Recenzja ​​​​​​​Crackdown 3, czyli jak nie robić ekskluzywów

Recenzja ​​​​​​​Crackdown 3, czyli jak nie robić ekskluzywów

Crackdown 3 to gra, na którą tak naprawdę nikt nie czekał, bo tytuł ten od początku nie zachwycał, gdyż pierwsze prezentacje przypominały raczej produkcję z poprzedniej generacji niż tytuł zmierzający na Xbox One (i PC). Dziwi również fakt, że mimo ogromnych trudności developerów z pracami nad Crackdown 3, który spowodowały opóźnienie debiutu aż o trzy lata (datę premiery przesuwano przynajmniej cztery razy), Microsoft nie zdecydował się na skasowanie tego projektu, który nie miał potencjału na duży hit, a jedynie solidną grę akcji z pazurem w multiplayerze, głównie za sprawą destrukcji otoczenia. Tym bardziej, że gigant z Redmond wcześniej lekką ręką kasował swoje ekskluzywy, wrzucając do kosza ciekawiej zapowiadające się gry, takie jak Scalebound od PlatinumGames czy Fable Legends. Być może właśnie z tego powodu czy braku gier na wyłączność zdecydowano, że Crackdown 3 musi mimo wszystko trafić do graczy. Nie muszę chyba jednak tłumaczyć, że gra (która jeszcze przed premierą zyskała miano Crapdown) nie stanowi najlepszej wizytówki dla konsoli Xbox One i platformy Windows 10, a nie ma też startu do tytułów na wyłączność wypuszczanych przez Sony na PS4. Czy jednak warto dać jej szansę i pod szatą głupkowatej i odtwórczej produkcji z otwartym światem kryje się coś więcej? Sprawdźmy.

Czy warto dać Crackdown 3 szansę i pod szatą głupkowatej i odtwórczej produkcji z otwartym światem kryje się coś więcej?

Warto przypomnieć, że pierwszy Crackdown ukazał się 12 lat temu na konsoli Xbox 360 i zebrał solidne oceny, a sprzedaż przekroczyła oczekiwania twórców, ale trzeba uczciwie przyznać, że mocno pomogło w tym względzie dołączanie kodów na beta testy niezwykle wyczekiwanego Halo 3 (śmiano się nawet, że Crackdown stanowi jedynie dodatek do bety multiplayera nowego Halo). To przekonało Microsoft, że warto wyłożyć pieniądze na kontynuację, ale Crackdown 2 z 2010 roku okazał się być zdecydowanie słabszym tytułem, przygotowanym w pośpiechu i bez większego pomysłu, dlatego też marka została uśpiona na dłuższy czas. Włodarze z Redmond postanowili jednak ją odkurzyć na obecnej generacji konsol, tym bardziej że przez lata Xbox nie doczekał się zbyt wielu mocnych serii na wyłączność, a ile można eksploatować Halo, Gears of War czy Forzę. Zdecydowano się więc sięgnąć po Crackdown, bo przecież gry z otwartym światem cieszą się ogromnym wzięciem, a jeśli dorzucimy do tego niemal nieograniczoną rozwałkę, postaci, których umiejętności nie odstają praktycznie od superbohaterów oraz luzackie podejście do rozgrywki i historii, to otrzymujemy gotowy przepis na sukces, prawda? Niekoniecznie.  

Recenzja gry Spider-Man na PS4 – nie bój się pająków!

Pokaż / Dodaj komentarze do: Recenzja ​​​​​​​Crackdown 3, czyli jak nie robić ekskluzywów

 0