Recenzja Tannenberg – krwawy front

Recenzja Tannenberg – krwawy front

Recenzja Tannenberg – krwawy front

Wojna to jeden z najbardziej fetyszyzowanych motywów przewodnich gier wideo. Bycie cyfrowym żołnierzem zawsze było i zawsze będzie popularne. Od hardkorowych symulatorów typu ARMA, po radosne strzelanie z Call of Duty czy starającego się być pomiędzy Battlefielda - w wirtualnej rzeczywistości każdy może znaleźć coś dla siebie. Świat strzelania na wojennych frontach nie zamyka się jednak w największych, najbardziej znanych seriach. Masa studiów próbuje ukroić dla siebie kawałek tego tortu, oferując graczom nowe, najczęściej bardzo sugestywne rozwiązania. Tą drogą szło słynne Verdun i nie inaczej jest z jego kontynuacją: Tannenberg. Produkcja holenderskiego M2H i Blackmill Games robi wszystko, by zadowolić nie tylko fanów strzelania, ale i historii. I choć nie jest to najpiękniejsza dziewczyna w mieście, ani najbardziej wysportowana, to duszę ma piękną... tylko trzeba do niej dotrzeć.

Nawet dla osób, które mają niewiele wspólnego z militariami i nie oglądają do poduszki "Sensacji XX wieku" pana Wołoszańskiego, będzie to kawał dobrej strzelaniny.

Autorzy gry postawili na autentyczność historyczną i brak wymyślnych fajerwerków. Jest brudno, szaro i brązowo, a pola bitew I Wojny Światowej, zamiast rozpraszać nas pięknymi efektami, przypominają raczej czasy gier z poprzedniej generacji. Ale powiem szczerze: nic nie szkodzi i nie spodziewam się, by ktokolwiek sięgał po ten tytuł z nastawieniem na oprawę porównywalną z wysokobudżetowymi FPS-ami. Tu czeka się na ten charakterystyczny bród, znój i... zabawę. Bo mimo ogromnego przywiązania do dokładnego oddania realiów, Tannenberg potrafi totalnie wkręcić. Nawet dla osób, które mają niewiele wspólnego z militariami i nie oglądają do poduszki "Sensacji XX wieku" pana Wołoszańskiego, będzie to kawał dobrej strzelaniny. Trzeba tylko zapomnieć o bieganiu przed siebie na aferę i rzucaniu granatów w krzaki, a pamiętać o pilnowaniu pozycji kolegów z drużyny. Po opanowaniu odruchów, jakich wymagają od nas inne współczesne tytuły, dokopiemy się do tej beczułki pełnej miodu.
 

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja Tannenberg – krwawy front

 0