Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

Porzucamy metro, czyli fabuła i klimat

Warstwa fabularna dotychczas była mocną stroną serii, ponieważ twórcy koncentrowali się na sytuacji ludzi, którym przyszło żyć w podziemiach metra po nuklearnej wojnie. Tego typu tragiczne okoliczności świetnie nadają się do prezentowania tragedii jednostek i całych grup, ukazywania odczłowieczenia ludzi w obliczu beznadziejnej sytuacji czy też zadziwiającej woli przetrwania w wybitnie niesprzyjających warunkach, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, ale w ciemnościach czają się jeszcze potwory rodem z horroru. Mocną stroną Metra były też wątki polityczne, gdzie o władzę nad podziemnymi włościami walczyły zwaśnione strony, w tym komuniści i naziści. Do tego dochodziły jeszcze wątki paranormalne z niejakimi czarnymi, czyli rozumnymi mutantami-telepatami oraz główny bohater, Artem, który nie godzi się na zastaną sytuację i zamiast siedzieć z założonymi rękami, wyrusza w podróż, która zmienić ma oblicze jego świata. Dotychczas bohaterowie Metra sądzili, że praktycznie cały świat przepadł w nuklearnej wojnie, a oni są jedynymi ocalałymi, jednak Exodus diametralnie odchodzi od tej koncepcji, zresztą nie tylko od tej.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie psuć Wam zabawy, ale musicie wiedzieć, że niespokojny duch Artema sprawia, że ten wpada w kolejne kłopoty. Jak się szybko okazuje, całkowity brak życia na powierzchni był jedynie mistyfikacją, przeprowadzoną przez siły rządowe, które wykorzystywały zagłuszarki sygnału, by ludzie nie mogli się ze sobą komunikować. Za sprawą nieoczekiwanych wydarzeń, nasz bohater wraz ze swoją ukochaną Anną oraz drużyną Spartan na czele z Młynarzem (teściem naszego bohatera) uprowadzają pociąg, któremu nadają imię Aurora i wyruszają (a raczej uciekają) w podróż przez kontynent i postapokaliptyczne dzikie ostępy Rosji w poszukiwaniu nowego życia na Wschodzie. Warto dodać, że sam Głuchowski uważa Metro Exodus za bezpośrednią kontynuację swoich książek, a prezentowane tu wydarzenia rozgrywać mają się po Metro 2035.

Metro Exodus - recenzja gry

Szkoda tylko, że sama fabuła zdaje się być grubymi nićmi szyta, a postaci, w tym nasi towarzysze, są przedstawieni w mocno przerysowany, wręcz karykaturalny sposób. Najbardziej widać to na przykładzie wspomnianego Młynarza, który odgrywa rolę typowego stereotypowego żołnierza, naiwnego, ślepo wykonującego powierzone mu zadanie, za to chętnie wydającego rozkazy niższym stopniem oraz złoszczącego się przy każdej możliwej okazji. Tak samo jest z Anną, która w obliczu tragicznej sytuacji, w jakiej się znajdują nasi bohaterowie, zachowuje się niezwykle beztrosko, niczym niezbyt lotna na umyśle nastolatka. Podobnie jest niestety z resztą kompanów czy napotykanych antagonistów i na plus wyróżniają się jedynie dodatkowi towarzysze, których zabieramy w podróż naszym pociągiem. Co więcej, dialogi rozpisane są bardzo przeciętnie (swoją drogą zdarzają się dość duże pomyłki w polskich napisach, gdzie np. kiedy jedna z postaci wspomina o Florydzie, w napisach widnieje Kalifornia), nie pomaga fakt niemego protagonisty (pomimo że wprowadza nas on w każdy kolejny rozdział), a wszelkiego rodzaju zwroty akcji wyczuwamy na kilometr, więc nie stanowią żadnego zaskoczenia. Na dłuższą metę irytujący okazał się być także angielski dubbing z rosyjskim akcentem i niestety wersja na Xboxa nie posiadała opcji włączenia oryginalnych rosyjskich głosów (nie wiem jak jest na PC). Zabrakło mi także próby dojrzałego podjęcia tematów związanych z człowieczeństwem w czasach postapokalipsy i choć pojawiają się próby ich uchwycenia (jak np. kanibalizm), to zrealizowane są zdecydowanie zbyt powierzchownie.

Metro Exodus - recenzja gry

Nie jest więc najlepiej jak na tytuł, który napędzany ma być historią, ale z drugiej strony do samego końca los bohaterów nie był mi obojętny i kibicowałem im w ich podróży, więc mimo wszystko scenarzystom udało się tchnąć w nich nieco życia i zaangażować nas w opowieść. Na pochwały zasługuje także fakt, że podejmowane przez nas wybory mają duże znaczenie, mogą prowadzić nawet do śmierci towarzyszy i innych poważnych konsekwencji. Stworzony na potrzeby gry system moralności nie jest czarno-biały i nigdy nie informuje nas o tym, czy postąpiliśmy źle, czy też dobrze, a na koniec po prostu otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy, a przynajmniej zdaniem twórców :). Dzięki temu otrzymujemy argument, by ewentualnie ponownie przejść grę i sprawdzić jak inaczej potoczyć mogą się nasze losy, choć trudno mówić o jakichś ogromnych różnicach i zapewne tylko najbardziej zdeterminowani zdecydują się na taką opcję.

Odejście od ciasnych korytarzy metra na rzecz rozległych, nieliniowych poziomów, niekorzystnie wpłynęło także na klimat, z którego słynęła seria. Zdaję sobie sprawę, że nowe podejście daje deweloperom zdecydowanie większe pole do popisu, ale na rynku nie brakuje przecież sandboksowych shooterów, które lepiej sprawdzają się w takiej formie od Metro Exodus, a najnowsza gra 4A Games zatraciła gęstą atmosferę horroru z poprzednich odsłon i choć twórcy starają się regularnie posyłać nas pod ziemię, czy to do opuszczonych kompleksów badawczych, czy też schronów, to już nie jest to samo (może dlatego, że gdzieś zniknął nadprzyrodzony klimat, który szczególnie mocno akcentowany był w Metro 2033). Exodus zdecydowanie mniej straszy niż poprzednicy, choć czasem potrafi wywołać ciarki, kiedy zakradając się przez pustkowia usłyszymy gdzieś z oddali wycie mutantów, a bardziej stawia na akcję, co nie wszystkim musi przeszkadzać.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

 0