TP-Link Archer MR400 - recenzja zaawansowanego routera 4G

TP-Link Archer MR400 - recenzja zaawansowanego routera 4G

Jeśli chodzi o design, to obyło się bez zaskoczenia, ponieważ TP-Link skorzystał tu z identycznej obudowy jak w modelach MR200 czy TL-MR6400. Taki recykling nie jest niczym nowym w przypadku tego producenta, a sama konstrukcja prezentuje się elegancko, więc nie ma się co czepiać. Sprzęt zapakowano w karton typowy dla TP-Linka, choć warto zaznaczyć, że otrzymana przez nas wersja 1.0 doczekała się odświeżonej szaty graficznej opakowania. W środku znajdziemy wszystko co niezbędne, czyli router, dwie odkręcane anteny mocowane na gniazda RP-SMA, przewód ethernetowy, broszury informacyjne i instrukcję obsługi, zasilacz oraz dwa adaptery na kartę SIM (jeden z rozmiaru nano, drugi micro), które można uznać za miły dodatek (dobrze, że producent o tym pomyślał, bo zapewne mało kto posiada już kartę SIM w standardowym rozmiarze). Domyślne hasło i nazwę sieci znajdziemy na spodzie routera, ale szkoda, że producent nie zdecydował się na osobną kartę z tymi danymi, gdzie w przypadku modelu C3150 nie było tej niedogodności.

Otrzymujemy więc router o podstawie prostokąta i delikatnie łukowatej linii wierzchniej części. W centralnym punkcie umieszczono logo firmy, a poza płytką znamionową, znajdującą się pod spodem, nigdzie nie uświadczymy oznaczenia modelu. Całość wykonano z twardego plastiku i o ile wierzch otrzymał wykończenie fortepianową czernią, tak cała reszta obudowy korzysta z matowego tworzywa (w tym samym kolorze). Nie jest to najbardziej praktyczne rozwiązanie, ponieważ błyszczący plastik ma tendencję do bardzo łatwego rysowania się oraz szybkiego zbierania kurzu i odcisków palców, a do tego nie jest też łatwy w czyszczeniu. Trzeba jednak przyznać, że nadaje to routerowi eleganckiego charakteru, przez co nie musimy go chować za meblami czy w szczelinach, gdzie jest mało widoczny (a odbija się to także niekorzystnie na sile sygnału), tylko możemy eksponować go na widoku bez obawy o utratę walorów estetycznych.

Stylowo wyglądają także diody informujące o statusie urządzenia, ukryte wzdłuż dolnej krawędzi routera. Te podświetlane są na biało (iluminacja mogłaby być nieco bardziej równomierna) i oferują wskaźnik zasilania, połączenia z Internetem, połączenia 3G/4G, Wi-Fi, Ethernet, a całości dopełnia wskaźnik siły sygnału sieci mobilnej. Boki nie skrywają żadnych ciekawych elementów (nie znajdziemy tu nawet otworów wentylacyjnych), a niewiele dzieje się także na spodniej części urządzenia, ponieważ znajdziemy tu tylko dwie nóżki unoszące przód routera oraz otwory pozwalające na mocowanie sprzętu na ścianie. Brak jakichkolwiek podkładek antypoślizgowych nie stanowi problemu, ponieważ router jest zdecydowanie i cięższy od typowych stacjonarnych konstrukcji tego typu i zachodzi mniejsze ryzyko przesuwania się sprzętu przez przypadkowe pociągnięcia kabla, itp. Brak wentylacji również nie jest w jakikolwiek sposób odczuwalny, ponieważ Archer MR400 nie ma tendencji do zbytniego nagrzewania się.

Tył sprzętu kryje wiele istotnych elementów. Zacznijmy od 4-portowego przełącznika LAN, z czego jedno ze złącz robić może także za WAN (mały minus za brak wyodrębnienia go innym, np. niebieskim kolorem), więc w razie konieczności Archer MR400 może bez większych problemów dystrybuować tradycyjny szerokopasmowy Internet. Niestety, wszystkie te porty obsługują jedynie do 100 Mb/s, co przy routerze z tej półki cenowej wydaje się być pewnym nieporozumieniem. Zdaję sobie sprawę, że jest to model, który wykorzystywać mamy głównie do sieci LTE, niemniej jednak gigabitowe porty na pewno zwiększyłyby jego uniwersalność. Znajdziemy tu również slot na kartę SIM, przycisk Power, złącze zasilające i przyciski WPS/Reset oraz do aktywowania i wyłączenia Wi-Fi. Całości dopełniają zaś dwa gniazda RP-SMA na dołączone do zestawu anteny w kształcie płaskich łopatek. Same odkręcane anteny zaliczyć trzeba na plus, ale okazuje się, że te wykorzystywane są przez modem LTE, a nie moduł Wi-Fi, i te dedykowane sieciom bezprzewodowym zostały ukryte wewnątrz routera, co nie wróży najlepiej sile sygnału (sprawdzimy to jednak w testach). Po raz kolejny, w tej cenie oczekiwać można było dwóch dodatkowych anten, które rozwiązałyby potencjalny problem. Sporym pominięciem jest również brak jakiegokolwiek portu USB, nawet w standardzie 2.0.

TP-Link Archer MR400 to solidny produkt, który nie ma żadnych większych wad w zakresie wykonania. Wykorzystane tworzywa nie budzą zastrzeżeń, jeśli chodzi o trwałość (choć wspomniałem już o przypadłościach błyszczącego plastiku), ale oczekiwać można było tu nieco bardziej szlachetnych materiałów. Poszczególne elementy są ze sobą bardzo dobrze spasowane, ale ściskanie prawego narożnika routera ujawnia lekkie trzeszczenie konstrukcji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że sprzęt ładnie prezentuje się na biurku czy innych meblach, przez co nie powinien gryźć się z innymi elementami wystroju pomieszczenia (pomaga w tym także czarny kolor i nienachalna stylistyka). Nie jest to może jakiś designerski produkt, ale mimo wszystko zasługuje na pochwałę w tym aspekcie.

Komentarze do: TP-Link Archer MR400 - recenzja zaawansowanego routera 4G