Niedrogi SSD - test Kingston UV400 480 GB

Niedrogi SSD - test Kingston UV400 480 GB

Użytkownicy komputerów są skazani na zakup coraz bardziej pojemnych magazynów danych. Powodem jest to, że gry oraz aplikacje potrzebują coraz więcej przestrzeni dyskowej. Rozwój technologii dysków SSD sprawił, że zakup nośnika o pojemności 500 GB nie jest już nieosiągalny. Można go już nabyć już za około 650 zł. Dla wielu z nas jest to cena z kosmosu, jednak najbardziej wymagający użytkownicy często nie zwracają uwagi na ten aspekt. Oferta tak pojemnego nośnika półprzewodnikowego jest skierowana dla osób, które często używają wielu aplikacji na raz. Pewne jest to, że jeśli taka osoba zakupi SSD a z niewiadomych powodów ulegnie on uszkodzeniu to kupi on ponownie produkt wykonany w tej technologii a nie starszy HDD. Czasy ładowania aplikacji są dużo krótsze. Praca na komputerze wyposażonym w magazyn danych wykorzystujący pamięci flash z natury jest dużo bardziej przyjemna. Wiadomo nie od dziś, że technologia dysków talerzowych zostanie wyparta przez SSD. Produkty półprzewodnikowe niestety rozwijają się już pewien czas, ponieważ technologia ich wytwarzania jest droga oraz sukcesywne zwiększanie ich pojemności wiąże się z kosztownymi badaniami nowych technologii. Ten artykuł skierowany jest do najbardziej wymagających użytkowników lub też osób, które pragną większość swoich danych przechowywać na nośniku półprzewodnikowym. Ostatnimi czasy miałem przyjemność przetestować nośnik o pojemności powyżej 256 GB. Jeśli jesteś ciekaw jak sobie poradził kliknij. Dziś na moje biurko trafił Kingston UV400 480 GB - jest to nośnik w niewygórowanej cenie przy tym oferuje dość pokaźną pojemność. Jeśli jesteś ciekaw jak poradził sobie w testach przedstawiciel czerwonych koniecznie przeczytaj całość materiału.

Ten artykuł skierowany jest do najbardziej wymagających użytkowników lub też osób, które pragną większość swoich danych przechowywać na nośniku półprzewodnikowym.

Przy kupnie dysku SSD pod system, jak również gry i aplikacje, szczególną uwagę zwracamy przede wszystkim na cenę zakupu nośnika o danej pojemności. Wersje 240-256 GB wydają się najbardziej uniwersalne, jeśli chodzi o ilość przestrzeni użytkowej w odniesieniu do ceny zakupu. Stąd też taki, nie inny dobór modeli do zestawienia. Kolejną, nie mniej ważną, kwestią jest wydajność operacyjna osiągana na małych plikach, czyli zapis/odczyt 4-512 kB, bowiem to właśnie ten czynnik sprawia, że SSD-ki deklasują mechaniczne odpowiedniki.  Warto również zadbać o synchroniczne kości pamięci, które są sporo wydajniejsze od kości asynchronicznych. Dodatkowo, sugeruję przeanalizować ilość możliwych operacji wejścia/wyjścia IOPS oraz maksymalne wartości odczytu i zapisu sekwencyjnego, aczkolwiek należy przy tym pamiętać, że producenci lubią koloryzować rzeczywistość, podając często odczyt szczytowy zamiast uśrednionego, a to ma się nijak do realnego użytkowania.

Nośniki często opisane są także poprzez żywotność, zwaną inaczej deklarowanym okresem bezawaryjnej pracy (MTBF). Ponownie nie sztuką jest znaleźć dysk o wysokim współczynniku MTBF. Często jednak długa deklarowana żywotność nie idzie w parze z równie długą gwarancją. Producent obiecuje, dajmy na to, milion godzin bezproblemowego działania, ale małym druczkiem dokłada informację o ciasnym limicie zapisu danych, którego przekroczenie skutkuje utratą gwarancji. Niechlubny prym wiodą w tej kategorii właśnie najtańsze modele oparte na pamięciach TLC. Ostatnią, moim zdaniem, istotną sprawą jest oprogramowanie układowe. Historia pokazała, że wiele SSD-ków miało liczne problemy tytułem wadliwego firmware'u. Wybierając produkt dla siebie, warto przeczesać Internet w poszukiwaniu ewentualnych skarg pod adresem softu, by potem uniknąć nieprzyjemności.

Pokaż / Dodaj komentarze do: Niedrogi SSD - test Kingston UV400 480 GB

 0