Recenzja Star Wars: Squadrons – W kosmosie słychać tylko Piu Piu

Recenzja Star Wars: Squadrons – W kosmosie słychać tylko Piu Piu

Ciemna strona - Oprawa

Wykonanie Star Wars Squadrons trudno ocenić jednoznacznie, ponieważ bez przerwy widać, że gra jest robiona tak, by być tym samym produktem na tradycyjnych platformach i na goglach VR. Wymusiło to na twórcach pewne uproszczenia, które jednak pasują do retrofuturystycznego świata Gwiezdnych wojen. Tam, gdzie potrzeba detali, faktycznie je znajdziemy, większość obiektów trzyma się jednak ograniczonej liczby polygonów i prostych brył. Efekt? Nie dostajemy najpiękniejszej produkcji generacji, ale wszystko, co jest na ekranie, spełnia swą funkcję informacyjną. Dla lepszego wrażenia dodano trochę podkręconych teł, dobrze zaprojektowanych panoram i rozbłysków. Zagrano też kolorami, co w połączeniu z fantastycznym uniwersum całkowicie wystarczy, by maksymalnie wczuć się w walkę po stronie Rebelii lub Imperium. Co kto woli. W pewien sposób, dzięki tej nieco ascetycznej oprawie, ducha oryginalnej trylogii czuć tu bardziej niż chociażby w ostatnim Battlefroncie.

W pewien sposób, dzięki tej nieco ascetycznej oprawie, ducha oryginalnej trylogii czuć tu bardziej niż chociażby w ostatnim Battlefroncie.

Star Wars Squadrons

Electronic Arts potrafi robić użytek z muzyki i dźwięków znanych fanom Star Wars, pod tym względem po raz kolejny stanęli na wysokości zadania. Cały tytuł brzmi i wygląda jak produkt skierowany do najbardziej zaangażowanych i najbardziej casualowych fanów marki jednocześnie. To wielki wyczyn połączyć dużo drobnych graficznych smaczków z przystępnością i lekkością. W swoim korzeniu Squadrons to bowiem gra o pojedynkach statków kosmicznych, bardzo dobra, angażująca i operująca małą skalą (poziomy nie przewyższają tych z Ace Combat). Nie potrzebuje wodotrysków ani skomplikowanych trybów, by stale nas zabawiać. Samo to, że w każdej chwili możemy dostać komunikat o tym, że ktoś właśnie naprowadza na nas rakietę, wystarczająco motywuje do ryzykownych manewrów i uwagi. Uczucie, które towarzyszy wzięciu w krzyżowy ogień wrogiego myśliwca, to czysta satysfakcja. Zniszczenie każdego pojazdu wroga wymaga tu tyle skupienia i czasu, że nie zwracamy uwagi na nic poza kokpitem i celownikiem. To właśnie największy plus tego typu produkcji: zamiast błyskawicznych zgonów, headshotów, rzucania granatami na oślep, musimy faktycznie śledzić cel i wymierzyć w niego naprawdę konkretną salwę, zanim zaliczymy kolejnego fraga. Przypomina to trochę czasy, kiedy Halo tworzone przez Bungie stawiano obok Call of Duty czy Quake'a.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Star Wars: Squadrons – W kosmosie słychać tylko Piu Piu

 0