Test głośników HiVi Swans M200MKIII+. Sprawdzamy zestaw 2.0 z górnej półki

Test głośników HiVi Swans M200MKIII+. Sprawdzamy zestaw 2.0 z górnej półki

Sprzęt dociera do nas w bardzo niepozornym szarym (ekologicznym) kartonie, który co ciekawe nie zawiera nigdzie nazwy Swans, a jedynie mały charakterystyczny logotyp z łabędziem. Warto mieć to na uwadze, ponieważ część sklepów sprzedawać może ten produkt po prostu jak HiVi M200MKIII+. Pomimo skromnego opakowania, całość została stosownie zabezpieczona styropianem, a każda z kolumn umieszczona została w osobnym materiałowym pokrowcu. Nie można narzekać też na zestaw dodatkowych akcesoriów, ponieważ oprócz kabla zasilającego i łączącego oba głośniki znajdziemy tu również przewód optyczny toslink, RCA-minijack (3,5 mm), pilot oraz obowiązkową instrukcję obsługi. Producent może więc nie poszalał jakoś z dodatkami, ale z drugiej strony znajdziemy tu wszystko, czego nam potrzeba, by podłączyć głośniki do różnych urządzeń, zarówno cyfrowo, jak i analogowo.

​    ​

Pierwszy kontakt z samymi głośnikami, podczas wyciągania ich z kartonu, od razu nasuwa myśl: Boże, jakie to ciężkie! Aktywna kolumna waży bowiem aż 7,6 kg, a pasywna 5,3 kg. Nie chcemy mówić, że ciężar z miejsca świadczy o jakości produktu (choć powoduje np. większą stabilność kolumny głośnikowej i, tym samym, brak niepożądanych drgań), ale nie da się ukryć, że wysoka masa od razu zdaje się sugerować, że mamy do czynienia z bardzo solidnym produktem, a nie plastikową tandetą. M200MKIII+ robi także świetne pierwsze wrażenie w zakresie wzornictwa. Od razu widać, że mamy do czynienia ze sprzętem z wyższej półki, gdzie producent nie szczędził środków na design oraz wykonanie, co zaowocowało jednymi z ładniejszych i bardziej stylowych głośników, z jakimi mieliśmy do czynienia. Producent postawił na ponadczasowy design, ale ze stylowym nowoczesnym twistem, który dodaje M200MKIII+ charakteru. Głośniki niewątpliwie mogą stanowić ozdobę naszego biurka czy salonu, a ich wygląd sprawia, że nawet najbardziej wybredne Panie nie powinny marudzić na ich obecność (nie da się bowiem ukryć, że często stosowane toporne i nudne konstrukcje nie stanowią ozdoby wnętrza).  

Głośniki umieszczono w obudowach o średnim rozmiarze (a nawet kompaktowym, szczególnie jak na 120 W mocy), bo mierzących 194 x 273 x 338 mm. Tym, co z miejsca przykuwa oko, są oczywiście panele boczne wykonane z litego drewna w orzechowym kolorze i z podłużnymi żłobieniami. Prezentują się one niezwykle elegancko w połączeniu z czarnym matowym wykończeniem PCV i pochyloną obudową. Warto dodać, że drewniana konstrukcja nie tylko cieszy oko, ale niesie ze sobą także inne korzyści, gdyż skutecznie zmniejsza wewnętrzne drgania, zapewniając bardziej naturalny dźwięk. Kolejny element, który mocno punktuje, jeśli chodzi o wygląd tego zestawu, to potencjometry. Do regulacji głośności, tonów niskich i wysokich służą bowiem gałki wykonane ze szczotkowanego aluminium w złotym kolorze, umiejscowione w dolnej części panelu frontowego, a złoty kolor (choć już w plastikowym wydaniu) wykorzystano też przy nóżkach, na których stoją głośniki oraz ozdoby loga Swans na maskownicach.

Postawienie na wysokiej klasy materiały widać nie tylko przy wyborze tworzyw na obudowę czy gałek, ale także głośnika wysokotonowego, którego membrana powstała z naturalnego niemieckiego włókna. Zachwyca także dbałość o szczegóły i jakość wykonania. Nigdzie nie uświadczymy niedoskonałości, wszystkie elementy są ze sobą idealnie spasowane, a nie doszukamy się także żadnych wycieków kleju, które w produktach niższej klasy przeważnie widać na ramkach maskownic - tutaj obyło się bez zabrudzenia nawet na ich wewnętrznej części. Jeśli już jesteśmy przy maskownicach, to zakładane są one na typowy czterobolcowy mechanizm i posiadają raczej rzadką, materiałową siatkę, zamiast typowej „rajstopy”. Warto także wspomnieć o metalowej tabliczce z odbitym autografem Franka Hale’a na tylnej ściance pasywnej kolumny, który potwierdza, że producent jest dumny z tej współpracy.

Jeśli jesteśmy już przy pleckach głośników, to w ich górnej części znajdziemy tunele bass reflex o dużej średnicy. Warto mieć na uwadze, że tunele w tylnej części głośników wymuszają na użytkowniku odsunięcie ich nieco od ściany, przez co potrzebujemy dodatkowego miejsca (choć można poradzić sobie z tym problemem domowymi metodami wygłuszającymi). I o ile pasywny głośnik ogranicza się do wspomnianej tabliczki i złącza na kabel połączeniowy z aktywną kolumną (4-pinowy w stylu XLR), tak już aktywny kryje zdecydowanie więcej atrakcji. Znajdziemy tu dodatkowo dwa złącza RCA, jedno coaxial, jedno optyczne Toslink, przełącznik Power, gniazdo zasilające oraz sporych rozmiarów, 8-żebrowy radiator. Warto dodać, że wtyki kabla łączącego kolumny są przykręcane, a sam 2-metrowy przewód zabezpieczono grubym i trwałym oplotem (ale też bardzo sztywnym).

​

Niestety producent nie chwali się szczegółami komponentów umieszczonych pod maską, można jednak wspomnieć jeszcze, że średnica głośnika wysokotonowego wynosi 1,1 cala, a 5,25-calawo jednostka obsługuje średnie i niskie tony. Poza tym, w zestawie znajdziemy pilot, ale ten jest rozczarowujący jak na tej klasy produkt, ponieważ jest to bardzo prosta plastikowa konstrukcja z kilkoma płaskimi przyciskami, która pozwala jedynie na regulację głośności i wybór źródła (te przełączać możemy też z poziomu aktywnej kolumny, wciskając gałkę od głośności) - nie umożliwia nawet regulacji tonalnej. Na szczęście bez zarzutu działa łączność Bluetooth 4.0, która dostępna jest w nowej wersji tych głośników (z plusem na końcu nazwy), aczkolwiek zdaje się, że zabrakło wsparcia dla kodeków Apt-X lub Apt-X HD, które zniwelowałyby ewentualne straty jakości przy transmisji bezprzewodowej. Nie pogardzilibyśmy też portem USB czy slotem na kartę pamięci, ale mimo wszystko głośniki charakteryzują się wysoką funkcjonalnością i możemy podłączyć się do sporej ilości źródeł - od dedykowanych odtwarzaczy, przez komputery, po telefon (w tym i bezprzewodowo).

 

Komentarze do: Test głośników HiVi Swans M200MKIII+. Sprawdzamy zestaw 2.0 z górnej półki