Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

Survival w wersji Mad Max, czyli o rozgrywce

Metro Exodus to pierwszoosobowy shooter, który łączy wiele mechanik, od typowej wymiany ognia, przez skradanie się i eksplorację, aż po elementy survivalowe. Postawienie zaś na pociąg w roli mobilnej bazy wypadowej sprawiło, że twórcy mogli nieco bardziej poszaleć z miejscem rozgrywania akcja, co chwilę przenosząc nas w diametralnie odmienne lokacje. Co więcej, scenariusz rozgrywa się na przestrzeni całego sezonu, co oznacza, że przyjdzie nam doświadczyć wszystkich czterech pór roku. O ile na początku raczeni jesteśmy nuklearną zimą, która nie odbiega od tego, co seria zapewniała nam dotychczas w trakcie wypadów na powierzchnię, to relatywnie szybko przyjdzie nam doświadczyć zgoła odmiennych wiosennych, letnich czy jesiennych scenerii z charakterystycznym dla każdej pory roku krajobrazem, w postaci roślinności i jej kolorów. Ba, kiedy trafiłem w obszar Morza Kaspijskiego, gra zaczęła bardziej przypominać Mad Maxa niż to, do czego byliśmy przyzwyczajeni, a tego typu zaskoczeń jest więcej. Na szczęście, jak już wspomniałem wcześniej, nie brakuje także mniejszych podziemnych lokacji, jak choćby bunkier w górach Jamantau.

Metro Exodus - recenzja gry

Generalnie nowe Metro różnorodnością stoi, co zapewne część graczy po monotonnych krajobrazach poprzednich odsłon przyjmie z otwartymi ramionami, inni zaś będą narzekać na zbyt duże odejście od poprzedniczek i tym samym utratę tamtego klimatu i ja stoję w rozkroku pomiędzy tymi dwoma podejściami. Najwyraźniej twórcy dusili się jednak w tunelach metra, dlatego też postanowili pójść w zdecydowanie odmiennym kierunku i trudno mieć im to za złe, tym bardziej, że swój nowy pomysł zrealizowali bardzo dobrze i na powierzchni nie brakuje ciekawych miejscówek, czy to w postaci mostu na rzeką Wołgą, stanowiącego bazę kultu odrzucającego wszelką elektryczność, czy osad tzw. „nafciarzy” na terenie dawnego Morza Kaspijskiego.

Metro Exodus - recenzja gry

Twórcy postarali się także zachęcić nas do eksploracji i jeśli zboczymy z tras wiodących do głównych celów, natrafić możemy na ciekawe wydarzenia czy miejscówki, które kryją swoje własne minihistorie. Jako przykład niech posłuży pewna opuszczona rudera, na którą trafiłem nieopodal bagien - w środku wokół stołu, przy którym grano w karty, leżało mnóstwo ciał, a za ladą chował się niedobitek, który przerażony naszym wtargnięciem, wyśpiewał wszystko, co się tu przed chwilą wydarzyło. Innym razem trafiłem na obóz bandytów przetrzymujących jeńców, którzy po uwolnieniu odwdzięczyli się kluczem do miejscówki, w której znalazłem noktowizor i tonę zasobów. Warto więc zwiedzać świat gry, tym bardziej, że przeważnie został ciekawie zaprojektowany, a często towarzyszą nam bardzo znajome widoki, kojarzące się choćby z podniszczoną polską wsią. Miejscami jest więc bardzo swojsko i cieszy, że twórcy nie do końca porzucili słowiański klimat.

Metro Exodus - recenzja gry

Tym, co od początku mocno wyróżniało i stanowiło o sile gier z serii Metro, były elementy survivalowe. Mam jednak wrażenie, że ich znaczenie nieco osłabiono w Exodusie, a z niektórych, takich jak naboje robiące za walutę, całkowicie zrezygnowano. Na szczęście wciąż znajdziemy tu wiele elementów, które wpływają na naszą immersję i najnowsza odsłona cyklu nie zmieniła się w zwykłą strzelankę, gdzie zwyczajnie biegamy z miejsca na miejsce, eliminując kolejne cele. Wciąż musimy bowiem pamiętać o ładowaniu baterii do latarki, zakładaniu maski gazowej w napromieniowanych miejscach i wymianie filtrów, paleniu pajęczyn zapalniczką czy posługiwaniu się tradycyjną mapą z kompasem oraz wskaźnikami znajdującymi się na naszym ramieniu, które informują o poziomie promieniowania, zacienienia czy kierunku celu. Nie można także zapomnieć o zbieraniu wszelkich możliwych surowców, bo crafting akurat odgrywa większe znaczenie, ponieważ nie uświadczymy tu sklepów i wszelkie wyposażenie musimy zdobyć lub wytworzyć sobie samodzielnie. Tyczy się to wszelkiej maści pocisków, granatów, noży do rzucania oraz przede wszystkim broni. W grze wprowadzono bowiem rozbudowany system modyfikacji spluw i korzystając z warsztatów praktycznie każdą pukawkę możemy dostosować do własnych potrzeb, o ile uzyskamy stosowne części. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by do shotguna dorobić dodatkowe lufy, powiększyć mu magazynek, a nawet nałożyć lunetę z noktowizorem. Swoboda jest naprawdę duża, podobnie jak liczba kombinacji, dzięki czemu co chwilę możemy bawić się nowymi zabawkami. Na liczbę podstawowych broni, które następnie poddajemy modyfikacji, także nie można narzekać (od rewolwerów i wiatrówki, przez strzelby, karabiny i snajperki, aż po kuszę czy miniguna). Kończąc temat survivalowy, polecam od razu zdecydować się na wysoki poziom trudności, gdzie rzeczywiście musimy liczyć każdy pocisk i robić wypady po zasoby, co tylko potęguje klimat gry.

Metro Exodus - recenzja gry

Innym istotnym elementem gier Metro było skradanie się i stealth powraca także w Exodus. Podczas grania na wyższych poziomach trudności podkradanie się i ciche eliminowanie wrogów jest kluczowe, ponieważ pozwala nam oszczędzać naboje, które przeważnie są towarem deficytowym, a spotkania z mutantami potrafią skutecznie ogołocić z amunicji. Twórcy zadbali o to, by miejsca, do których się zakradamy, miały przeważnie kilka alternatywnych wejść i dróg, możemy też zgasić każde źródło światła (choć trzeba robić to ostrożnie), odwrócić uwagę przeciwnika (rzucając przedmiot w danym kierunku) i ogłuszać lub zabijać wrogów od tyłu (albo eliminować ich z daleka z cichej broni). Do tego dochodzi cykl dnia i nocy, który możemy wykorzystać na naszą korzyść, gdyż po ciemku łatwiej zakraść się do obozów wroga, choć z drugiej strony, nocą bardziej czujne są potwory (mutantów jest całkiem sporo, od zwykłych przypominających ludzi, przez wodne niczym krewetki, po bardziej wytrzymałe i większe bestie, takie jak zmutowane niedźwiedzie, na latających gargulcach kończąc), co może utrudnić nam życie. Swoją drogą, dobrze zrealizowano także interakcje świata ze sobą i np. mutanci zwabieni pobliskimi strzałami mogą pomóc nam w rozprawieniu się z ludzkimi przeciwnikami, co można wykorzystać na swoją korzyść. Stealth stanowi więc integralną, pełnoprawną część rozgrywki, a nie jedynie zwykły dodatek, jak ma to miejsce w wielu współczesnych grach.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Metro Exodus. Czy wyjście z metra się opłaciło?

 0