Wielki test myszek dla graczy: Dream Machines DM1 FPS

Wielki test myszek dla graczy: Dream Machines DM1 FPS

Jeśli wnikliwie śledzicie newsy ze świata gamingu, to być może odnotowaliście debiut myszki Gigabyte XM 300, niecałe dwa lata temu. Model ten był wyraźnie inspirowany legendarnym Death Adderem od Razera, który w pełni zasłużył na to miano i cieszy się opiniami jednej z najwygodniejszych “gryzoni” na rynku. Nic dziwnego, że szybko znalazło się wielu naśladowców, którzy bazując na sprawdzonej formie próbowali implementować dodatkowo swoje rozwiązania. XM 300 zyskała świetne recenzje i pochwały za udane wykorzystanie sylwetki pierwowzoru, precyzyjny sensor, wysoką jakość wykonania i, co najlepsze, atrakcyjną cenę. Gryzoń wciąż jest dostępny za około 180 złotych… czemu więc przepadł jakoś bez większego rozgłosu? Mam swoją tezę, którą Gigabyte zdaje się potwierdzać, wypuszczając nową serię zwaną Aorus. Idealny produkt potrzebuje jeszcze marketingu, a nazwa “XM 300” nie zapadnie w pamięć tak jak “Death Adder”, podobnie jak Gigabyte nie przestanie się kojarzyć z płytami głównymi i kartami graficznymi. Tak więc nowa myszka należy do nieco odseparowanej serii i nazywa się Aorus M3. Trzymamy kciuki by kolejny produkt był przynajmniej równie dobry, a nowa metka zapadła w pamięci graczy. Drugi czynnik zweryfikuje życie, a ten pierwszy przypadł mi. Żeby było ciekawiej, do gryzonia dołącza także podkładka AMP500. Zapraszam do lektury!

Autor: Kamil Zieliński

Specyfikacja Gigabyte Aorus M3

  • Grupa docelowa: praworęczni gracze FPS
  • Sensor: Pixart 3988
  • Maksymalna rozdzielczość: 6400 DPI
  • Częstotliwość próbkowania: 1000 Hz
  • Akceleracja: 50 G
  • Szybkość przetwarzania danych: 12500 FPS
  • Szybkość śledzenia: 200 IPS
  • Podświetlanie: Logo (RGB)
  • Przełączniki: Omron
  • Długość kabla: 180 cm
  • Wymiary: 128 x 72 x 43 mm
  • Waga 100 g (bez kabla)
  • Cena: ok. 170 zł


Wygląd i ergonomia

W zestawie, który otrzymałem do testów (oprócz myszki) znalazłem także podkładkę AMP500. Oba produkty zapakowano w kartoniki utrzymane w czarno - pomarańczowej kolorystyce, oba noszą logo, które intryguje i przyciąga wzrok nie tyle swoją doskonałością, co wywoływaniem wrażenia, że coś jest z nim “nie tak”. Miał to być chyba jakiś rodzaj orła, ale wyszło dziwnie. Cóż jest to jakiś sposób, patrzymy się na nie jak na rebus do rozwiązania. Dyskretne logo Gigabyte znajdziemy jedynie na rewersie obu pudełek. W ogólnym rozrachunku prezentują się bardzo dobrze i zachęcają do zapoznania się z zawartością. Zacznijmy od podkładki.

Ta była typowo zwinięta w rulon. Aby ją rozłożyć, musiałem zrobić więcej miejsca na blacie, bowiem powierzchnia przez nią oferowana (430 x 370 x 1,8 mm) zawstydziła nawet mojego XFX Warpad. Warstwa, która ma za zadanie “zlepić” się z podłożem jest koloru pomarańczowego i dość dobrze spełnia swoje zadanie. Co prawda podkładka potrzebuje trochę czasu, żeby w pełni się rozprostować, ale jeśli chcemy grać bezpośrednio po odpakowaniu, to i tak mamy kawał płaskiej powierzchni operacyjnej. Ta jest, niedyplomatycznie ujmując, czarna i to powinno załatwić problemy z kompatybilnością większości sensorów. Nie jest to typowa “szmacianka”. Góra jest stosunkowo twarda i zapewnia bardzo różne odczucia w zależności od myszki. Moja pięcioletnia Steel Series Sensei śmiga na niej rewelacyjnie i to pomimo zużytych ślizgaczy, nowiutki Roccat Kone EMP dziwnym zbiegiem okoliczności trochę szurał, a wypakowana wreszcie M3 nie tyle pływała po powierzchni, co latała jak Kamil Stoch.

