Recenzja Red Dead Redemption 2 – największego dzieła Rockstar

Recenzja Red Dead Redemption 2 – największego dzieła Rockstar

Kiedy kończyłem Red Dead Redemption, wiedziałem, że spędziłem niesamowite chwile z niesamowitą grą. Był maj 2010 roku i nie miałem jeszcze pojęcia, że na kontynuację tego epickiego westernu będę czekał aż do października 2018. Od momentu odpalenia Red Dead Redemption 2, przez wszystkie godziny spędzone w miasteczkach, lasach i na preriach, nie opuszczało mnie jednak uczucie zachwytu. Jakim cudem oni to zrobili? Jak gra, którą wydano na pięcioletnie konsole, może tak wyglądać? Jak może być tak ogromna? Budzi to skojarzenia nie tyle z magią, co z czystą szarlatanerią, ale dla nas - graczy - to przecież nieistotne. Liczy się tylko to, że właśnie ukazał się tytuł, który zmienia oczekiwania względem kolejnych premier i sposób naszego patrzenia na to medium. Osiem studiów Rockstara przez ostatnie lata swej pracy miało tylko jeden cel: sprawić, by Red Dead Redemption 2 było ich największym dziełem. Udało się.

Osiem studiów Rockstara przez ostatnie lata swej pracy miało tylko jeden cel: sprawić, by Red Dead Redemption 2 było ich największym dziełem. Udało się.

Witajcie wśród bandy oprychów przemierzających dziką Amerykę, wciąż pozwalającą skryć się bandytom przed kajdanami władzy. Rozwój i zmiany jednak nadchodzą, o czym boleśnie traktowała pierwsza część gry, ukazująca koniec epoki Dzikiego Zachodu. Red Dead Redemption 2 to prequel, dziejący się kilka lat wcześniej, opowiadający historię nowego bohatera - Arthura. To z jego perspektywy będziemy obserwować przygodę jakiej jeszcze nie było i pewnie bardzo długo nie będzie. Arthur Morgan to członek gangu Dutcha, taboru złożonego nie tylko z rewolwerowców, ale i kobiet, dzieci, księgowych, księży, pijaczyn, kucharzy... Dutch w swej psychopatycznej wizji świata czuje się za nich odpowiedzialny jak ojciec – bliżej mu jednak do tyrana niż kochającego tatusia, choć na początku trudno to zauważyć. Relacja między nim a Arthurem zmienia się na przestrzeni gry i zdecydowanie nadaje dynamiki każdemu momentowi fabuły. Kolejne akcenty rozplanowano bowiem według łatwego do przewidzenia schematu – nasza karawana ucieka przed stróżami prawa, znajduje sobie nowe schronienie, robi swoje, po czym znów musimy ruszać w poszukiwaniu kolejnego obozowiska. Na miejscu nie mamy jednak do czynienia z niczym, co kiedykolwiek widzieliśmy w grach wideo. Nasi ziomkowie wciąż wchodzą ze sobą w interakcje, możemy obserwować jak ze sobą rozmawiają, jak płaczą, jak się pocieszają, jak kogoś szukają, jak grają w karty, ruszają na polowanie... co jakiś czas podchodzą też do nas, w najbardziej naturalny sposób, jak to tylko możliwe. Po prostu będąc w obozowisku nagle wpadamy na kogoś kto mówi nam, że jeszcze ktoś inny nas szuka, sugerując gdzie czeka na nas kolejna misja. Po zakończeniu kolejnych zadań często słyszymy też ich konsekwencje, jeszcze długo po tym, jak je wykonamy. Rozwiązanie to jest z pozoru znane z innych gier, ale jeszcze nigdy nie zostało przedstawione tak sugestywnie i tak pobudzająco. Grając w RDR2 mamy wrażenie, że dosłownie każda postać dookoła nas ma swoje własne życie.

recenzja Red Dead Redemption 2

Trochę trudno to opisać, ale dzięki technicznej maestrii Rockstar nie jesteśmy w stanie zauważyć, kiedy odpalają się kolejne skrypty. Tyczy się to nie tylko przechodzenia gry w scenki przerywnikowe, ale i takich czynności jak zwykłe otwieranie drzwi, skórowanie zwierząt czy wyrywanie roślin leczniczych. Wszystko co robi Arthur jest idealnie zgrane ze światem gry, zawiera oddzielną animację i pozbawione jest tak częstych błędów jak przenikanie się obiektów, nagłe pojawianie się przedmiotów w rękach bohatera itd. wszystkie te drobnostki, które w zasadzie nie wpływają na gameplay, zostały dopracowane w najmniejszym szczególe. Przy grze tego pokroju i tej skali, zadbać np. o to, by czyszczenie każdej broni (bo oczywiście musimy ją co jakiś czas czyścić) wyglądało inaczej brzmi jak szaleństwo. I faktycznie Red Dead Redemption 2 jest szalone. Nie ma drugiej gry, która potrafiłaby poukrywać swoje tajemnice tak szczelnie i tak bardzo atakować nas ukrytymi smaczkami. Nawet napotykanie z góry zaplanowanych zdarzeń nigdy nie jest zrobione tak, że są oderwane od otaczającego nas świata. Nagle słyszymy krzyk z krzaków, w których leży ktoś ranny, innym razem mijamy trapera, który właśnie skrada się do swej wielkiej zdobyczy i jeżeli z nim zostaniemy, zaobserwujemy całe jego polowanie... czy spotkalibyśmy ich tylko w tym miejscu? Akurat o tej porze? Te pytania nigdy nie opuszczają gracza mierzącego się z ogromem Dzikiego Zachodu w RDR2.

Recenzja Red Dead Redemption 2

Wszystkie atrakcje i zdarzenia, które możemy ujrzeć pomiędzy głównymi misjami, wydają się wynikać z tego szalenie sugestywnego ekosystemu. Na te uzależniające niespodzianki możemy liczyć przy każdym uruchomieniu gry, dzięki czemu nawet najprostsze czynności zaczynają nabierać rumieńców. Przykładowo, obserwując niebo możemy zauważyć dym, jadąc do jego źródła natrafiamy na obozowisko bandytów czy podróżników, z każdym możemy porozmawiać, przywitać się, zagrozić bronią... ich reakcje mogą być skrajnie różne. A gdy trafimy na obozowisko, w którym wciąż pali się ogień, a nikogo nie ma w pobliżu, zaczynamy mimowolnie skradać się, rozglądać, sprawdzać, czy gdzieś nie leży trup, albo czy nie jest to zasadzka. Takiego zatopienia w świecie nie oferuje żadna inna gra – zwłaszcza wtedy, gdy okazuje się, że czailiśmy się dosłownie kilka minut na namiot, przy którym absolutnie nikogo nie ma, a tuż obok nas jeleń pijący wodę zostaje przepędzony przez bandę kojotów. Stało się to chwilę po tym, jak pomyśleliśmy sobie, że warto byłoby wyciągnąć łuk i go upolować, bo jego skóra może nam nieźle podreperować budżet. Red Dead Redemption 2 to tytuł, w którym wszystko dzieje się naraz, a gracz bezustannie miesza główną narrację gry z tym, co sam sobie dopowiada, czego się domyśla, czego szuka i czego się obawia.

Komentarze do: Recenzja Red Dead Redemption 2 – największego dzieła Rockstar