Hideo Kojima - wizjoner, a może (nie)zwykły szarlatan?

Hideo Kojima - wizjoner, a może (nie)zwykły szarlatan?

Przedsiębiorca, twórca gier wideo, projektant, reżyser, scenarzysta. Król mediów społecznościowych. Posiadacz dwóch rekordów Guinessa - za największą liczbę fanów na Twitterze oraz Instagramie wśród reżyserów gier wideo. Dla jednych wizjoner, dla innych szarlatan. Według mnie zdecydowanie to pierwsze i tej tezy będę bronił w poniższym tekście.

Kojima przychodzi na świat 24 sierpnia 1963 roku, w Tokio. W dzieciństwie większość czasu spędza samotnie, najczęściej w towarzystwie włączonego telewizora. Marzy o rozwoju w kierunku artystycznym, ale zniechęcają go japońskie normy społeczne oraz historia wujka ilustratora, który ledwie wiąże koniec z końcem. W końcu zaczyna pisać i wysyłać opowiadania do japońskich czasopism. Te nie chcą publikować jego prac. Gdy Kojima opowiada o tym po latach, twierdzi, że były zbyt długie. W magazynach drukowano przeważnie historie liczące około 100 stron, a te jego autorstwa były przeważnie czterokrotnie dłuższe. W młodzieńczych latach myśli też o karierze reżysera filmowego.

Hideo Kojima, zanim zajął się tworzeniem gier wideo, myślał o karierze ilustratora, artysty, pisarza oraz reżysera filmowego. Koniec końców został po trosze każdym z nich.

W końcu próbuje dostać się do raczkującej jeszcze branży gier wideo. Inspiruje go do tego między innymi sukces Super Mario Bros. Przez jakiś czas nie może się przebić ze swoimi pomysłami. Ostatecznie znajduje angaż w firmie Konami. Początkowo nie jest do końca zadowolony. Wolałby pracować przy konsoli Famicom niż przy 8-bitowych komputerach MSX. Poza tym odbija się ze swoimi koncepcjami gier wideo jak od ściany, ponieważ nie potrafi programować. Rozważa rozstanie z Konami, ale daje sobie jeszcze trochę czasu.

Cierpliwość popłaca

I całe szczęście, bo gdyby w tamtym okresie nie wykazał się cierpliwością, być może nie zrobiłby kariery, o której dyskutują dziś miliony graczy. Kojima jeszcze przez jakiś czas przebijał się w szeregach Konami. Zaczął jako asystent reżysera w pracach nad Penguin Adventure. Później samodzielnie stworzył Lost World, ale szefostwo Konami odrzuciło grę. Potem były jeszcze Metal Gear na MSX2 i NES-a, Snatcher na NEC PC-8801 i MSX2, SD Snatcher i Metal Gear 2: Solid Snake na MSX2 oraz Policenauts na NEC PC-9821. 

Nie zawsze było kolorowo. Czasem Kojima musiał przełykać gorzką pigułkę. Na przykład wtedy, gdy przełożeni zmusili go do usunięcia całego końcowego epizodu w Snatcherze. Jednak w końcu, w 1998 roku, doszło do punktu zwrotnego, który odmienił losy Kojimy i - zachowując wszelkie proporcje - branży gier wideo. Chodzi oczywiście o premierę Metal Gear Solid na PlayStation. Gra ukazała się na całym świecie i z miejsca zyskała status przeboju. 6 milionów sprzedanych egzemplarzy to - jak na tamte czasy i tytuł wydany tylko na jedną platformę - świetny wynik.

 Prawdopodobnie trwają prace nad Metal Gear Solid Remake

W Metal Gear Solid Kojima forsował dalej pomysł z pierwszego Metal Geara, polegający na przeniesieniu akcentów z akcji na skradanie i cichą eliminację przeciwników. Gracze pokochali tę formułę. Nie była to ani pierwsza, ani ostatnia nieszablonowa decyzja Japończyka. W przyszłości Hideo jeszcze wiele razy dał się poznać jako nietuzinkowy twórca. W kolejnych odsłonach Metal Gear Solid i w swojej ostatniej produkcji - Death Stranding - pokazał, że czego jak czego, ale kreatywności mu nie brakuje.

Głowa pełna pomysłów

Chyba właśnie kreatywność to cecha Kojimy, którą jego fani doceniają w szczególności. Japońscy twórcy gier wideo przeważnie odznaczają się nieszablonowym podejściem, ale Hideo nawet na ich tle wydaje się wyjątkowy. W swoich dziełach dał się poznać jako mistrz w puszczaniu oka do gracza i burzeniu czwartej ściany. Pytacie o argumenty? Proszę bardzo.

Czy ktoś - poza Kojimą - wpadł na to, by walka z bossem trwała całymi tygodniami? Tak miało wyglądać jedno ze starć w Metal Gear Solid 3. Ostatecznie Kojima zrezygnował z pomysłu, ale wymyślił coś innego. Jeśli gracz zapisał stan gry i wrócił do niej po ośmiu dniach (albo zmienił zegar w konsoli), okazywało się, że nasz przeciwnik... umarł ze starości.