Czas wreszcie przyjrzeć się myszce bliżej. Sylwetka ponownie naśladuje odświeżonego Death Addera. Drugie wrażenie to niewielka waga gryzonia. To jedna z lżejszych myszek gamingowych, jakie miałem w rękach. Przemieszczana na rzeczonej podkładce wydawała mi się początkowo wręcz za szybka i za lekka. Niemniej wszystko ratuje doskonale wyprofilowana sylwetka. Gryzoń idealnie leży w dłoni i zgodnie z zapewnieniami producenta każdym typem chwytu jest wygodne. Co innego używanie - lewy przycisk jest dość twardy i kilkanaście pierwszych kliknięć w ikony na pulpicie wiązało się z próba zmiany ich nazw zamiast otworzenia aplikacji. Naciskanie przycisku w części wysuniętej dalej w przód myszki redukuje ten problem, ale nie jest możliwe w każdym ułożeniu dłoni. Producent chwali się, że za mechanizm ukryty w środku odpowiada firma Omron. Szkoda że nie udało mi się ustalić, jaki to dokładnie switch.

Kolejne wrażenie było znów bardzo pozytywne, a to za sprawą zastosowanych materiałów. Góra została pokryta mieszanką gumo-plastiku, ale ten pierwszy materiał występuje tu w śladowych ilościach. Oba główne przyciski mają wyżłobienia, dzięki którym paluchy praworęcznych graczy mają szansę się idealnie umiejscowić. Pomiędzy nimi znajdziemy trochę ukrytą, ale rewelacyjnie działającą rolkę i przyciski służące domyślnie do zmiany DPI. Scroll został pokryty gumowym materiałem z wypustkami. Jego obwódka budzi nadzieję, że jest on podświetlany, ale niestety producent nie zastosował iluminacji tego elementu. Boki urządzenia wykończono w znacznej mierze gumą, z powycinanymi wzorkami w celu zwiększenia ergonomii. 

Rewelacyjne jest także umiejscowanie i wyprofilowanie przycisków bocznych, dostępnych dla kciuka. Zwykle producenci po prostu wrzucają w tamto miejsce dwa wystające “cypideusze”, jakby na odczepkę. Tutaj rzeczywiście ktoś się do tego przyłożył. Myszkę podłączymy przewodem, który choć cienki i nieopleciony, to z jakiegoś powodu jest sztywny i nawet po paru dniach od rozpakowania widać zagięcia w miejscach, których był “połamany”. Myszka podłączona do PC-ta odpala podświetlanie charakterystycznego logo umieszczonego na grzbiecie i diodki wskazujące poziom DPI, widoczne na lewym boku urządzenia. Pod spodem znajdziemy trzy magiczne ślizgacze, a w opakowaniu znajdziemy jeszcze zapasowy komplet. Przy przekręcaniu myszką usłyszałem grzechotanie - w moim samplu coś lata w środku. Podsumowując tę część - Aorus M3 to ciekawie zaprojektowana bryła inspirowana gryzoniami Razera. Na uznanie zasługuje także dobór materiałów i przyciski dodatkowe, a jedyny szkopuł to niezbyt elastyczny przewód.
 

 

Oprogramowanie i podświetlanie

Pobrane ze strony producenta oprogramowanie, wykrywa i obsługuje różne elementy zestawu komputerowego. Gigabyte podąża modnym ostatnio trendem komponowania zestawu komputerowego z elementów jednej rodziny i zarządzania całością, np. zunifikowanym podświetlaniem z poziomu jednego, wspólnego programu. U mnie załapała się karta graficzna i oczywiście myszka. W pierwszym przypadku, zerkając na odczyty i suwaki raczej nie byłem zbyt przekonany i bałbym się podkręcać swojego GTX-a za pomocą tego softu. Jeśli chodzi o mychę, to mamy możliwość dostosowania podświetlania i głównych parametrów - domyślnie logo zdobią zmieniające się stopniowo barwy RGB. Zaraz po zainstalowaniu napotkałem niestety problemy z działaniem aplikacji. Zmiana ustawień nie przynosiła efektów, animacja Loading działała w nieskończoność, a program zarzucił paroma Errorami. Po reinstalacji sprawdziłem jeszcze pozostałe składowe konfiguracji myszki. 

Rekonfiguracja przycisków działała bez zarzutów, ale nagrywania makr było trochę toporne i musiałem przeklikać się pomiędzy zakładkami zanim soft zarejestrował, że minutę temu nagrałem makro. W zakładce performance możemy dostosować poziom DPI na każdy z czterech “profili” i ustawić częstotliwość raportowania wynoszącą maksymalnie 1000 Hz. To tyle. Podsumowując ten aspekt, niestety GUI odstaje od bardzo wysokiego poziomu samego urządzenia. Jest mało intuicyjne, a niektóre czcionki ledwie widoczne. Do tego udało mi się je zwiesić na tyle, by konieczna była reinstalacja. Ostatecznie soft nie jest jakoś niezmiernie potrzebny temu urządzeniu. Wystarczy wyklikać interesujące nad podświetlanie oraz DPI, zapisać i zapomnieć.

