Czy odświeżone wersje konsol mają rację bytu? - Spojrzenie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

Czy odświeżone wersje konsol mają rację bytu? - Spojrzenie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

W temacie konsol stacjonarnych coś przełomowego bez wątpienia wisi w powietrzu. Tego możemy być absolutnie pewni. Jaką ostatecznie formę obiorą roboczo nazwane Nintendo NX, PlayStation 4 NEO i Xbox Next i czy będzie to krok w dobrą bądź złą stronę? Czas pokaże i zweryfikuje już prawdopodobnie na tegorocznych targach E3, za 5 tygodni. Czy uda się usunąć wszystkie bolączki obecnej generacji, czy też będziemy mieli do czynienia z tymczasowym rozwiązaniem i unikaniem nieubłagalnego końca konsol? Czy może wreszcie konsole przestaną egzystować w wieloletnich cyklach generacyjnych, będąc kulą u nogi twórców gier. W poniższym tekście niekoniecznie znajdziecie definitywne odpowiedzi na te pytania, niemniej jednak postarałem się uwypuklić pewne podobieństwa do przeszłych generacyjnych zawirowań w branży i zarsyować szerszą perspektywę potencjalnej przyszłości.

 

Przydługa idylla jednej generacji oznacza nędzę kolejnej.

Ubiegła generacja trwała wyjątkowo długo, a ceną tej długowieczności  było w pewnym momencie zatrzymanie rozwoju. Oczywiście przez długi czas przekładało się to na obfitość różnorakich produkcji, ale myślę, że 2-3 ostatnie lata Xboksa 360 czy PS3 wprawiły developerów w marazm związany z liczbą technicznych kompromisów związanych z leciwością architektury wysłużonych już wtedy konsol. 8 lat od momentu premiery Xboksa 360 to anomalia w świecie gier, gdy zazwyczaj cykl generacyjny wynosił około lat 5. Dlatego też oczekiwania względem generacji ósmej były takie wygórowane - miała być przecież istnym wybawieniem po wielu latach stagnacji gier multiplatformowych ze względu na obniżanie technologicznego pułapu do najmniejszego wspólnego mianownika. Ósma generacja miała być remedium na ten impas - wszak producenci konsol mieli ciekawe na nią pomysły (jeśli nie troszkę kontrowersyjne)...ale jedynie w teorii, bo w praktyce niezwykle przeliczyli się w kwestii hardware'u jaki umieścili w swoich maszynkach.

Obecnie w przypadku Xbox One (i w trochę mniejszym stopniu PS4) osiągnięcie 1080p w wielu przypadkach to nie lada wyczyn okupiony wieloma innymi cięciami graficznymi - w tym czasem dynamicznym skalowaniem rozdzielczości bądź tricków w styli rekonstrukcji uprzednio wyrenderowanych ramek obrazu by podbić rozdziałkę. Nawet 30 klatek często nie jest gwarantowane przez developerów. Istnieje owszem pewna ilość gier osiągających Full HD i 60fps ale rzadko są to silniki graficzne skrojone na miarę nowej generacji, a bardzo często produkcje w tzw. rozkroku międzygeneracyjnym.

Ten deficyt mocy potwierdza tylko tezę, że PS4 i Xbox One w obecnym kształcie powinny ukazać się albo 2 lata wcześniej, albo być potężniejsze na starcie. Szczególnie gdy karty starsze niż owe konsole regularnie je przeganiały w wydajności. Najbardziej dobitnym tego przykładem była gra Watch Dogs z 2014 r., a propos której Youtube'owy kanał LinusTechTips wykonał test osiągów przy użyciu  pięcioletniej już wtedy (!) karty GeForce GTX480 - aby osiągnąć rozdzielczość 792p i 30fps (czyli ekwiwalent tego, co oferował Xbox One), wymagało to aż podkręcenia procesora graficznego w dół z 700Mhz do 405Mhz! Z kolei przy nieznacznym jedynie overclockingu udało się aż podwoić liczbę klatek.

Oczywiście jest to tylko jeden, wyizolowany i nie w pełni reprezentatywny przykład, ale generalnie morał z niego wynikający jest bardzo klarowny - już od samego początku konsole te były technologicznie przestarzałe i nie były w stanie rywalizować nawet ze starszymi od siebie konfiguracjami pecetów z podobnej półki. Nie znaczy to co prawda, że nie można znaleźć na Xbox One czy PS4 gier o atrakcyjnej oprawie graficznej. Jednak, o ile w mniejszym lub większym stopniu można zawsze oczekiwać jakiejś pomniejszej optymalizacji wraz z biegiem czasu, to już teraz widać jak na dłoni, że przy obecnym stanie rzeczy na cuda nie ma co liczyć. Dwa i pół roku po swoich premierach, tak PS4 jak i Xbox One zostały brutalnie obnażone, a ich słabości widać jak na dłoni. Na dodatek wygląda, że w znacznej mierze ich potencjał - jeśli kiedykolwiek można było o czymś takim mówić - został już wykorzystany, bez większego pola do manewru co do graficznej ewolucji. Z drugiej strony np. Xbox 360 w momencie premiery oferował specjalny graficzny układ Xenos, który był jednym z najlepszych GPU dostępnych na rynku w relacji cena/jakość i nawet zdołał wyznaczyć nowe graficzne standardy grami pokroju Gears of War, a w trakcie trwania ówczesnej generacji gry potrafiły przejść nie lada wizualną metamorfozę.

Gears of War (2006) - pierwsza gra na Unreal Engine 3 i pokaz graficznych możliwości Xboksa 360. Ciekawostka: gdyby nie lobbowanie ze strony Epic Games, to konsola Microsoftu miałaby prawdopodobnie słabszą specyfikację.
Jakub Krawczyński
Jakub Krawczyński Redaktor

Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Zgłoś autorowi błąd na stronie

Komentarze


Ładuję...