TP-Link Archer C1200 - recenzja routera dla mniej wymagających

TP-Link Archer C1200 - recenzja routera dla mniej wymagających

Konfiguracja routera Archer C1200 przebiega praktycznie identycznie, jak to miało w miejsce w przypadku Archera C3150. Oznacza to, że jest bardzo intuicyjna i bezproblemowa, więc poradzą sobie z nią nawet największe beztalencia. Tym bardziej że producent prowadzi nas za rączkę i pozwala nam wybrać jeden z dwóch sposobów wstępnej konfiguracji urządzenia: tradycyjny z wykorzystaniem przeglądarki internetowej (w tym celu musimy zalogować się pod adresem 192.168.0.1 lub alternatywnie tplinkwifi.net) lub też z wykorzystaniem aplikacji mobilnej TP-Link Tether, która dostępna jest dla urządzeń z systemem Android oraz iOS (router posiada wbudowany serwer DHCP i dystrybuuje 2 zabezpieczone sieci w pasmach 2,4 GHz i 5 GHz). Poza tym TP-Link zadbał o wsparcie dla języka polskiego, a w razie jakichkolwiek wątpliwości możemy liczyć na przydatny system pomocy. Ponownie jednak muszę przyczepić się do faktu, że w trakcie konfiguracji nie jesteśmy pytani, czy chcemy sprawdzić dostępność aktualizacji firmware i musimy zrobić to samodzielnie.

Wspomniana aplikacja TP-Link Tether pozwala nam także uzyskać podgląd sieci i połączonych z nimi klientów oraz zawiera większość podstawowych i część zaawansowanych narzędzi (do codziennej kontroli naszego routera w większości przypadków okaże się w pełni wystarczająca), ale jest wyraźnie okrojona w stosunku do oprogramowania udostępnionego na komputerach, więc w omawianiu software'u bazować będziemy właśnie na PC. Mimo cięć i tak uznać należy ją za duży plus, tym bardziej że smartfon praktycznie zawsze mamy pod ręką, dzięki czemu możemy szybko sprawdzić potrzebne nam informacje czy ustawić istotne w danym momencie funkcje, np. z zakresu kontroli rodzicielskiej, kiedy potrzebujemy szybko odciąć naszej latorośli dostęp do sieci.

Dodatkowo apka pochwalić może się ładnym przejrzystym stylem graficznym, intuicyjnym interfejsem i przeważnie logicznie pogrupowanymi opcjami. Zresztą to samo tyczy się oprogramowania dostępnego z poziomu przeglądarki internetowej, gdzie dodatkowo całość podzielono na 3 zakładki: Szybka konfiguracja - przeprowadzana na wstępie, Podstawowe - dedykowana osobom, które nie chcą zagłębiać się w najbardziej zaawansowane opcje konfiguracji routera oraz "Zaawansowane" - skierowana do doświadczonych użytkowników oczekujących pełnej kontroli i rozszerzonych funkcji. Osobno, po prawej stronie, wydzielono też 3 przyciski: Reset, Wyloguj i Diody - ten ostatni pozwala szybko wyłączyć diody informacyjne (szkoda, że zabrakło tej funkcji na samym routerze, choćby w formie dodatkowego przycisku).

Samo oprogramowanie to w dużej mierze powtórka tego, co opisywałem przy okazji testu Archera C3150, aczkolwiek odnotujemy tu pewne zmiany (części opcji brakuje, a pojawiają się inne), na których się tu skoncentruję, a po resztę informacji odsyłam do recenzji poprzedniego routera TP-Linka pod TEN adres. Różnic nie jest tak dużo, jak mogłoby się wydawać (mamy przecież do czynienia z blisko 4 razy tańszym produktem) i choć pewne (i to dość istotne) cięcia poczyniono, to zdziwiło mnie, że niektóre z funkcji są nawet bardziej rozbudowane. I tak, w zakładce Stan znajdziemy nie tylko podstawowe informacje na temat wszystkich sieci (w tym dla gości), ustawień LAN czy Internetu, ale również o urządzeniach USB czy użyciu zasobów (procesora i pamięci). W ustawieniach Sieci bezprzewodowych znajdziemy zdecydowanie mniej opcji i brakuje choćby harmonogramu, który pozwalał wybrać przedziały czasu, w których sieć bezprzewodowa ma być automatycznie wyłączana. Niestety nie uświadczymy tu także Smart Connect, ponieważ Archer C1200 nie obsługuje tej jakże przydatnej technologii (w dużym skrócie polega ona na automatycznym doborze częstotliwości, kanału i jego szerokości tak, byśmy zawsze otrzymywali połączenie jak najlepszej jakości).

I o ile ustawienia związane z USB czy przekierowywaniem portów pozostały praktycznie nieruszone, tak kolejne cięcia widać w opcjach związanych z kontrolą rodzicielską oraz QoS. W tych pierwszych zabrakło określania poziomu filtra ze względu na wiek i konkretne typy treści i tym razem nasze możliwości jako rodziców są zdecydowanie uboższe - możemy jedynie określić czas dostępu do sieci wybranych urządzeń oraz przypisać wybrane domeny do białej lub czarnej listy (tutaj możemy dodać także kluczowe słowa, takie jak np. porno). W QoS możemy zaś jedynie określić limity wysyłania i pobierania oraz przypisać dane urządzenia do grupy o priorytecie wysokim, średnim lub niskim (każdy z progów możemy regulować procentowo, choć nie mamy pełnej swobody). Podobnie ma się też sprawa z Zabezpieczeniami, gdzie co prawda wciąż otrzymujemy wbudowaną zaporę sieciową (typu SPI) z możliwością ochrony DoS czy kontrolę dostępu dla wybranych urządzeń (możemy przypisywać je do czarnej i białej listy), ale pożegnaliśmy się z opcją wiązania IP z MAC (pozwala zwiększyć bezpieczeństwo przed atakami ARP) i antywirusem korzystającym z baz Trend Micro, który oferował naprawdę efektywny filtr szkodliwych treści.

Wśród nowych opcji warto jednak wspomnieć o przydatnym trybie nocnym, dzięki któremu możemy ustawić ramy czasowe wygaszenia podświetlonych elementów routera. Jeśli zaś miałbym się czegoś czepiać, to mógłbym także wspomnieć o braku wsparcia dla alternatywnego software’u typu DD-WRT, ale tego akurat często brakuje w wielokrotnie droższych routerach (jak choćby Archer C3150), a w oczy kłują pojawiające się tu i ówdzie nieprzetłumaczone kwestie (te są jednak naprawdę sporadyczne). Generalnie jednak oprogramowanie zasługuje na pochwały i jak na sprzęt tej klasy oferuje naprawdę sporo opcji konfiguracji. Poza tym jest intuicyjne w obsłudze i większość funkcji zapisuje się względnie szybko (niektóre wymagają resetu, co już trwa zdecydowanie dłużej). Przydatnym rozwiązaniem jest także TP-Link Cloud, gdzie po powiązaniu routera z chmurą otrzymujemy zdalny dostęp do urządzenia oraz jego monitoring.

Komentarze do: TP-Link Archer C1200 - recenzja routera dla mniej wymagających