Precyzja

Aby przyzwyczaić się do dręczących mnie pierwszego dnia testów twardego kliku, nowego kształtu i lekkiego działania, postanowiłem rozpocząć zadanie od rozgrywki w Wiedźmina 3. Po kilku godzinach kształt stał się dla mnie tak idealny, jakbym urodził się z tym urządzeniem pod dłonią. Powrót do mojego Roccat Kone EMP okazał się dość trudny - do tej pory wydawało mi się, że jest bardzo ergonomiczny, a świeżo po złapaniu nawyków z M3 miałem ochotę schować go do szuflady. Czy sensor jest równie dobry jak wykonanie? Pixart 3988 to pierwsza liga. Może pochwalić się świetnymi parametrami i “ostrym” feelingiem. 
W przypadku tej myszki pozostaje jednak zauważony w poprzednim modelu XM 300, problem wysokiego poziomu LOD (Lift of distance). Jeżeli w czasie gry podnosicie myszkę, to w tym przypadku gryzoń wykrywa powierzchnię, nawet jeśli podnieśliśmy go na około pół centymetra. Mi osobiście to w niczym nie przeszkadzało, ale dość daleko mi do poziomu i stylu rozgrywki znanego z e-sportowych turniejów. Aby sprawdzić częstotliwość raportowania posłużyłem się programem Enotous Mouse Test. Zgodnie z oczekiwaniami, program wskazywał wartości bliskie deklarowanemu 1000 Hz. Jeśli chodzi o DPI, to nawet 6400 DPI nie jest interpolowane, natomiast najfajniej używało mi się gryzonia z ustawieniami z zakresu 800-1600 DPI.

Podsumowanie

Myszka okazała się strzałem w dziesiątkę! Wzorowanie się na najlepszych, mowa tu o stajni Razera, wyszła w tym modelu na dobre. Kształt jest ergonomiczny i myszka na pewno może się podobać. Super, że do jej wykończenia wybrano materiały inne niż wszędobylską gumę - góra jest zdecydowanie bardziej plastikowa i w efekcie nie trzeba jej co chwilę przecierać. Na szczęście tego materiału nie pożałowano po bokach i dzięki temu kontrola nad gryzoniem jest nieprawdopodobna. Na pochwałę zasługują przyciski boczne, są to jedne z lepszych i bardziej użytecznych, jakie spotkałem. Także rolce czy przyciskom zmiany DPI nie mam nic do zarzucenia. Charakterystyczne logo umieszczone na grzbiecie wyróżnia się podświetlaniem RGB. Zastosowane ślizgacze pozwalają temu lekkiemu gryzoniowi wręcz pływać na podkładce, a w opakowaniu znajdziemy także zapasowy komplet. W środku drzemie wysokiej jakości sensor optyczny, odznaczający się wysoką precyzją i możliwością ustawienia nawet 6400 DPI. Pod przyciskami klikają przełączniki Omron i choć dla mnie ten pod lewym przyciskiem był trochę zbyt twardy, to wiem, że taki klik z pewnością znajdzie wielu fanów. No i najlepsze - za tak udany produkt zapłacimy 170 złotych, co jest bardzo atrakcyjną ofertą jak na sprzęt tej klasy.

Myszka okazała się strzałem w dziesiątkę! (...) Kształt jest ergonomiczny i myszka na pewno może się podobać. W środku drzemie wysokiej jakości sensor optyczny, odznaczający się wysoką precyzją i możliwością ustawienia nawet 6400 DPI.

Z mankamentów wymienić należy niezbyt dopracowane oprogramowanie. Jest mało czytelne, mogłoby być bardziej intuicyjne i stabilne. Poza tym w środku gryzonia coś grzechocze, no i rolka wyglądałaby lepiej, gdyby i ona zyskała podświetlanie. Także przewód jest mało elastyczny i nie sprawia wrażenia solidnego. Więcej wad nie stwierdziłem i nie wpływają one na bardzo pozytywny odbiór całokształtu. To rewelacyjna konstrukcja i praworęcznym fanom gier FPS ciężko będzie znaleźć coś lepszego. Polecam, jeśli tylko nie potrzebujecie rozbudowanej sekcji przycisków dodatkowych czy wypasionego oprogramowania. Razem z podkładką AMP500 tworzy niezły duet, choć nie jestem pewien, czy podkładkę mógłbym polecić z takim entuzjazmem jak myszkę. Poczekajmy aż lepiej zadomowi się na sklepowych półkach, bo aktualnie jest kiepsko dostępna, a cena dochodzi do 100 złotych. Można też poszukać mniejszej wersji - AMP300.

Gigabyte Aours M3

 Super wygodna i przemyślana konstrukcja, wygląd, jakość wykonania, przełączniki Omron, wyprofilowanie przycisków bocznych, świetny sensor, rewelacyjne ślizgacze wraz z kompletem zapasowych

 Niedopracowane oprogramowanie, w środku coś grzechocze, mało elastyczny kabel

Cena (na dzień 20.01.2018): 170 zł
Gwarancja: 24 miesięce

Komentarze do: Wielki test myszek dla graczy: Dream Machines DM1 FPS


Ładuję...