Nie taki Vampyr straszny - recenzja gry

Nie taki Vampyr straszny - recenzja gry

Jeśli podobnie jak ja z niecierpliwością wyczekiwaliście premiery gry Vampyr i zdążyliście się już zapoznać z pierwszymi opiniami na temat tej produkcji, to możecie poczuć się mocno rozczarowani, ponieważ duża część recenzji głównie krytykuje najnowsze dzieło francuskiego Dontnod. Ja mimo wszystko postanowiłem dać temu tytułowi szansę i mam bardzo ambiwalentne odczucia, ponieważ z jednej strony mogę zgodzić się z większością zarzutów kierowanych w stronę Vampyra, z drugiej zaś pochłonął mnie on na tyle, że przez ostatni tydzień zapomniałem nie tylko o innych grach, ale i wielu obowiązkach. Dlatego też spróbuję przekonać Was, że tytuł ten zasługuje na uwagę i warto dać mu szansę.

Nowa gra Dontnod od samego początku kreowana była na duchowego spadkobiercę takich kultowych produkcji jak Vampire: The Masquerade - Redemption i Bloodlines, co wynikało z dość prostego skojarzenia z wampirami stanowiącymi główną oś tych tytułów. W gruncie rzeczy Vampyra łączy jednak z tytułami Activision jedynie przynależność gatunkowa oraz wspomniana tematyka, ale trudno uciekać od takich porównań, szczególnie jeśli gracze są spragnieni tego typu klimatów (albo krwi :)). Przecież aż dziw bierze, że po fali ogromnej popularności, jaką w popkulturze przeżywały wampiry (choćby za sprawą serialu True Blood czy sagi Zmierzch), krwiopijcy rzadko pojawiali się w grach i z dużych tytułów z ostatniej dekady, które warte były uwagi, przypominam sobie jedynie Castlevania: Lords of Shadow i jej sequel.

Dontnod  niejednokrotnie pokazało już, że potrafi robić interesujące gry, jak będzie tym razem?

Nie taki Vampyr straszny - recenzja gry

Nic więc dziwnego, że Vampyr od początku rozbudzał wyobraźnię i dawał nadzieję na solidną pozycję, która zamiast przedstawiać wampiry jako wymuskane romantyczne nastolatki w wersji emo, stawia na klasyczny stokerowski mit stworzeń nocy. Dontnod  pokazało już natomiast, że potrafi robić interesujące gry, bo choć Remember Me nie spełniło wszystkich pokładanych w nim nadziei, to już Life is Strange wyraźnie je przebiło. Tak czy inaczej, twórcy po części sami zrobili swojemu nowemu dziecku krzywdę, prezentując na materiałach przedpremierowych głównie dość drętwą walkę, a Wampir to RPG z krwi i kości, gdzie największej czasu spędzamy na dialogach i eksploracji, a jego największym atutem wydaje się właśnie klimat. Poza tym mocno na wyrost okazały się też obietnice nieskrępowanego wyboru i konsekwencji każdej decyzji, ale dojdziemy jeszcze do tej kwestii. Czy zatem Vampyr jest tak zły, jak go malują, czy też może pod warstwą kilku niezrozumiałych designerskich decyzji i przeciętnej  warstwy technicznej kryje się ciekawa gra dla fanów mrocznych klimatów?

Nie taki Vampyr straszny - recenzja gry

Komentarze do: Nie taki Vampyr straszny - recenzja gry