Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie

Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie

Sampel testowy dotarł do redakcji w czarnym kartonie o wymiarach 719 x 282 x 490 mm, który wyróżnia się przede wszystkim bardzo nietypowymi, pod kątem językowym, opisami. Pełną specyfikację techniczną przedstawiono w języku chińskim, specyfikację skróconą oraz politykę licencyjną - angielskim, informacje o producencie zaś - rosyjskim. Taki smaczek dla poliglotów. Do tego dochodzi kilka kolorowych zdjęć produktów i, co ważne, instrukcja wydobycia zawartości. Jest ona o tyle ważna, że monitor i akcesoria wciśnięto w styropianową wytłoczkę, ale niczego w żaden sposób nie przytwierdzono, na przykład taśmą klejącą. Otwierając opakowanie odwrotnie, nietrudno przypadkowo wysypać cały zestaw na ziemię. A jeśli już o akcesoriach wspomniałem, to producent przewidział ich naprawdę sporo. W skład zestawu wchodzą bowiem: całkiem przyzwoite kable DisplayPort oraz HDMI, plastikowa maskownica panelu portów wejścia-wyjścia, dwuelementowa podstawa (ramię i stopa), 65-watowy zasilacz zewnętrzny z oddzielnym kablem sieciowym, instrukcja szybkiego startu oraz nośnik optyczny z pełną wersją dokumentacji. Do jakości pakowania nie mam zastrzeżeń, choć wrzucony do niewspółmiernie dużej przegródki zasilacz potrafi poruszać się luzem po pudełku. Monitora jednak nie uszkodzi, wszak jest od niego odseparowany styropianem.

Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie

Złożenie urządzenia jest bajecznie proste i zajmuje tylko parę chwil. Wszystko co należy zrobić, to przytwierdzić ramię do obudowy monitora, przy użyciu mechanizmu zatrzaskowego, a następnie dokręcić stopę pojedynczą szybkośrubką, którą dla ułatwienia całego procesu zintegrowano z gwintem. Wygląd skompletowanego sprzętu jest kwestią gustu. Jedni uznają go za klimatycznie zawadiacki, drudzy - nazbyt futurystyczny. Mnie jednak Lenovo Y27g ewidentnie przypadł do gustu. Do wytworzenia obudowy producent wykorzystał nie najgorszej klasy tworzywo sztuczne. Miejscami jest ono porowate i bliskie czerni, a miejscami - grafitowe i gładkie w dotyku, przy czym widoczne centralnie wytłoczenie ma także fakturę a'la szczotkowane aluminium. Spasowanie poszczególnych elementów jest, powiedzmy, akceptowalne. Sama obudowa złożona jest niczego sobie, ale krawędzie nie dochodzą dokładnie do powierzchni matrycy. Ba, spokojnie można tam wcisnąć rożek karty kredytowej. W tym miejscu na pewno będzie zbierać się trudny do usunięcia kurz. Co do samej matrycy - kwestia preferencji, bo wprawdzie zastosowano powłokę antyodblaskową, ale jej powierzchnia wydaje się wyjątkowo gładka, a ekran dość chętnie odbija światło. Takie podejście gwarantuje zauważalnie lepszy kontrast wizualny, przy utracie komfortu w najbardziej nasłonecznionych pomieszczeniach.

Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie

Sterowanie składa się z sześciu przycisków, umieszczonych w prawym narożniku urządzenia, przy czym jeden z nich służy wyłącznie za POWER. Pięć pozostałych składa się na właściwy panel sterujący, umożliwiając zarazem kontrolowanie zasadniczej części menu ekranowego, jak i dostęp do skrótów. Ale o tym więcej w rozdziale poświęconym OSD. Na ten moment istotniejsze jest, że przyciski nie są niestety idealne, pod kątem sprzętowym. Moment aktywacji następuje wyjątkowo późno i wymaga przyłożenia nieco większej siły. Najpierw każdy przycisk wpada na 2 - 3 mm w obudowę, a dopiero potem akcja zostaje zarejestrowana. Nie działa to, delikatnie mówiąc, najlepiej. Niemniej tę wpadkę z nawiązką rekompensuje świetna podstawa. Ramię umożliwia podniesienie ekranu o 110 mm, obrót w obydwie strony o 25 st., a także zmianę kąta nachylenia w przedziale 35 st. Jednocześnie każdy mechanizm działa płynnie, a opory są przewidywalne w pełnym zakresie regulacji. Co więcej, grzechem byłoby mieć jakiekolwiek uwagi w zakresie stabilności, aczkolwiek w pierwszej chwili niska waga stopy może sugerować coś innego. Jedynie wygląd podstawy nie każdemu przypadnie do gustu, wszak producent zastosował tutaj dość futurystyczny dwójnóg. Wprawdzie nie uniemożliwia on dosunięcia monitora do ściany, jak trójnogi Acera, ale do mnie przynajmniej dwie rozciągające się po biurku plastikowe odnogi nie przemawiają.

Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie

Panel wejść-wyjść rozbito na dwie sekcje. Obie są umieszczone równolegle do matrycy, lecz w różnych miejscach, odpowiednio, na lewym boku i dole obudowy. Pierwsza część obejmuje dwa wyjścia USB 3.0 i analogowe audio, druga zaś - kolejne wyjście USB 3.0, wejście dla koncentratora, zaślepiony port serwisowy, HDMI 1.4, DP 1.4 oraz gniazdo zasilające. Świetnie jest widzieć wreszcie producenta, który pomyślał o ergonomii, nie umieszczając portów uniwersalnej magistrali szeregowej obok złącz obrazu, w miejscu na co dzień praktycznie niedostępnym. Ogólnie rzecz biorąc, ergonomia Lenovo Y27g stoi na bardzo wysokim poziomie, bo pamiętajmy jeszcze o rozkładanym uchwycie na słuchawki, widniejącym ponad bocznym I/O. Niektórym tylko nie spodoba się wspomniany już zewnętrzny zasilacz. Jego wymiary nie są duże, objętościowo porównywalne do dwóch klasycznych telefonów komórkowych pokroju Nokii 3100, ułożonych na sobie, ale zawsze to dodatkowy element do umieszczenia na blacie roboczym (lub pod nim). No i kwestię dyskusyjną stanowi także brak głośników. Wiem, że wbudowane audio niemalże nigdy nie dorównuje jakością nawet najtańszym i najbardziej podstawowym głośnikom zewnętrznym, jednak opcja zapasowa, dla graczy preferujących przede wszystkim słuchawki, byłaby niewątpliwie mile widziana. Tu jej, niestety, nie przewidziano.

Komentarze do: Test Lenovo Y27g – Zakrzywiony VA z NVIDIA G-SYNC w zachęcającej cenie