Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji

Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji

Tournée po całych USA, w 250 szatach

No dobrze, ale o ile jeszcze godzinami mógłbym wieszać na deweloperze psy za niezaprzeczalną wtórność mechanik i uproszczony model jazdy czy pilotażu, o tyle jednego odmówić nie można: rozmachu. Tak, nazwać The Crew 2 grą rozbudowaną jest jak stwierdzić, że Moskwa to całkiem duże miasteczko. Podczas zabawy możemy zwiedzić dosłownie całe USA, podróżując od niszczejącej zabudowy Detroit, poprzez nowojorskie drapacze chmur, aż po kasyna Las Vegas. I każde miasto przeniesiono do gry naprawdę przekonująco, z uwzględnieniem jego charakterystycznego klimatu, dzięki czemu nawet wielogodzinna eksploracja mapy w trybie jazdy dowolnej, bez narzuconego celu, może przynieść sporo frajdy. Co prawda do ideału brakuje czegoś, co tchnęłoby we wszystkie te miasta życie, bo przy kilku samochodach na krzyż i takiej samej liczbie krzątających się bezcelowo, w stylu zombie, przechodniów największe metropolie przybierają cokolwiek groteskowego wyglądu, ale to w końcu produkcja o wyścigach, nie SimCity. Tutaj zdecydowanie ważniejsze jest to, co możemy we wspomnianych miastach zrobić, a atrakcji czekających na graczy jest całe zatrzęsienie. Klasyczne wyścigi od startu do mety to ledwie przedsmak The Crew 2. Im dalej w las, tym... bardziej interesująco.

The Crew 2 – Recenzja gry

Po całej mapie rozrzucono punkty wyzwań, w których aktywujemy szybkie, nazwijmy to tak, misje. Są to m.in. zadania polegające na jak najszybszym oddaleniu się od punktu początkowego czy przelocie przez ustalone bramki, także na czas. Tak wiem, raz jeszcze przypomina się Forza Horizon 3, a towarzyszący temu system rankingów jeszcze owe skojarzenie pogłębia, ale zaprezentowany model rozgrywki po prostu bawi, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ponadto, wracając jeszcze na moment do kwestii eksploracji, genialnie przemyślano mechanikę zmiany środka lokomocji. Wystarczy wybrać odpowiednią ikonę z diagramu kołowego, by bez jakiegokolwiek ekranu ładowania przesiąść się, na przykład, z samochodu do samolotu. Teraz wyobraźcie sobie sytuację, w której jadąc samochodem wyskakujemy na jednej z licznych ramp, a następnie w locie wymieniamy pojazd na samolot, by wkrótce potem, skierowawszy ten ku rzece, usiąść za sterami łodzi. Jest to istne szaleństwo, które przekłada się na możliwość stworzenia niemal dowolnej liczby niewiarygodnych kombinacji. Wierzcie mi lub nie, ale to dopiero jest zabawa. Nagle człowiek zapomina o wszędobylskich uproszczeniach, niewymagającym modelu jazdy i zapożyczeniach z innych gier, a najzwyczajniej w świecie czerpie czystą i niczym nie ograniczoną przyjemność z gry - to kwintesencja stylu arcade.

The Crew 2 – Recenzja gry

A bawić się jest nie tylko gdzie i jak, ale także czym. Łącznie Ivory Tower oddaje do dyspozycji ponad 250 pojazdów, obiecując kolejne w bezpłatnych aktualizacjach. Wybór, siłą rzeczy, jest niezwykle szeroki. Są: klasyki jak legendarny Chevrolet Camaro RS z 1969 roku, spotykane powszechnie na ulicach samochody typu Ford Focus czy Renault Megane i, wreszcie, perełki pokroju Pagani Huayra, a do tego kilkanaście modeli motocykli, łodzi motorowych i samolotów akrobacyjnych z napędem turbośmigłowym. I wszystkim tym możemy operować tak, jak chcemy, z ogromną dozą fantazji, uwzględniając szaleńczą jazdę po dachach niektórych budynków czy wyrzucenie dowolnego supersamochodu w teren. McLaren P1 na polu kukurydzy robi wrażenie, przyznajcie. Mało tego, The Crew 2 umożliwia modyfikację wszystkich tych pojazdów, co tyczy się zarówno sfery wizualnej, jak i technicznej. Za ukończone wyzwania otrzymujemy bowiem bonusy w postaci części tuningowych, które potem, co oczywiste, wedle uznania instalujemy. Nie jest to system o zaawansowaniu na miarę Forzy, gdzie suwakami regulujemy najdrobniejsze detale, ale tuning bardziej przypominający ten z serii NFS: Underground, przeprowadzany w oparciu o przygotowane przez twórców części zamienne - tyleż łatwy co satysfakcjonujący, moim zdaniem.

The Crew 2 – Recenzja gry

Niestety nie uniknięto zmory obecnych czasów, a mianowicie mikropłatności, z tym że nie wydają się one bardzo uciążliwe. Osoby chcące inwestować realną gotówkę w Crew Credits nie otrzymują niczego ponad to, co dostępne jest za Baksy, będące walutą całkowicie wirtualną, a zdobywaną w wyścigach. Jedyną wadą tego systemu jest, że totalny nowicjusz może zainwestować kilkadziesiąt dolarów w kredyty na części tuningowe, osiągając przewagę nad doświadczonym graczem mozolnie ciułającym pieniążki w zawodach. Z drugiej strony The Crew 2 na chwilę obecną, przypomnę, trybu PvP nie ma. Ten zostanie dodany dopiero, jeśli wierzyć zapewnieniom dewelopera, w drugiej dużej aktualizacji, która datowana jest na zimę bieżącego roku. W takim wypadku każdy, kto rozpocznie swoją przygodę w świecie gry odpowiednio wcześnie, powinien zdążyć się odpowiednio wyposażyć, bez potrzeby inwestowania dodatkowych środków. Osobiście serdecznie nie cierpię modeli premiujących kupowanie dodatkowych kredytów za twardą walutę, jednak ten tutejszy ewidentnie nie należy do najbardziej inwazyjnych. Tak czy siak, uważam, że takie praktyki nie powinny mieć miejsca, zwłaszcza w grze nastawionej na rozgrywkę wieloosobową, która kosztuje premierowo aż 219 zł, za najtańszą wersję na komputery osobiste.

Komentarze do: Recenzja gry The Crew 2 – Wyścigi radosne, choć dalekie od perfekcji