Czy ktoś - poza Kojimą - wpadł na to, by boss w grze "czytał nam w myślach" i przewidywał nasze ruchy? Aby pokonać Psycho Mantisa w grze Metal Gear Solid, trzeba było w odpowiednim momencie przepiąć pada z jednego portu konsoli do drugiego.

Czy ktoś - poza Kojimą - wpadł na to, by ukryć na dyskietce komunikat, który będzie można odczytać dopiero wtedy, gdy gra rozgrzeje sprzęt do opowiedniej temperatury? I aby dyskietka zaczynała wówczas wydzielać zapach krwi? Taki pomysł pojawił się w głowie Japończyka podczas prac nad Snatcherem. Rozwiązanie było planowane, ale zrezygnowano z niego, ponieważ mogłoby być zbyt nieczytelne dla odbiorcy.

Owszem, wiele pomysłów Kojimy skończyło w szufladzie, ale to paradoksalnie świadczy o tym, jak ochoczo i sprawnie wychodzi on poza schematy. Poza tym część jednak udało mu się zrealizować. Prawdziwym festiwalem kreatywności jest ostatnia produkcja Hideo, która - podobnie jak wiele poprzednich - podzieliła graczy na zagorzałych entuzjastów i zniesmaczonych sceptyków.

Wdarcie kreatywności

Death Stranding pokazało, że Kojima to twórca jedyny w swoim rodzaju (dodajmy, że w pracach nad grą Japończyk pełnił rolę producenta, projektanta, scenarzysty i reżysera). Co takiego skłania mnie do takich wniosków? Po pierwsze - postapokaliptyczna opowieść o kurierze dostarczającym przesyłki w niebezpieczne miejsca, noszącym przy sobie sztuczny płód w kapsule i zabawny wiatraczek, który pozwala wykrywać postacie przypominające duchy (oczywiście to olbrzymie uproszczenie, ale na szczegóły zabrakłoby nam czasu). Wciągająca, przejmująca, wzruszająca, a od czasu do czasu potrafiąca też rozbawić.

Po drugie - tyle niecodziennych pomysłów reżyserskich, zaskakujących zwrotów akcji, pełnych życia i autentycznych (pomimo całkowitego braku realizmu) bohaterów, a do wszystko tak zgrane z obrazem i udźwiękowieniem, że Death Stranding można potraktować jako coś więcej niż grę. To dzieło popkultury, które nigdy nie wybrzmiałoby tak mocno w żadnym innym medium.

 Powstanie Death Stranding 2? O grze wspomina odtwórca głównej roli

Wreszcie po trzecie - Kojima pokazał, że w dalszym ciągu potrafi bawić się oklepanymi mechanizmami i wprowadzać do nich powiew świeżości, o który tak trudno w większości gier AAA. Niektórzy nazywają Death Stranding symulatorem kuriera, ale według mnie to czysta złośliwość i nieumiejętność docenienia kreatywnego podejścia do rozgrywki. Mozolne przemierzanie Stanów Zjednoczonych z wielokilogramowym bagażem na plecach w Death Stranding nie tylko zaskakuje, ale także daje swobodę, zmusza do myślenia i wprowadza w przyjemny trans, z którego później trudno się wyrwać. To, co łączy wszystkie powyższe elementy, to świeżość. Death Stranding było - i nadal jest - czymś zupełnie nowym w coraz bardziej kostniejącym świecie gier.

Nie wszystko złoto, co Kojimy

Oczywiście wszyscy krytycy Death Stranding mają prawo do swoich opinii. Jeśli jednak nie chcemy, aby gry zamknęły się na dobre w wyrobionych już, skrzypiących szufladach, nasza ostatnia nadzieja tkwi w takich twórcach, jak Kojima. Musimy dać im pracować. Zgadzam się z tym, że ich pomysły nie zawsze są trafione. Hideo także podejmuje błędne decyzje. Ale przede wszystkim nie obawia się zaskakiwać, iść pod prąd i wywoływać kontrowersji.

 Death Stranding: Director's Cut - zwiastun wyreżyserowany przez samego Kojimę. Zachęceni?

Nic dziwnego, że miłośnicy serii horrorów Silent Hill do dziś nie mogą przeboleć faktu, że Kojima rozstał się z Konami i przerwał prace nad jej kontynuacją, czyli Silent Hills (plotka głosi, że obecnie nad sequelem kultowej gry pracuje krakowskie studio Bloober Team). Jeśli chcecie poznać bliżej twórczość awangardowego Japończyka, powinniście natomiast zwrócić uwagę na Death Stranding: Director's Cut, które trafiło niedawno do sprzedaży. To specjalne wydanie, rozszerzone i ulepszone z myślą o PlayStation 5. 

Polecam też P.T., grywalne wprowadzenie do anulowanego Silent Hills, opracowane przez Kojima Productions. Je też wprawdzie wyrzucono do kosza, ale na pecetach da się je jeszcze - po lekkiej gimnastsyce - uruchomić. A ja sam czekam na zapowiedź kolejnej gry Kojimy. Nie bardzo wierzę, że jest nią tajemnicze Abandoned, ale kto wie...

 Abandoned to jednak nowy Silent Hill? Hideo Kojima rozbudził nadzieje

Pokaż / Dodaj komentarze do: Hideo Kojima - wizjoner, a może (nie)zwykły szarlatan?

 0