dalszym ciągu ciężko tu mówić o konieczności wyczucia świata gry i nabycia doświadczenia. Z pozostałymi typami pojazdów - są aż zbyt responsywne i przewidywalne. Sama w sobie prostota modelu jazdy wadą zręcznościówki być nie może, ale w The Crew 2 brakuje elementów charakterystycznych - czegoś, co zmusiłoby gracza do doskonalenia umiejętności właśnie w tej grze. Siadając do zabawy po godzinach spędzonych z tytułami takimi jak DriveClub czy Forza Horizon 3, nie poczułem żadnego, nazwijmy to tak, unikatowego charakteru wyścigów w wykonaniu Ivory Tower. Tak jak w DC trzeba bacznie uważać na zjechanie z toru i barierki, by wykręcić sensowny czas przejazdu, a FH 3 ma jednak pewne naleciałości symulacyjne, tak recenzowana pozycja jest prosta niczym... No, dopiszcie sobie sami, bo mnie nie wypada.

The Crew 2 – Recenzja gry

Przy czym, jak już zdążyłem wspomnieć, wszędobylskie uproszczenia mogą być atutem. Jeśli ktoś nie dysponuje większą ilością czasu na granie, ograniczając się do 2 - 3 godz. w ciągu weekendu, to The Crew 2 zapewne przysporzy mu dużo radości, a na pewno zaoszczędzi nerwów. Jest to taki tytuł, do którego można przysiąść po powrocie z pracy na kilkadziesiąt minut, otworzyć sobie piwo i wygrać z marszu wyścig. Wystarczy odpowiedni refleks i podstawowe umiejętności operowania kontrolerem, a nawet jeśli zabraknie choćby i tego, to gra dalej pozwoli dobrze się bawić. Przypadkowy wjazd w tył samochodu biorącego udział w ruchu ulicznym? Nie ma problemu - ten najzwyczajniej w świecie zostanie przepchnięty, a gracz ruszy w dalszą drogę. Ciekawostką jest, że mimo tak daleko idących uproszczeń zadbano o obsługę pokaźnego spektrum kierownic i dżojstików. Na liście obsługiwanych akcesoriów znajdziemy produkty firm takich jak Fanatec, Logitech czy Thrustmaster. Dobrze widzieć dewelopera dbającego o detale, aczkolwiek osobiście nie mam bladego pojęcia, kto mógłby chcieć używać w The Crew 2 peryferiów kojarzących się de facto z symulacją. Omawiana produkcja jest tak bardzo przystosowana do klasycznego kontrolera analogowego, że mogłaby być na opakowaniach Dualshocków 4 czy padów do Xboksa One reklamowana. Piszę to z pełną powagą, słowo.

Komentarze do: Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji